Strona główna » Powrót Austriaków w Lidze Europejskiej! Adam Swaczyna miał to, co chciał

Powrót Austriaków w Lidze Europejskiej! Adam Swaczyna miał to, co chciał

inf. własna

fot. CEV

To już ostatni gwizdek dla zespołów grających w Lidze Europejskiej, aby powalczyć o finały. W trzecim tygodniu wszystko stanie się jasne, a już w niedziele poznamy grupę zespołów, które dalej będą grać o medale. Wciąż czystym kontem mogą się poszczycić Duńczycy, Hiszpanie, Holendrzy, Estończycy, Finowie oraz Izraelczycy.

Siatkarska prędkość światła?

Po dwóch tygodniach zmagań w Lidze Europejskiej siatkarzy pora na trzeci weekend, który odpowie kibicom na pytanie, jakie ekipy pozostaną w grze o medale. Tradycyjnie już o dłuższym graniu można było jedynie pomarzyć, bowiem bycie faworytem zobowiązuje. Tak też było u Słowaków, którym udało się rozbić w trzech setach Islandczyków. Rywale nie mieli nic do powiedzenia, i choć nominalni gospodarze spuszczali czasem z tonu, to różnica była porażająca – 3:0 (25:10, 25:12, 25:16). Trener Michal Masny może spać spokojnie widząc tak rozpędzonych swoich podopiecznych. Liderem był Branislav Hranusek, który do pomocy miał Martina Rendla i Jakuba Kovaca.

Na 'medal’ spisała się również reprezentacja Hiszpani. Siatkarze z Półwyspu Iberyjskiego byli niczym walec dla bezradnych Gruzinów, u których z każdym setem wszystko wyglądało coraz gorzej. Czarę goryczy przelała trzecia partia, a całość padła łupem faworytów 3:0 (25:18, 25:14, 25:8). Najwięcej do powiedzenia miał Jean Pascal Diedhiou, autor 13 punktów, który do pomocy miał też paru kolegów.

Jeden dobry set nie wystarczył natomiast Bośniakom. Zespół był bezradny w starciu z Chorwatami, którzy byli skuteczniejsi i umiejętnie budowali różnicę na dystansie. Bardzo szybko było po meczu, a z kolejnego kompletu punktów cieszy się Chorwacja – 3:0 (25:16, 25:23, 25:20). Do końca walczył Andriej Ristić, ale lepiej zaprezentowała się para Gabrijel Cvanciger i Ivan Zeljković, zdobywając po 18 i 15 punktów.

Cios za ciosem…

Bezwzględna wobec słabszego oponenta była też Dania. Grupa zawodników w czerwonych trykotach nie pozostawiła suchej nitki na Albańczykach, którym wyłącznie raz udało się zdobyć więcej niż 21 punktów. Drużyna gości dzielnie goniła, lecz do przełamania było daleko – 0:3 (17:25, 18:25, 21:25). Od początku do samego końca reguły dyktował duet Mads Jensen oraz Oskar Madsen.

Jeszcze bardziej jednostronnie było w meczu Austriaków z Luksemburczykami. Zespół gospodarzy mknął przed siebie, co z czasem wywoływało coraz większą frustrację w rywalach. Końcowo Austriakom udało się zwyciężyć 3:0 (25:14, 25:12, 25:15)… domykając mecz w godzinę z małym haczykiem. Trener Adam Swaczyna dał pograć zmiennikom, wiedząc, że i tak jego zespół dopnie swego, mając na pokładzie Lukasa Glatza i Paula Bucheggera.

Choć w trzecim secie zapachniało przełamaniem, to komplet punktów zgarnęła także grupa Macedończyków. Nie mieli oni litości dla Kosowian, zwyciężając 3:0 (25:12, 25:19, 27:25). Próby skradania spoczęły na niczym, podczas gdy na parkiecie błyszczał niezastąpiony Nikola Gjorgiev.

Cztery sety i do szatni

Odrobinę dłużej i ciekawiej było w pojedynku Węgrów z Azerami. Tam faktycznie rozegrano cztery sety, ale mecz spokojnie dało się zamknąć w trzech partiach. Po prostu rozochocona początkowym sukcesem reprezentacja Węgier, dała Azerom zaproszenie do gry. Gorąco było też w trzecim secie, ale całość i tak zakończyła się triumfem nominalnych gospodarzy 3:1 (25:19, 22:25, 29:27, 25:16). Odwrócić losy spotkania starała się dwójka Andrey Melnikov i Zamig Mayilov. Liderzy Azerbejdżanu punktowali po 16 razy, ale lepszy był z 20 oczkami na koncie Marcello Pesti, który pociągał za sobą kolegów.

Na cztery sety biły się też Łotwa i Norwegia. Tutaj akurat Łotysze odnotowali bolesny falstart, dając pograć rywalom. Później zespół wrócił w wielkim stylu, wygrywając każdą kolejną partię, a w rezultacie i cały mecz – 3:1 (21;25, 29:27, 25:18, 25:21). To pokazuje wyraźnie, że w europejskich rozgrywkach nie ma przestrzeni na potknięcia. Rewelacją pojedynku okrzyknąć można natomiast Renarsa Jansonsa, który zakończył zmagania z 27 oczkami na koncie.

Cztery partie, to także mecz Szwedów z Czarnogórzanami. Scenariusz zaś był ten sam co wyżej. Outsider wygrywa pierwszą partię, a faworyt musi całość odkręcić. Tak też się stało, zaś Szwedom udało się tego dokonać w fantastycznym stylu, zwyciężając 3:1 (22:25, 25:20, 25:19, 25:14). Momentami osamotniony Vukasin Cimbaljević nic nie mógł zrobić. Nie do zatrzymania był z kolei Axel Enlund, autor 23 punktów.

Zobacz również:

Plan na długowieczność. Tomasz Fornal zamierza grać do czterdziestki

PlusLiga