Klaudia Łyduch dopiero co zaczęła przygotowania z UNI Opole do sezonu 2026/2027. Życie miało dla niej jednak inny scenariusz. 22-latka zdobywała już wcześniej uznanie Stefano Lavarini’ego, lecz do 14-nastki nie mogła się przedostać. W obliczu problemów Aleksandry Szczygłowskiej siatkarka dołączyła do pozostałych reprezentantek i dalej ma szansę na medal mistrzostw Europy. – (…) Oczywiście się zgodziłam. Praktycznie w ciągu 24 godzin byłam już w Stambule – mówiła po ostatnim meczu grupowym młoda defensorka.
Libero i jej turecki sen!
Wytrawnym sympatykom polskiej siatkówki klubowej nie trzeba mówić, kim jest Klaudia Łyduch. 22-latka parę miesięcy temu wywalczyła historyczny brązowy medal mistrzostw Polski z UNI Opole. Klub przedłużył współpracę z defensorką, która przebojem przedostała się do podstawowego składu. U Łyduch była to naturalna kolej rzeczy. Siatkarka, jako najmłodsza w rocznikach błyszczała w szeregach kadr młodzieżowych. Z czasem zawodniczkę powoływać zaczął Stefano Lavarini. To jednak nie był jeszcze jej czas, a miejsce Aleksandry Szczygłowskiej i Justyny Łysiak było nie zagrożone.

Sytuacja zmieniła się podczas trwających mistrzostw Europy. Szczygłowska, która od tego sezonu pełni także rolę kapitan, zdołała zagrać na inaugurację. Później zdziesiątkowały ją problemy zdrowotne, a biało-czerwone zostały na pokładzie z jedną nominalną libero. Nie była to sytuacja optymalna, zwłaszcza, że w międzyczasie pojawiały się doniesienia o planowanym powrocie kapitan do Polski. Sama Łyduch natomiast rozpoczęła już przygotowania z UNI Opole do sezonu 2026/2027, po czym niespodziewanie dostała dowołanie do kadry!
– W godzinach wieczornych skontaktował się ze mną Szymon Szlendak oraz trener Stefano Lavarinii. Zapytali, czy byłabym w stanie przylecieć do Turcji, ponieważ Ola ma problemy zdrowotne. Oczywiście się zgodziłam. Praktycznie w ciągu 24 godzin byłam już w Stambule – relacjonowała po swoim pierwszym meczu w Stambule reprezentantka Polski.
Doba to dużo, aby zmienić plany o 180 stopni
Od decyzji do realizacji nie zawsze jest krótka droga. Tym razem, jak widać, było inaczej, a 22-latka w składzie biało-czerwonej drużyny pojawiła się już w meczu z Turczynkami. W zwycięskim boju Orlice pokonały wciąż panujące mistrzynie Europy 3:2, awansując z grupy A z 1. miejsca. Klaudia Łyduch parokrotnie meldowała się na parkiecie w stroju przyjmującej, aby wspomóc Justynę Łysiak lub będące w niekorzystnym ustawieniu koleżanki.
– Trudno zebrać myśli i naprawdę trudno uwierzyć w to, co wydarzyło na przestrzeni ostatnich dni. Rozmawiałam z najbliższymi właśnie o tym, że życie potrafi być przewrotne. Jeszcze dwa dni temu nie wyśniłabym sobie takiego scenariusza – tłumaczyła etatowa defensorka UNI Opole, komentując dalej.

– Przed wejściem na boisko troszeczkę szybciej zabiło serce. Mówiłam dziewczynom, że tak naprawdę jak zobaczyłam Mirę na śniadaniu, to dodało mi otuchy i przestałam się stresować. Najbardziej stresowałam się po telefonie i w podróży.
Teraz biało-czerwone wchodzą w decydującą fazę turnieju. W poniedziałek zespół pokonał Portugalię 3:0, awansując do ćwierćfinału czempionatu Starego Kontynentu. Aby grać o medale podopiecznym Stefano Lavarini’ego potrzeba wygranej w czwartkowym meczu z Holenderkami. Sama Łyduch na pewno będzie gotowa wesprzeć drużynę, wraz z koleżankami marząc o grze o medale.
Zobacz również:
Wyniki i terminarz mistrzostw Europy 2026 siatkarek









