Już w sobotę startuje turniej finałowy Ligi Mistrzów. Cztery najmocniejsze drużyny ugości Turyn, a w gronie tym jest Sir Sicoma Monini Perugia. Drużyna Kamila Semeniuka przed rokiem sięgnęła po złoto. Tym razem podopieczni Angelo Lorenzetti’ego mają podobny cel, lecz w półfinale na ich drodze stanie PGE Projekt Warszawa. Czy Perugia powtórzy sukces minionego sezonu?
Sezon prawie idealny?
Sezon klubowy dobiega końca, a przed siatkarzami Sir Sicoma Monini Perugia ostatnia batalia. Już w sobotę podopieczni Angelo Lorenzetti’ego zagrają o finał Ligi Narodów i to przed własną publicznością, gdyż tegoroczne Final Four organizowane jest w Turynie. Znów w składzie, tak jak przed rokiem, jest Kamil Semeniuk, który pamięta smak złota sprzed roku. To właśnie wtedy Perugia wzniosła się na wyżyny, pokonując w finale Aluron CMC Wartę Zawiercie. Teraz Włosi mają ochotę powtórzyć sukces, nawiązując do osiągnięć ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, gdy polska drużyna trzy razy z rzędu triumfowała w rozgrywkach. Sam Semeniuk natomiast ma w swoim CV trzy złota Ligi Mistrzów, w tym dwa wywalczone w barwach niegdyś potężnej ZAKSY.

Tegoroczna kampania, to już zupełnie inna bajka. Drużyna nie przeszła dużej metamorfozy, co pozwalało mierzyć wysoko. Tak nie było jednak w Pucharze Włoch, kiedy to w półfinale Perugię wyrzuciła Rana Volley Verona. Dzień później gracze z Werony sięgnęli po swoje pierwsze, tak poważne trofeum. Porażka wyłącznie zaostrzyła apetyty Semeniuka i kolegów, którzy przestali brać jeńców. Zespół wygrał Klubowe Mistrzostwa Świata, dopisując na konto także zwycięstwo w Superpucharze Włoch. Na koniec ekipa zgarnęła jeszcze krajowe mistrzostwo, wracając po sezonie na tron. To sporo, lecz jeszcze więcej można ugrać w ten weekend…
Semeniuk, Płotnicki czy Ben Tara?
Sir Sicoma Monini Perugia od lat uchodzi za drużynę kompletną. Choć w swoich szeregach od dwóch sezonów nie ma już Wilfredo Leona, to gwiazd światowego formatu nie brakuje. Swoją przygodę z włoskim gigantem dalej kontynuuje Kamil Semeniuk. Reprezentant Polski ma za sobą znakomite miesiące, ciesząc się nienagannym zdrowiem. Jest on prawdziwą ostoją zespołu, lecz tym razem nie będzie on mógł świętować ewentualnego sukcesu z rodakiem. Transferem medycznym w poprzednim sezonie był bowiem Łukasz Usowicz, który także zaznał smaku tego złota.

Jeśli chodzi o ofensywną stronę obrońców tytułu, to tutaj lider jest jeden – Wassim Ben Tara. Atakujący polskiego pochodzenia jest maszynką do zdobywania punktów, a przy tak mocnych gracza na przyjęciu ma przy tym wszystkim momenty, aby odsapnąć. Parę z Semeniukiem najczęściej tworzy Oleg Płotnicki. Mocnym ogniwem byłby też zapewne Yuki Ishikawa, lecz Japończyk od długiego czasu mierzy się z kontuzją. Całością zawiaduje z kolei prawdziwy mag rozegrania, Simone Giannelli, któremu pomału ścian na medale w domu może brakować.
Reprezentacyjny rozgrywający Włochów często gra środkiem, stąd też pokaźnym dorobkiem punktowym mogą poszczycić się zwykle Sebastian Sole i Agustin Loser. Ta dwójka Argentyńczyków jest nie do zdarcia, doskonale rozumiejąc się z całym zespołem. Całość domyka Massimo Colaci. Dla doświadczonego libero nadchodzące dwa spotkania będą jednak ostatnim tańcem, gdyż 41-latek zdecydował się zakończyć karierę.
Od początku na celowniku
Jak wiadomo, każdy chce bić mistrza… ale nie każdy potrafi. W fazie grupowej Perugia nie miała sobie równych. Włosi wgrali wszystkie 6 meczów, gromadząc na koncie 17 punktów. Ekipa oddała rywalom zaledwie 4 sety, a dzięki zajęciu 1. miejsca od razu awansowała do ćwierćfinałów. Niespodzianek w grupie C jednak nie brakowało. Oprócz Włochów w grze pozostał Las Palmas Guaguas, który zdołał wyrzucić takie marki jak Berlin Recycling Volleys czy VK Lvi Praha.
Los skrzyżował obrońców tytułu z największą niespodzianką także w ćwierćfinale. Wszystko to za sprawą wygranego dwumeczu Guaguas z Montpellier. Francuski klub został z niczym, zaś outsider wciąż nie miał zamiaru próżnować. Pierwszy mecz 1/4 finału zakończył się wygraną Włochów dopiero przy stanie 3:2. Podopiecznych Lorenzetti’ego taki obrót spraw mocno zdenerwował, a kolejne spotkanie, to już pewne zwycięstwo zeszłorocznych medalistów – 3:0.
W półfinale Ligi Mistrzów Sir Sicoma Monini Perugia zagra z PGE Projektem Warszawa. Mecz ten zapowiada się intensywnie, choć faworytem do awansu do finału jest grająca 'u siebie’ drużyna Kamila Semeniuka. Mecz ten zaplanowano na sobotę – 16 maja. Początek spotkania o godzinie 17:00.
Strefa Siatkówki, jak zawsze, zaprasza na relację punkt po punkcie z tego starcia
Zobacz również:
Wyniki i terminarz Final Four Ligi Mistrzów Turyn 2026









