Głośnym tematem w ostatnich dniach stały się powołania do reprezentacji Polski kobiet, a raczej odmowa niektórych zawodniczek. O tego typu decyzjach wypowiedziała się kolejna osoba ze świata sportu. Milena Sadurek zwróciła uwagę na ważną kwestię. – Uważam, że nie każdy zawodnik nadaje się do pełnienia roli zmiennika. Czasami jest to wręcz toksyczne dla drużyny, bo ambicja takiej osoby jest tak duża, że psuje atmosferę tylko dlatego, że nie odgrywa pierwszoplanowej roli – wyjaśniła w rozmowie dla „Faktu”.
Barwy narodowe nie zawsze priorytetem
Reprezentacja Polski siatkarek w sezonie 2026 rywalizowała w turnieju Ligi Narodów i po raz pierwszy od 2022 roku nie zakwalifikowała się do fazy finałowej. Zespół prowadzony przez Stefano Lavariniego robił co mógł, ale mocno odmieniony skład nie podołał wyzwaniu.
W tym roku dużym problemem drużyny była przede wszystkim mocno ograniczona dyspozycja siatkarek. Gdy selekcjoner ogłosił w kwietniu szeroki skład na sezon 2026, okazało się, że musiał szyć z tego, co mu pozostało. Część siatkarek odmówiła zaproszenia na zgrupowanie reprezentacji Polski…
Ten temat ponownie wywołał spore poruszenie w mediach w ostatnim tygodniu. Podejście niektórych koleżanek z boiska skomentowała Joanna Wołosz, była kapitan reprezentacji. Nie zabrakło również głosu kadry, czyli kierownika Szymona Szlendaka.
Ego wygrało?
Nie zawsze ogólnodostępną informacją był powód, dla jakiego poszczególne zawodniczki rezygnują z gry w narodowych barwach. Zapewne kwestie zdrowotne często mogły być tymi najważniejszymi, ale nieoficjalnie powody mogły być jeszcze inne. O tym wspomniała Milena Sadurek, która udzieliła wywiadu dla „Faktu”.
Delikatnie zasugerowała, że problem może leżeć po stronie samych siatkarek. Chodzi o ich pozycję w hierarchii, która po prostu może im się nie podobać. – Pamiętam po wyborze Stefano Lavariniego, jak wszyscy cieszyli się, że nadszedł taki moment, kiedy wszystkie zawodniczki chętnie przyjeżdżają na kadrę. Ale tak jest zawsze po zmianie selekcjonera. Przyszedł trener Lavarini i wszystkie bez wahania zgłosiły się do reprezentacji, bo każda walczyła o jak najlepszą pozycję w drużynie. Gdy jednak zaczyna się krystalizować wizja trenera – wiadomo, na kogo będzie stawiał, kto będzie podstawową zawodniczką, zaczynają się rezygnacje. A to, że niektóre dziewczyny rezygnowały, moim zdaniem wynikało z tego, że nie akceptowały swojej roli w reprezentacji. Może ich ego nie pozwalało im zaakceptować tego, żeby przyjeżdżać na kadrę i nie odgrywać głównej roli. Nie każdy potrafi się z tym pogodzić – powiedziała bez ogródek była siatkarka.
„Czasami to wręcz toksyczne”
Trzeba przyznać, że obraz kadry reprezentacji Polski w ostatnich latach był zazwyczaj taki sam. Stefano Lavarini korzystał głównie z zawodniczek, które na początku jego kadencji zabłysnęły na boisku. W sezonie kadrowym 2025 mimo powołania sporego grona nowych nazwisk, żadna z dziewcząt nie otrzymała wówczas szansy debiutu.
Inaczej wyglądało to w tegorocznej Lidze Narodów, ale nie wszystkie siatkarki miały cierpliwość, by czekać kolejny rok na możliwość gry na większym dystansie. – Być może niektóre zawodniczki widziały siebie w innej roli na początku pracy trenera Lavariniego. Potem okazało się, że trener ma wobec nich inną wizję i ich wyobrażenia się nie sprawdziły (…) A trener też musi dokonać wyborów. Jeśli nie postawi na mnie, a ja tego nie akceptuję, to już jest mój problem. Uważam, że nie każdy zawodnik nadaje się do pełnienia roli zmiennika. Czasami jest to wręcz toksyczne dla drużyny, bo ambicja takiej osoby jest tak duża, że psuje atmosferę tylko dlatego, że nie odgrywa pierwszoplanowej roli – zaznaczyła Sadurek.
Zobacz również:
Polskie siatkarki celują w mistrzostwa Europy. Alicja Grabka: ta drużyna jest w stanie to zrobić!









