Strona główna » Kolejny horror w Lidze Narodów. Bartłomiej Lemański wprost

Kolejny horror w Lidze Narodów. Bartłomiej Lemański wprost

inf. własna

fot. Piotr Sumara (PZPS)

Reprezentacja Polski ma za sobą kolejny niezwykle wyczerpujący pojedynek w Lidze Narodów. Biało-czerwoni po raz kolejny musieli rozegrać pełen dystans pięciu setów, by ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść i pokonać reprezentację Turcji. Tuż po meczu swoimi przemyśleniami podzielił się środkowy kadry, Bartłomiej Lemański.

Rywale rzucają na Polaków wszystko, co mają

Choć reprezentacja Polski cały czas stawiana jest w roli faworytów, to od początku Ligi Narodów ma problem z pewnym wygrywaniem meczów. Aż 5 z 6 ostatnich spotkań rozstrzygnęło się w tie-breaku. Podobnie było w czwartkowym pojedynku z ekipą znad Bosforu. Turcy postawili niezwykle twarde warunki, niesieni chęcią sprawienia niespodzianki w starciu z mistrzami.

– Chcielibyśmy już przerwać tę passę pięciosetową (śmiech). To był ciężki mecz. Myślę, że jesteśmy taką drużyną, z którą rywale zawsze chcą dać z siebie wszystko, chcą nas pokonać i wrzucają wszystko, co mają. I tak samo było z Turcją – tłumaczył Bartłomiej Lemański.

Środkowy polskiego zespołu docenił klasę rywali, którzy w wielu fragmentach meczu wspięli się na wyżyny swoich umiejętności. – Byli zawodnicy, którzy kopali na tej zagrywce i nie nie jakby nie mogli przestać. Na środku bardzo dobrze grali, bardzo dużo. Musieliśmy reagować na bieżąco, no i też często mogło mniej więcej przez te elementy, mogliśmy po prostu przedłużać tę grę. No, ale koniec końców dobrze, że że udało nam się wygrać – podsumował środkowy. 

Brak czasu na głębszą analizę

Mecz z Turcją pod wieloma względami przypominał poprzednią, trudną przeprawę Polaków z Belgią. Gra dzień po dniu nie ułatwia jednak pracy sztabowi i zawodnikom. – Może i jest to kopia poprzedniego meczu, ale przez to, że gramy teraz codziennie, nie mamy czasu, żeby tak na spokojnie usiąść i przeanalizować. Oczywiście, analizujemy je i oglądamy tyle, ile możemy. Na pewno trzeba wyciągnąć jakieś wnioski z tego, że cały czas gramy te pięć setów – zauważył reprezentant Polski.

Problem z domykaniem spotkań

Lemański odniósł się również do pytania o uciekające przewagi, które Polacy potrafią mozolnie budować, by po chwili pozwolić rywalom na powrót do gry.

– Ciężko mi powiedzieć, czy to akurat koncentracja, czy po prostu coś innego. Nie możemy wyegzekwować, jeśli mamy już jakąś przewagę czy energię po naszej stronie, żeby wykończyć to spotkanie po prostu w trzech czy czterech setach. Ostatnio brakowało nam energii, trener musiał rotować składem i to w końcu przyszło w czwartym i piątym secie. Teraz? Nie mam pojęcia, nie wiem co powiedzieć, dlaczego znowu pięć setów. Ale koniec końców dobrze, że udało nam się wygrać – skwitował z ulgą Bartłomiej Lemański. 

W sobotę biało-czerwoni zmierzą się z reprezentacją Niemiec, a na koniec turnieju w Gliwicach ich rywalem będzie Argentyna.

PlusLiga