W pierwszym półfinale Ligi Mistrzów PGE Projekt Warszawa nie miał najmniejszych szans. Sir Sicoma Monini Perugia drugi raz z rzędu pokazała się z bardzo dobrej strony. Ekipa pod wodzą Angelo Lorenzettiego po trzech setach mogła cieszyć się z awansu do finału Ligi Mistrzów. Dla Kamila Semeniuka będzie to czwarty finał o Puchar Europy! Warto zaznaczyć, że przejmujący jeszcze ani razu nie poniósł porażki w decydującym starciu.
Triumf faworyta
Zostały najlepsze cztery zespoły w Europie. Każdy z zespołów tylko marzy o ostatecznym triumfie. Sir Sicoma Monini Perugia, jako triumfator z 2025 roku był bez wątpienia stawiany w roli faworyta całych rozgrywek. Podopieczni Angelo Lorenzettiego spisali się niesamowicie i zgodnie z przewidywaniami rozbili warszawski zespół. Kamil Nalepka i spółka starali się dotrzymać kroku rywalom. Niestety tempo włoskiego zespołu było zdecydowanie zbyt intensywne, przez co polska drużyna nie mogła dotrzymać kroku.
Set nadziei i wspaniała historia Kamila Semeniuka
Trzeci set był pełny nadziei dla siatkarzy Projektu Warszawa. Wydawało się, że będzie to kolejna partia z dużą przewagą włoskiego zespołu. Bartosz Gomułka i spółka walczyli do samego końca. Polski zespół był bardzo bliski, aby triumfować w trzecim secie. Niestety w samej końcówce Agustin Loser popisał się z bardzo dobrej strony w kontrze. Po chwili Oleh Płotnicki popisał się asem serwisowym i zakończył tym samym mecz półfinałowy.
Po zwycięstwie Perugii najbardziej szczęśliwy mógł być Kamil Semeniuk. Dla reprezentanta Polski będzie to czwarty finał Ligi Mistrzów. Co więcej 29-latek jeszcze nigdy wcześniej nie przegrał w finale tej imprezy. Zdobywając czwarty złoty medal Ligi Mistrzów, tym samym Semeniuk wyrówna rekord, który należy do Wilfredo Leona.









