Reprezentacja Polski siatkarzy przypieczętowała udany tydzień zmagań w Lidze Narodów wygraną 3:1 nad Argentyną. Mecz ten przeszedł do historii ze względu na rekordowo długą, inauguracyjną partię, w której lepsi byli goście, triumfując 50:48! Tuż po spotkaniu swoimi wrażeniami na gorąco podzielił się libero polskiej kadry, Jakub Popiwczak.
Pierwszy set przejdzie do historii
Ostatni mecz turnieju Ligi Narodów w Gliwicach rozpoczął się od niebywałego maratonu. Reprezentacja Polski i Argentyna stoczyły prawie godzinny bój w pierwszej partii. Walka na ostrze noża w premierowej odsłonie trwała tak długo, że zapisała się jako najdłuższy set w historii Ligi Narodów, turniejów pod egidą FIVB. Zakończyła się wynikiem 50:48 na korzyść Argentyńczyków.
– Nie będę ukrywał, że nikt z nas jeszcze czegoś takiego na pewno nie przeżył. To było coś wyjątkowego. Tyle razy, co prowadzenie przechodziło z jednej na drugą stronę… Po prostu przeciągaliśmy linę. Niesamowity set i myślę, że długo będziemy go wspominać – relacjonował Jakub Popiwczak.
Taka wojna nerwów kosztowała zawodników mnóstwo sił, zwłaszcza że dla części z nich był to kolejny wymagający dzień z rzędu.
– Fizycznie było wyczerpująco, bo dla niektórych to już czwarty mecz. Dla mnie osobiście drugi, ale z Wilfredo jesteśmy na wysokich obrotach tak naprawdę siedem dni z rzędu, a czas spędzony wcześniej w Spale też był bardzo intensywny. To jedno, ale drugie to zmęczenie psychiczne. Gra punkt za punkt przez tak długi czas, ze świadomością, że każda kolejna piłka może skończyć seta, jest niezwykle wymagająca. Ciężko było się zebrać na drugą partię, wiedząc, jak długa droga jeszcze przed nami. Fajnie, że skończyliśmy z takim rezultatem – dodał polski libero.
– Po pierwszym secie trener już nie wnikał w szczegóły. Przed meczem próbował obrócić to wszystko w żart. Powiedział, że celowo nie wspominał o pierwszym secie, bo liczył, że coś się zmieni. Nie zmieniło się, ale na koniec zażartował, że jeżeli mamy wygrywać każde kolejne spotkanie po 3:1, to możemy zawsze przegrywać tego pierwszego seta – mówi z uśmiechem Popiwczak.
Dla Jakuba Popiwczaka występy przed rodzimą publicznością były doskonałą okazją do zaprezentowania pełni swoich umiejętności. Zawodnik podkreśla, że gra w kraju daje drużynie ogromnego kopa energetycznego:
– Świetnie się czuję i bardzo się cieszę. Gra w Polsce to zawsze jest coś wyjątkowego. Nawet kiedy momentami brakowało nam już paliwa i byliśmy wyczerpani, to bycie we własnym kraju, we własnej hali i przed takimi kibicami sprawia, że zawsze jest skąd brać i z czego czerpać to paliwo.
Jakby tego było mało, Jakub Popiwczak w trakcie starcia z Argentyną miał kilka widowiskowych, ale i niekoniecznie bezpiecznych interwencji w obronie. Raz wpadł za bandy, raz w kanapy dla VIP. – Jest dobrze. Dzisiaj parę parę mam nadzieję ujęć było pod fotoreporterów, pod kamery, także jak pójdę do szatni mam nadzieję, że zobaczę coś ciekawego – przyznał jednak w swoim stylu.
– Mieliśmy z tyłu głowy, że to są niezwykle ważne mecze. Tabela Ligi Narodów jest w tym roku bardzo płaska i niezwykle wyrównana. Tutaj każde spotkanie i każdy punkt mogą na koniec decydować o tym, kto awansuje do turnieju finałowego. Dlatego tak bardzo zależało nam na tym zwycięstwie – podsumowuje Popiwczak.
Aktulanie reprezentacja Polski plasuje się na 3. miejscu w tabeli. Przed nimi jeszcze turniej w Stanach Zjednoczonych, gdzie rywale będą już z najwyższej półki.