Jake Hanes najpewniej odnotował swój najlepszy sezon w karierze. 28-letni atakujący całkowicie zdał się na Karcha Kiraly’ego, który widząc w nim potencjał stara się wycisnąć z niego jak najwięcej. Były gracz zespołów z Lubina i Bielska-Białej w rozmowie z greckim portalem athlosnwes.gr podsumował ostatnie miesiące ciężkiej pracy.
Zupełnie inny gracz
Sezon reprezentacyjny pomału dobiega końca, a drużynie Stanów Zjednoczonych jedną z wiodących postaci tego sezonu jest Jack Hanes. 28-latek już rok temu odważniej pukał do kadry narodowej, lecz ten rok dopiero pokazał na co go stać. Gracz ma za sobą bardzo dobre i równe spotkania w Lidze Narodów, a wraz ze swoim zespołem sięgnął po srebro tego cyklu, w finale uznając wyższość Polaków – 2:3.

Teraz atakujący pokusił się o podsumowanie ostatnich miesięcy w swoim wykonaniu, gdzie reprezentacja reprezentacją, ale przede wszystkim postawił na niego klub. W sezonach 2024/2025 i 2025/2026 28-latek był związany z Berlin Recycling Volleys sięgając z drużyną po kolejne krajowe trofea.
Choć to granie w stołecznej drużynie przetestowało go na każde sposoby, to Amerykanin ma w swoim CV także polskie przetarcia. W latach 2021-2023 związany był z TS-em BBTS-em Bielsko-Biała, z którego rok przeniósł się do KGHM Cuprum Lubin.
– Stałem się bardziej regularny, czego brakowało mi kilka lat temu, kiedy byłem młodszy i grałem na wysokim poziomie w Polsce. W Berlinie też trzeba było być testowanym w trudnych sytuacjach, bo grało się z myślą, że trzeba wygrać każdy mecz, niezależnie od przeciwnika. Nie chodzi o to, żeby mieć imponującą fazę zasadniczą ale o to, żeby być konsekwentnym w każdym meczu, kilka razy w tygodniu. To była najważniejsza rzecz, której się nauczyłem i którą poprawiłem – mówił w rozmowie z greckim portalem athlosnews.gr atakujący ze Stanów Zjedonocznych.
Metamorfoza pod okiem legendy
Po igrzyskach w Paryżu reprezentację Stanów Zjednoczonych przejął Karch Kiraly. Dotychczas trzykrotny mistrz olimpijski związany był z kadrą pań, lecz i tam przyszła pora na zmiany. Poprzedni rok nie był dla Amerykanów zbyt udany. Teraz zespół budowany pod igrzyska w Los Angeles spełnia się, a Hanes ma być jedną z wiodących postaci.
– Trener Karch Kiraly powiedział mi, że tego lata dostanę swoją szansę i ufa mi. To dla mnie wiele znaczyło. Potem trzeba po prostu walczyć, żeby pokazać, że się na to zasłużyło. Poprzednimi latami nie miałem zbyt wielu szans na grę w reprezentacji, zwłaszcza w podstawowym składzie, więc kiedy rozmawialiśmy z trenerem, po prostu czekałem na swój moment – kontynuował Hanes.
Lider może być jeden!
Reprezentacja Stanów Zjednoczonych ma wielu frontmenów, gdzie do tych najbardziej utytułowanych należą m.in. Micah Christenson czy Erik Shoji. Jest jednak jeden gracz, którego niemal wszyscy koledzy wskazują na absolutnego LIDERA. Mowa tutaj o Matthew Andersonie, który w wieku 39 lat zachwyca swoją grą.
– Matthew Anderson jest niesamowicie konsekwentny. Czasami jest jak maszyna. Nigdy nie widziałem, żeby stracił motywację do gry. Pomaga drużynie zachować spokój w momentach, gdy coś nie idzie. Jego doświadczenie jest aż przerażające, ponieważ od wielu lat gra na najwyższym poziomie, w największych drużynach i wie jak wygrywać. Niewiele mówi, ale kiedy już to robi, wszyscy go słuchamy – dodał 28-latek, będąc przy tym pełen podziwu dla weterana swojej drużyny narodowej.
Dla Andersona pożegnaniem mają być igrzyska na jego własnej ojczystej ziemi. Jake Hanes także pragnie znaleźć się w kadrze na imprezę czterolecia, a teraz przed nim przygoda z greckim Olympiakosem.
Zobacz również:
Włoski as wciąż nie trenuje! Czy zdąży przed mistrzostwami Europy?









