Strona główna » Nie ma już znaków zapytania! W Europie trzeba być do bólu perfekcyjnym

Nie ma już znaków zapytania! W Europie trzeba być do bólu perfekcyjnym

inf. własna

fot. CEV

Po trzech tygodniach zmagań w Lidze Europejskiej siatkarzy nie ma już niepewności. Do finałów awansowały cztery niepokonane w fazie grupowej zespoły. Są to Holandia, Finlandia, Dania oraz Izrael. Bój o medale zapowiada się wyjątkowo ciekawie, a nowa formuła rozgrywek nie służy każdemu.

Tutaj nic nie dało się już zrobić…

Faza grupowa wyłoniła czwórkę najmocniejszych drużyn, które zgodnie z odświeżoną formułą Ligi Europejskiej zagrają dalej o medale… a także przepustki na mistrzostwa Starego Kontynentu. Tak się złożyło, że w Final Four zobaczymy wyłącznie niepokonane zespoły. Cała reszta natomiast musi obejść się smakiem, wyciągając lekcje na przyszły rok.

Symboliczną kropkę nad 'i’ udało się w niedziele postawić Finom. Islandczycy – zgodnie z przewidywaniami, nie mieli najmniejszych szans. Dystans dla mniej doświadczonych outsiderów był zabójczy. Skandynawowie z kolei starali się robić swoje, a wysokie prowadzenie dało im masę komfortu i szybką wygraną 3:0 (25:14, 25:15, 25:12). Najwięcej do powiedzenia miał do końca Niko Suihkonen.

Od początku murowanymi faworytami do zwycięstwa w całych rozgrywkach była Holandia, która jeszcze przed rokiem występowała w Lidze Narodów. W rzeczy samej kadra zagra w finałach, a szalę zwycięstwa na jej strony przechyliło spotkanie z Bośniakami, zakończone wygraną 3:0 (25:16, 25:18, 25:19). Mimo wielu zmian na przestrzeni całego meczu błyszczał Silvester Meijs, który zdobył 14 punktów.

Punktów na finiszu nie potraciła też Grecja. Zespół znad Morza Śródziemnego ma za sobą ciężką przeprawę z Luksemburgiem. Gracze w czerwonych trykotach z opóźnieniem zdołali wejść w mecz. Szalona końcówka nie dała im jednak przełamania, a całość zakończyła się wygraną Greków 3:0 (25:22, 25:22, 33:31). Rewelacją okazał się Andelos Marokou, autor aż 24 oczek.

Cięższą przeprawę mają za sobą Izraelczycy. W starciu z Kosowian były momenty przestojów, co dodatkowo budziło niepokój po stronie ekipy z Bliskiego Wschodu. Końcowo, to właśnie Izralczykom udało się zwyciężyć, udowadniając, że awans do finałów był formalnością – 3:1 (24:26, 25:18, 25:21, 25:16). Maksa dał z siebie duet Bajrami Erion i Gazmend Husaj. Nie do zatrzymania był jednak Shay Liberman, który zakończył zmagania z aż 36 punktami.

Brakowało mocy?

Choć dalej nie grają Czesi, to kadrowicze do końca nie mieli zamiaru odpuszczać, sięgając po kolejny komplet punktów. Tym razem łupem sąsiadów Polski padło spotkanie z Gruzinami. Tutaj zaczęło się od falstartu oponentów. Potem niby było lepiej, ale i tak nie rywale nie byli w stanie nawiązać kontaktu, 'oddając’ mecz Czechom – 3:0 (25:5, 25:13, 25:20). 17 punktów zdobył Stepan Svoboda, któremu wtórował Marek Sotola. Trener Novak dał jednak pograć też zmiennikom.

Formalnością stało się zadość również w meczu Norwegów ze Szwajcarami. Jeden set na rozegranym na styku finiszu to za mało. Zapunktować na sam koniec udało się natomiast Szwajcarkom – 3:0 (25:20, 25:23, 25:20). Trener Łukasz Marciniak może odetchnąć z ulgą, bowiem każdy z jego graczy prezentował się nienagannie.

Na koniec też Estończykom udało się utrzeć nosa Czarnogórzanom. Im dalej w mecz, tym gra nominalnych gospodarzy wyglądała coraz gorzej. Całość natomiast zakończyła się wygraną Estończyków 3:0 (25:22, 25:20, 25:18). Najmocniejszym ogniwem był Mart Tammerau, któremu wtórował Robert Taht.

Faworyci punktują co końca

Bez szans na awans byli Albańczycy i Rumuni, którzy mimo wszystko stoczyli ze sobą pasjonujący bój o panowanie w regionie. Żadna ze stron nie miała zamiaru odpuszczać. Choć z czasem forma Rumunów pozostawiała wiele do życzenia, to samo otwarcie było imponujące. Nie zmienia to jednak faktu, że po zwycięstwo sięgnęła rumuńska ekipa – 3:1 (25:23, 25:19, 17:25, 25:16). Całość sprowadzała się do pojedynku Antona Qaferana z Raresem Baleanem.

Do podobnego scenariusza doszło w meczu Azerów z Portugalczykami. Dwie pozbawione szans na awans drużyny, spośród których każda chciała zamknąć rozgrywki wygraną. Tego szczęścia nie mieli natomiast Azerowie, którzy po obiecującym początku oddali inicjatywę zawodnikom z Półwyspu Iberyjskiego – 3:1 (21:25, 25:16, 25:12, 25:19). Do końca walczył Andrey Melnikov. Górą jednak był Nuno Marques, który niezależnie od sytuacji miał oparcie w kolegach.

Zobacz również:

Mistrzowie świata ruszają do Lubljany. Ferdinando de Giorgi wybrał 14

PlusLiga