Liga Europejska siatkarzy błędów nie wybacza, a już w niedzielę poznamy grono finalistów. To z kolei sprawia, że na finiszu pierwszej części rozgrywek zrobiło się ciekawie. Za nami aż trzy mecze czterosetowe oraz dwa długie dystanse. Wielu kibiców zaciera już ręce przed fazą pucharową, a jednymi z faworytów dalej są Holendrzy, marząc o szybkim powrocie do światowej czołówki.
Zgodnie z planem!
Przedostatni dzień fazy grupowej w Lidze Europejskiej siatkarzy w końcu przyniósł ciekawsze rozstrzygnięcia niż szybkie trzysetówki. Jednym dowodów na tę jednostronność, było spotkanie Holendrów z Chorwatami. Kraciaści nie mieli tutaj większych szans, a grupa Pomarańczowych robi wszystko, aby jak najszybciej wrócić do Ligi Narodów, kompletując kolejną wygraną – 3:0 (25:17, 25:19, 25:23). Szkoła Joela Banksa zadała egzamin, a 16 oczek upolował Slivester Meijs.
Jeszcze szybciej komplet punktów udało się zgarnąć Duńczykom. Zespół dosłownie rozjechał Rumunów, górując nad nimi w każdym elemencie. To natomiast przełożyło się na błyskawiczne zwycięstwo nominalnych gości – 3:0 (25:19, 25:17, 25:17). Od początku do końca rąk nie zwalniała w ataku para Mads Jensen i Oskar Madsen.
O sporej dawce pecha mogą mówić Portugalczycy. Pierwszy set był do zapomnienia, ale potem udało im się deptać rywalom po piętach. Mimo wszystko końcówki padały łupem Węgrów, co dało im wygraną 3:0 (25:18, 25:23, 25:22). Był to jednak ciekawy pojedynek Kristofa Horvatha z Nuno Marquesem.
Nie było co zbierać ponownie po Macedończykach. Tym razem lepsza okazała się reprezentacja Izraela, która potrafiła wykorzystać nawet najmniejsze potknięcie oponentów. To z kolei przełożyło się na zdecydowane zwycięstwo, a dystans… był frustrujący – 3:0 (25:19, 25:19, 25:14). Karty w całym meczu rozdawał duet Shay Liberman i Mark Rura.
Za styl punktów nie przyznają
Trochę więcej przyszło pograć Finom i Słowakom. Tutaj oba zespoły rozegrały między sobą cztery sety, choć patrząc na różnicę poziomów, to drugą partię należy rozpatrywać w kat. potknięcia. Komplet punktów powędrował bowiem do pewnych siebie Skandynawów – 3:1 (25:18, 23:25, 25:17, 25:20). Rewelacyjne spotkanie mają za sobą Veikka Lindqvist i Luka Marttila. Pierwszy z nich zdobył 20 punktów, a drugi dołożył 19 oczek. Doskonale spisał się też Voitto Koykka, a po tak wyraźnej porażce ma nad czym myśleć trener Michal Masny.
Nieco bardziej na Czechów napierała grupa Hiszpanów. Siatkarze z Półwyspu Iberyjskiego starali się dzielnie gonić na dystansie, a presja porażki sprawiała, że udało im się przełamać oponentów i ukraść pojedynczego seta. Na tak grających Czechów nie było jednak mocnych – 3:1 (25:19, 25:20, 22:25, 25:22). Do końca walczył Andres Villena, autor 17 punktów. Po drugiej stronie za sznurki pociągało zaś trio Jiri Benda – Lukas Vasina – Patrik Indra.
O drobnym potknięciu mogą mówić też Grecy. Na ich szczęście skończyło się to porażką wyłącznie w jedynym secie, bowiem nikogo przekonywać nie trzeba, że Austriacy wiedzą jak grać w siatkówkę. Mimo wszystko ekipa z południa Europy dopięła swego – 3:1 (25:16, 23:25, 25:22, 25:18). Rewelacją był Angelos Markou, autor 22 punktów, któremu wtórował Athanasios Protopsaltis. Po stronie podopiecznych trenera Adama Swaczyny prym wiódł Paul Buchegger.
Do ostatniego tchu
Dwa spotkania, to już creme de la creme siatkówki. Pełnowymiarowe widowisko swoim kibicom zafundować udało się Szwajcarom i Łotyszom. Przepychankom nie było końca i choć drużyny cały czas popadały w skrajność, to i tak był to dobry do oglądania mecz. Najciekawiej zrobiło się dopiero na samym finiszu, gdzie szalę zwycięstwa na swoją stroną przechyliła grupa Szwajcarów – 3:2 (17:25, 25:20, 25:18, 21:25, 15:12). Maksa dał z siebie Kristaps Smits, który punktował 25 razy. Lepiej wypadał jednak Lars Migge, który dodatkowo miał po swojej stronie całą drużynę.
Pełen dystans mają za sobą też Estończycy i Szwedzi. Tutaj również było ciekawie, choć poza drugim setem forma obu zespołów mocno falowała. Rzutem na taśmę lepiej skończyło się to wszystko dla Szwedów, którym do końca dopisywało odrobinę więcej szczęścia – 3:2 (25:17, 22:25, 25:18, 16:25, 15:10). Szwedom do końca przewodził nieoceniony Jakob Link, który łącznie zdobył 25 punktów. Po stronie Estończyków lepiej się to rozkładało, a najwięcej do powiedzenia miał Renee Teppan.
Zobacz również:
Szczęściarz z chłodną głową. Kamil Semeniuk o włoskich realiach i reprezentacyjnym dobrobycie




![Transfery siatkarskie 2026/2027 [19.06] – Libero bez zmian w dwóch gigantach PlusLigi](https://siatka.org/wp-content/uploads/2026/06/Sklejka-siatka-1200x800-53-375x250.jpg)




