Reprezentacja Polski z wielkim sukcesem zakończyła rywalizację w tegorocznej Lidze Narodów. Złoty medal i utrzymanie mistrzowskiego tytułu to wielkie wyróżnienie. W fali sukcesów nie zabrakło jaśniejszych gwiazd wśród zawodników kadry oraz niespodziewanych decyzji trenera Grbicia. O kilku z nich w rozmowie z Przeglądem Sportowym opowiedział Kamil Semeniuk.
Ryzyko popłaca
Tegoroczna Liga Narodów przyniosła reprezentacji Polski wiele wyzwań. Podopieczni Nikoli Grbicia zmagają się z licznymi problemami zdrowotnymi, przez co trener wielokrotnie miał spore wyzwania w kompletowaniu składu na boisku. Niekiedy zmuszony był również stawiać na nieoczywiste rozwiązania, aby poruszyć drużynę do dalszej walki i przełamania chwilowej niemocy w stałym ustawieniu.
Nie inaczej było w finałowym, pięciosetowym boju z reprezentacją USA. Nagłe zmiany i konieczność gry na innej pozycji to wielkie wyzwanie, które może przynieść świetny efekt, ale i zamieszanie prowadzące do niepowodzenia. W przypadku Polaków trener postawił na zmianę atakującego, Bartłomieja Bołądzia, stawiając na trzech przyjmujących. Wilfredo Leon fenomenalnie pokazał się w roli prawoskrzydłowego. – Skoro mieliśmy w składzie pięciu przyjmujących, to w razie problemów trener przestawi kogoś na atak. – komentuje dla Przeglądu Sportowego Semeniuk. – Ani razu nie trenowaliśmy tego wariantu z Leonem w ataku, tylko od razu poszliśmy „all in”. Dobrze wyszło.
Gwiazdy też zawodzą
Pomimo świetnego występu Wilfredo Leona, nawet on miał swoje gorsze momenty na boisku. Wtedy to właśnie Kamil Semeniuk pojawił się na boisku, wywołany przez trenera z ławki rezerwowych. Przyjmujący zatrzymał chwilowy przestój po stronie biało-czerwonych, niezwykle precyzyjnie przyjmując mocne zagrywki reprezentacji USA. To odwróciło losy spotkania i pomogło w dopięciu tego ważnego zwycięstwa. A wejście w kluczowym momencie, będąc jednak zawodnikiem rezerwowym, nie zawsze jest dla zawodnika łatwe. – Czasami trzeba zacisnąć zęby i po prostu dostosować się do sytuacji. Fajnie byłoby grać od deski do deski, ale to ja jestem zawodnikiem, zaś decyzje leżą po stronie trenera. On doskonale wie, że jestem gotowy do gry. Może nawet widzi, że nie zawsze podoba mi się to, że jestem w kwadracie rezerwowych, ale to selekcjoner robi tak, by było najlepiej dla drużyny. Jeżeli mam wchodzić w trakcie spotkań i tak przyczyniać się do zwycięstw, to niech tak będzie – podsumowuje swoje patrzenie na sytuację w kadrze Semeniuk.
– Po meczu trener mówił nam, że było to dla niego niesamowicie wyczerpujące spotkanie, jako selekcjonera. Chwytaliśmy się wszystkiego, co możliwe, żeby rozstrzygnąć je na swoją korzyść. – i tym razem ryzyko popłaciło. Teraz przed biało-czerwonymi przygotowania do wrześniowych mistrzostw Europy. Impreza jest dla Polaków niezwykle ważna nie tylko ze względu na chęć utrzymania tytułu, ale również wywalczenia kwalifikacji olimpijskiej.
Zobacz również:
Były trener Ślepska Suwałki znalazł nowego pracodawcę









