Polskie siatkarki są dalej w grze o marzenia! Podopieczne Stefano Lavarini’ego w ćwierćfinale mistrzostw Europy 2026 pokonały Holenderki 3:1. Nie było to wcale łatwe spotkanie, a dobić Oranje musiały zmienniczki. Jedną z nich była Paulina Damaske, która uchodzi za rasową ratowniczkę. Przyjmująca weszła i skończyła dwa sety z rzędu. – (…) ja jakbym stała w kwadracie, to chyba bym zeszła już pod koniec – powiedziała po meczu.
Emocje sięgały zenitu!
Biało-czerwone są niesamowite! W czwartek polskie siatkarki pokonały Holenderki – 3:1, meldując się w półfinale mistrzostw Europy 2026. Jak zapowiadały – tak zrobiły, i już w sobotę kadrowiczki powalczą o finał imprezy. Celem była najlepsza czwórka, a teraz wszystko może się zdarzyć. Nie zmienia to jednak faktu, że podopieczne Stefano Lavarini’ego w Stambule błyszczą, wciąż ciesząc się czystym kontem.
Spotkanie z reprezentantkami Królestwa Niderlandów było pełne skrajnych emocji. Nic więc dziwnego, że część siatkarek wolała być w końcówce na boisku, niż wszystkiemu przyglądać się z kwadratu dla rezerwowych.
– Podczas tego spotkania poczułam tyle emocji i byłam w różnych stanach. Wydaje mi się, że to było pierwsze spotkanie, w którym rzeczywiście byłam też zestresowana – powiedziała po meczu rozemocjonowana Paulina Damaske, dodając.
– Myślę, że przyniosła nam tyle wrażeń , tyle emocji jak naszym kibicom, a może nawet więcej. Ja jakbym stała w kwadracie, to chyba bym zeszła już pod koniec.
Nic specjalnego?
Przy tak klasowych zespołach pewien poziom jest gwarantowany. Obie strony doskonale się znały więc nic dziwnego, że Holenderki niczym nie zaskoczyły Polek – i vice versa. Od początku wiadomo było, że do parkietu ciężko będzie się dobić. Pewnym było też, i to jeszcze na etapie analizy, że kluczem będzie obrona.
Siatkarki trenera Lavarini’ego z tak szybko grającymi oponentkami nie miały jeszcze do czynienia, o czym przed meczem przestrzegał Krystian Pachliński. Jaka była na to wszystko reakcja zespołu? – Myślę, że ciężko było im nam nas złamać. Nie poddałyśmy się do, do ostatniego momentu. Dobrze broniłyśmy, dobre miałyśmy bloki. W pewnym momencie myślę, że gorzej trochę atakowałyśmy. W sumie nie tyle że gorzej, co po prostu wybierałyśmy złe opcje. Dobrze nas czytały. Miały świetną obronę – i tutaj czapki z głów dla dziewczyn, bo ciężko się zdobywało te punkty. Ich atak naprawdę był w szybkim tempie – wymieniała atuty Polek i Holenderek 25-latka.
Układ nerwowy? Co to takiego?!
Paulina Damaske, tak jak w pozostałych meczach, nie wyszła w podstawowej szóstce. Gdy jednak zameldowała się na boisku, zastępując Monikę Lampkowską, to spisała się na medal. Przyjmująca desygnowana do gry przez włoskiego szkoleniowca została w trakcie trzeciego seta.

Od razu zaadaptowała się na boisku, kończąc partię dwoma blokami. To sprawiło, że została ona na czwartą odsłonę spotkania. Wraz z Julią Szczurowską poprowadziła zespół do wygranej, zamykając mecz atomowym atakiem po przekątnej! Takiej zmienniczki żaden trener by się nie powstydził.
– Szczerze mówiąc poszłam intuicyjnie i nie czułam stresu, bo miałam wszystkich za sobą. Widziałam, że mnie asekurują. Wiem też jaka jest moja rola i bardzo cieszę się, że właśnie w takich momentach mogę wyjść – opowiedziała o kulisach ostatniej wymiany bohaterka czwartkowego ćwierćfinału.
O finał biało-czerwone zagrają już w sobotę. Czeka ich nie lada wyzwanie, bo zmierzą się z Włoszkami, których uniknąć chciały same Turczynki.
Zobacz również:
Wyniki i terminarz mistrzostw Europy 2026 siatkarek









