Aluron CMC Warta Zawiercie po raz drugi z rzędu przegrała finał Ligi Mistrzów. W tym roku ponownie musiała uznać wyższość Sir Sicoma Monini Perugia. Dla Jurija Gladyra był to pożegnalny mecz w barwach zawierciańskiej ekipy i jednocześnie czwarty srebrny medal turnieju. – W półfinale zagraliśmy nieźle, ale w finale byliśmy bez szans. Rzadko to mówię i gorzko to przyznać, ale takie są fakty. Perugia zasłużenie wygrała, a my znów musimy zadowolić się srebrem – powiedział doświadczony środkowy.
Bez podjazdu
Aluron CMC Warta Zawiercie w finale Ligi Mistrzów nie miała za bardzo czym odpowiedzieć świetnie dysponowanej Perugii. Mistrzowie Polski walczyli w premierowej partii, ale Jurij Gladyr przyznał, że przegrana końcówka nie miała zbyt dużego wpływu na kolejne etapy spotkania. – Przeciwnik był po prostu niesamowity, mocno nam dokopali i chyba nikt się nie obrazi, jak powiem, że było widać różnicę klas – powiedział środkowy.
Czwarte i prawdopodobnie ostatnie srebro
Jurij Gladyr nie ukrywał, że to był jego ostatni mecz w barwach zespołu z Zawiercia. Ponownie jednak musiał zadowolić się srebrem Ligi Mistrzów. To już czwarty tego koloru krążek w jego karierze. – Ja ze swojej strony już, już mam dość tego srebra, to już czwarte! Musimy docenić to, co osiągnęliśmy w tym sezonie. Liczyłem jednak, że zdobycie mistrzostwa Polski doda nam pewności siebie i trochę nas rozluźni. Trochę tak było, bo w półfinale zagraliśmy nieźle, ale w finale byliśmy bez szans. Rzadko to mówię i gorzko to przyznać, ale takie są fakty. Perugia zasłużenie wygrała, a my znów musimy zadowolić się srebrem – podsumował doświadczony gracz i dodał: – Przy takich porażkach czujesz się trochę jak dziecko we mgle, ale potem trzeba docenić ten medal. Daliśmy z siebie maksa i nie możemy mieć wyrzutów. Walczyliśmy, ale po prostu zostaliśmy złamani.

Trybuny nie dopisały
Na jeden z ważniejszych planów turnieju finałowego w Turynie wysuwa się frekwencja. Choć to imponująca forma Perugii była najważniejsza, to jednak cieniem na całym turnieju położyły się puste trybuny. Widoczne one były zwłaszcza w półfinałach. – To jest zdecydowana porażka. To przykre, że najważniejszy turniej sezonu, Liga Mistrzów, topowe zespoły, trzej mistrzowie kraju, w tym mistrz Włoch, a trybuny nie są pełne. Część zasłonięta, momentami chciało się płakać, zwłaszcza w półfinale. Patrzyłeś w trybuny, a te stoją puste – grzmiał środkowy.
Dla niego to był czwarty mecz finałowy Ligi Mistrzów i jeszcze nie zdarzyło mu się grać przy tak niskiej obecności kibiców. – Organizator musi to przeanalizować, bo to nie może się powtórzyć. Dwa lata temu w Turcji też był problem, nie sprzedali wszystkich biletów, ale udało im się zapełnić trybuny w inny sposób. Mam wrażenie, że teraz nikt nie poczynił nic w stronę uratowania frekwencji. Nawet kiedy tu jechaliśmy, nie było za bardzo widać banerów promocyjnych. To bardzo smutne – skwitował Jurij Gladyr.
Jako jeden z powodów niskiej frekwencji wymienia się inne wydarzenia, które w tym samym czasie miały miejsce w Turynie, jak targi książki, które mocno wywindowały w górę ceny noclegów. Oprócz tego Włochy są też gospodarzem innych wydarzeń sportowych, jak chociażby turniej tenisowy w Rzymie. Bez względu na przyczyny, taka frekwencja chwały siatkówce nie przynosi.



![Transfery siatkarskie 2026/2027 [18.05.2026] Pierwszoligowcy brylują, zagraniczne ruchy](https://siatka.org/wp-content/uploads/2025/12/IMG_2282-blok-pilka-siatkowka-plusliga-375x250.jpg)





