Reprezentacja Turcji w niedzielę obroniła tytuł mistrzyń Europy. Do panteonu najlepszych trenerów wszedł też Daniele Santarelli, który po raz drugi poprowadził zespół do tego sukcesu. W finale Turczynki pokonały przed własną publicznością Włoszki – 3:2, i to one są już pewne udziału w igrzyskach w 2028 roku. – Przysięgam – myślałem o trofeum, nie o igrzyskach. Pod koniec meczu ktoś ze sztabu podszedł i powiedział mi, że jedziemy do Los Angeles, a ja pomyślałem: O mój Boże, to prawda! – mówił szkoleniowiec w rozmowie z portalem volleyball.it
Wisienka na torcie
Tureckie siatkarki w niedzielę oficjalnie zakończyły sezon reprezentacyjny 2026. Dla podopiecznych Daniele Santarelli’ego ostatnie miesiące były szczególne. Zespół rozpoczął swój zwycięski marsz od wygranej w Lidze Narodów.
Potem celem Turczynek stała się obrona historycznego złota mistrzostw Starego Kontynentu, i to przed własną publicznością. To się Turczynkom również udało, choć przegrały one jeszcze na etapie grupy z biało-czerwonymi. Potem było z górki, a centralnym punktem było utarcie nosa Włoszkom…
– Gdyby ktoś zapytał mnie przed turniejem, jak chcę, aby zakończyły się te mistrzostwa Europy, to powiedziałbym, że właśnie tak. Zwycięstwo 3:2 z Włochami było uczciwym zakończeniem, pięknym popisem naszych umiejętności przeciwko bardzo mocnej drużynie – powiedział rozemocjonowany po finale Daniele Santarell, który nie krył dumy ze swojego zespołu.
Nie do zdarcia kolejny już sezon jest Melissa Vargas, która w obu tych imprezach trafiła do drużyny marzeń. Siatkarka kubańskiego pochodzenia dwukrotnie była wybierana MVP oraz najlepszą atakującą zawodów, udowadniając jak dużą wartością dodatnią jest dla Turczynek, które mogą o sobie mówić, jako o pełnoprawnym gigancie na skalę globu.
Fortuna, jak i siatkówka, kołem się toczą
Ciężko było przewidzieć wynik finału. Wielu od początku stawiało, że obie nacje znów pójdą na całość i skończy się to tie-breakiem. Tak też faktycznie było. Rewelacyjnie w mecz weszły Włoszki, ale nie miały one prawa głosu na dłuższym dystansie niż pojedynczy set. Po stronie Turczynek kluczem do sukcesu okazały się zmiany.
– Już w pierwszym secie reprezentacja Włoch pokazała całą swoją wartość. Nas zjadła presja i nie dało się na to patrzeć . Presja spoczywała na nas, bo w końcu graliśmy u siebie i chcieliśmy wygrać – komentował w rozpowie z portalem volleyball.it trener wciąż panujących czempionek Starego Kontynentu, dodając.
– Udało nam się później wybronić, a potem skończyć 2-3 długie akcje. Yaprak weszła na boisko. Weszła także Derya i to ona w piątej strefie obroniła niesamowicie ważną piłkę. Wygraliśmy wiele długich wymian, bo drużyna chciała walczyć do końca. To co się stało było piękne. Dziś jest magiczny dzień dla mnie, dla mojego sztabu i całej tureckiej siatkówki. Obronienie mistrzostwa Europy u siebie, i to w takim stylu, naprawdę nie było łatwe.
Los Angeles wzywa!
Dodatkowym bonusem, który również padł łupem Turczynek, jest przepustka na igrzyska w Los Angeles w 2028 roku. System awansu na imprezę czterolecia, jak zawsze, uległ zmianie. Tym razem pierwsze bilety powędrowały do triumfatorek mistrzostw kontynentu, stąd już teraz wiemy, że na amerykańskiej ziemi zagrają Kanadyjki oraz Tajki. Do tego grona dołączyły teraz Turczynki, które mają nadzieje w końcu stanąć na podium 'święta sportu’.
– Przysięgam – myślałem o trofeum, nie o igrzyskach. Pod koniec meczu ktoś ze sztabu podszedł i powiedział mi, że jedziemy do Los Angeles, a ja pomyślałem: O mój Boże, to prawda! (…) To jest świetne, bo pozwala nam planować kolejne lata tak, jak byśmy chcieli. Musimy to dobrze przemyśleć. VNL jest bardzo wymagający i na pewno część poprosi, aby mieć na ten czas więcej wolnego – zakończył szkoleniowiec, który jest spokojny o swój zespół w przyszłym sezonu.
Teraz jednak Daniele Santarelli nie chce myśleć o zmaganiach reprezentacyjnych. Przed nim parę dni oddechu, a potem bój na froncie klubowym. Jego Prosecco Doc Imoco Volley Conegliano w składzie z Joanną Wołosz znów chce się bić o wszystkie krajowe trofea, zaznaczając również swoją pozycję w Europie i na świecie. To intensywny czas, choć Pantery radzenie sobie z presją i dużą eksploatacje własnych organizmów mają opanowane w 100%.
Zobacz również:
Reprezentacja wciąż w 'procesie’. Magdalena Stysiak ma na to odpowiedź









