Reprezentacja Polski w czwartek zameldowała się w półfinale mistrzostw Europy 2026. To ogromny sukces, choć biało-czerwone same obrały sobie taki stan rzeczy za cel. Spełnić marzenie pozwoliło im zwycięstwo nad Holenderkami – 3:1. Teraz drużyna zagra z Włoszkami, a jak powiedziała w pomeczowej rozmowie Justyna Łysiak, polskie siatkarki nie mają nic do stracenia. – Musimy z mobilizacją i bez żadnego strachu wyjść na ten mecz i zagrać jak potrafimy najlepiej.
Udowodniły niedowiarkom…
Polskie siatkarki są półfinalistkami mistrzostw Europy 2026! Brzmi to dumnie, a biało-czerwone tym samym zamknęły usta wszystkim niedowiarkom. Choć kadra przeszła przebudowę i ma za sobą niezbyt udany występ w Lidze Narodów, to na imprezę docelową tego sezonu formę udało się zbudować nienaganną. Podopieczne Stefano Lavarini’ego nie przegrały jeszcze ani razu, a sukces dopięły pokonując w czwartek Holenderki – 3:1.
– Jeszcze chwilę potrzebuję, ale na pewno dzisiaj no niesamowite emocje. Bardzo się cieszę, że możemy grać o medale. Myślę, że to był też taki nasz cel. Gdzieś tam od początku tego sezonu reprezentacyjnego rozmawiałyśmy o tym, że chcemy zrobić coś dużego w tym sezonie. No i mam nadzieję, że się nam to po prostu uda – komentowała po ćwierćfinale dumna z siebie i z koleżanek Justyna Łysiak.
Rozpisane w każdym calu!
Spotkanie nie należało do najłatwiejszych. Oranje mają swoje atuty, a oba zespoły znają się znakomicie. Patrząc na to wszystko z boku można stwierdzić z pewnością, że biało-czerwony sztab po mistrzowsku rozgryzł zespół trenera Felixa Koslowskiego. Dużym plusem Polek jest natomiast głębia składu i posiadanie nieposkromionych zmienniczek, i chodzi tutaj o Paulinę Damaske oraz Julię Szczurowską.
– Wiedziałyśmy, że to jest bardzo dobry przeciwnik, ale też przygotowałyśmy się na to taktycznie i myślę, że pokazałyśmy to dzisiaj, że byłyśmy gotowe. (…) Dziewczyny, które weszły, dały super zmiany i pomogły nam no niesamowicie w tym meczu – przyznała defensorka.
Nie mają już nic do stracenia
Jeśli chodzi o Justynę Łysiak, to wraz z trwaniem turnieju jej rola uległa zmianie. Do Stambułu przyjechała jako zmienniczka Aleksandry Szczygłowskiej. Kapitan kadry zmaga się jednak z problemami zdrowotnymi i wróciła do Polski. Jej miejsce zajęła Klaudia Łyduch, a Łysiak trafiła dostała szansę grania w podstawowym składzie.
– Ogólnie ciężko być spokojnym w takim meczu, gdzie już się gra o wejście do czwórki Mistrzostw Europy. Myślę, że z biegiem tego turnieju jestem coraz pewniejsza, spokojniejsza na boisku i staram się po prostu tak o tym myśleć, żeby wykonywać po prostu swoje zadanie – oceniała nową rzeczywistość świeżo upieczona mistrzyni Polski.
Teraz poprzeczka znów pójdzie w górę. Już w sobotę biało-czerwone zagrają o finał z Włoszkami, których uniknąć za wszelką cenę chciały nawet same Turczynki. – Myślę, że my w tym meczu nie mamy nic do stracenia. Musimy z mobilizacją i bez żadnego strachu wyjść na ten mecz i zagrać jak potrafimy najlepiej – zakończyła Łysiak.
Zobacz również:
Wyniki i terminarz mistrzostw Europy 2026 siatkarek









