BOGDANKA LUK Lublin broni tytułu mistrza Polski. Czy dojdzie do powtórki? – Wydaje mi się, że to może się udać, bo cieszymy się siatkówką, gramy na fantazji – mówił szczerze Mikołaj Sawicki, w rozmowie pomeczowej dla Polsatu Sport. Przyjmujący opowiedział też o tym, jakie ma odczucia w związku z powrotem na boisko.
Finał na najwyższym poziomie
Rywalizacja o złoty medal mistrzostw Polski trwa dalej. Zwycięzców wyłoni dopiero piąty mecz. Choć BOGDANKA LUK Lublin mógł wszystko zakończyć we własnej hali, to środowy mecz 3:1 wygrali podopieczni Michała Winiarskiego.
Mecz obustronnie stał na naprawdę wysokim poziomie, a więc spełnił oczekiwania, jakie niesie za sobą finał. Nie brakowało długich wymian, efektownych bloków czy ciosów z pola serwisowego. Liderami swoich ekip byli Bartłomiej Bołądź oraz Wilfredo Leon.
„Nie muszę nic nikomu udowadniać”
W każdym z setów, wsparciem dla Lublinian był Mikołaj Sawicki. Siatkarz powoli wraca do swojej formy po roku przerwy, spowodowanej ogromnym błędem Polskiego Laboratorium Antydopingowego. W czwartym meczu finałowym zdobył 5 punktów. Dwa zanotował w polu serwisowym, a resztę atakiem, utrzymując skuteczność 60%. – Emocje były, ale ja wychodzę z założenia, że po takiej przerwie nie muszę aktualnie nic nikomu udowadniać. Muszę na spokojnie wrócić do swojej formy, jestem coraz bliżej. Praktycznie zero stresu – powiedział na antenie Polsatu Sport po spotkaniu.
Na boisku zabrakło natomiast Hillira Henno, który jeszcze niedawno świetnie radził sobie na pozycji atakującego. Reprezentant Polski przyznał, że Francuza wykluczyły drobne problemy zdrowotne. – Hillira miał lekkie problemy z kolanem, ale już normalnie trenuje. Mam nadzieję, że teraz wygryzę już tylko sportowo – przyznał z uśmiechem.
Będzie powtórka z rozrywki?
To pierwsza taka sytuacja od 2013 roku, kiedy złotych medalistów PlusLigi poznamy dopiero po piątym spotkaniu. Lublinianie będą próbować obronić tytuł w hali rywala. Mikołaj Sawicki ma optymistyczne podejście. – Wydaje mi się, że to może się udać, bo cieszymy się siatkówką, gramy na fantazji. Co będzie, to będzie. Czy wygramy, czy przegramy medal po takim sezonie z tyloma kontuzjami jest niesamowitym osiągnięciem – podsumował.
Zobacz również:
Asseco Resovia Rzeszów kończy sezon porażką. Rozgoryczony Marcin Janusz nie przebierał w słowach









