PGE Projekt Warszawa w półfinale turnieju finałowego Ligi Mistrzów siatkarzy długimi momentami prowadził wyrównaną walkę z Sir Sicomą Monini Perugia. Ostatecznie jednak warszawianie przegrali 0:3, ale optymizmem może napawać końcówka trzeciego seta. – Chcemy wrócić z blachą. Może po prostu lubimy brąz [śmiech]. Życzę sobie, żebyśmy sezon zakończyli z kolejnym medalem – zapowiedział rozgrywający stołecznych, Jan Firlej.
Świetny Wassim Ben Tara
PGE Projekt Warszawa miał swoje momenty w półfinałowym starciu Ligi Mistrzów. Warszawianie walczyli z murowanym faworytem całych rozgrywek, Sir Sicomą Monini Perugią. Liderem rywali okazał się Wassim Ben Tara, który skończył spotkanie z 18 oczkami i 62% skutecznością ataku, na co zwrócił uwagę Jan Firlej.
– Ja bym wyróżnił ich równy poziom gry w ataku. Uważam, że nie mieli przestojów. Nie byliśmy w stanie zablokować Ben Tary, który świetnie się prezentował na prawym skrzydle i czyścił im bardzo dużo kontr i piłek z pola. Moim zdaniem to wiązało się z tym, że na początku nie było z naszej strony presji w polu zagrywki, za to było trochę błędów, więc kilka zagrywek potem trzeba było po prostu wprowadzić. Przez to i przyjęcie Perugii świetnie funkcjonowało – analizował rozgrywający stołecznej ekipy.

fot. CEV
Doświadczenie po stronie Perugii
Oprócz świetnej gry w ofensywie, włoska ekipa ma także ogromne doświadczenie w graniu ważnych meczów. Chociażby rok temu sięgnęli po złoto Ligi Mistrzów. – Myślę, że Perugia ma takich zawodników, którzy grali multum takich spotkań i wiedzą, czym one się rządzą. Chłodna głowa jest w nich bardzo potrzebna. My zaczęliśmy ją łapać dopiero w trzecim secie. To są duże emocje i mamy w drużynie wielu chłopaków, dla których granie przy takich kibicach, w tak dużej hali jest czymś nowym i na pewno robi to wrażenie. Uważam, że z biegiem meczu emocje trochę zeszły i wracaliśmy do swojego stylu, który pokazaliśmy właśnie w trzeciej odsłonie – powiedział Firlej.
Szkoda końcówki
Podopieczni Kamila Nalepki najbliżej przedłużenia losów półfinału byli w trzeciej odsłonie, w której odrobili straty i w górze mieli nawet piłkę setową. – Ja akurat zawsze mówię, że nie ma co gdybać, bo czasu nie cofniemy. Co do rozprężenia, myślę, że trochę wywarliśmy na nich presję w tym trzecim secie. Od połowy trzeciego seta bardzo dobrze graliśmy w systemie blok-obrona. Odrzuciliśmy ich od siatki kilka razy z rzędu zagrywką i pomogliśmy sobie potem blokiem czy podbitą piłką i kontrą. Tego odrobinę brakowało w początkowych fazach: w pierwszym i drugim secie. Szkoda trzeciej partii, ale myślę, że pomimo wszystko możemy patrzeć na mecz o brąz z optymizmem – zapewnił rozgrywający i dodał: – Bardzo szkoda, bo mieliśmy w górze piłkę setową. Gdybyśmy ją wykorzystali, to kto wie, co by się wydarzyło.
Projekt Warszawa lubi brąz
W niedzielę PGE Projekt Warszawa stanie przed okazją wywalczenia kolejnego brązowego medalu w tym sezonie. Wcześniej stołeczni wywalczyli trzecie miejsce na podium PlusLigi. – Chcemy wrócić z blachą. Może po prostu lubimy brąz [śmiech]. Życzę sobie, żebyśmy sezon zakończyli z kolejnym medalem – zapowiedział Jan Firlej i dodał: – Dla naszego klubu to pierwszy raz w Final Four Ligi Mistrzów. Zdobyliśmy Puchar Challenge, także uważam, że klub powoli się rozwija, robi cały czas krok do przodu i czymś pięknym będzie wyjechać z medalem – skwitował siatkarz.









