Strona główna » Matthew Anderson jest jak wino. 'Młody’ Bóg Ameryki nie ukrywa: Presja jest ogromna

Matthew Anderson jest jak wino. 'Młody’ Bóg Ameryki nie ukrywa: Presja jest ogromna

Men’s Journal – portal

fot. volleyballworld.com

Matthew Anderson ma za sobą znakomity występ w Lidze Narodów, okraszony srebrem rozgrywek. Legenda amerykańskiej siatkówki w najnowszym wywiadzie dla portalu Men’s Journal podsumował swoją barwną karierę, jasno nakreślając też priorytety na ostatnie lata czynnej przygody ze sportem.

Presja presji nierówna

Matthew Anderson to jeden z najbardziej utytułowanych amerykańskich siatkarzy, o którego jakości i umiejętnościach nie trzeba nikogo przekonywać. Pomimo 39-lat na karku przyjmujący jest kwintesencją amerykańskiego szkolenia, którą można sprowadzić do atletyczności i siły rażenia. Póki co gracz nie rozmyśla o emeryturze, dalej grając w mocnych europejskich klubach. W sezonie 2026/2027 będzie reprezentować barwy Fenerbahce Medicana Stamubuł, a włodarze tamtejszej marki mają nadzieję, że utrzyma on doskonałą formę z Ligi Narodów.

Legendarny siatkarz najnowszym wywiadzie dla portalu Men’s Journal 39-letni reprezentant swojego kraju zdecydował się podsumować swoje wzloty i upadki w karierze. Gracz przyznał też po raz kolejny, że igrzyska są tutaj zawsze zawsze priorytetem, a on sam, pomimo presji, doskonale odnajduje się w patowych sytuacjach, biorąc na siebie ciężar gry.

W całej mojej karierze, zwłaszcza na igrzyskach olimpijskich, zdarzają się momenty, w których odczuwa się ogromną presję. I w dziwny sposób czuję się wtedy bardzo wyzwolony, bo wiem, że zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby tu być – podsumował po krótce swoją karierę przyjmujący reprezentacji Stanów Zjednoczonych.

Każdemu jego Everest…

Nie od dziś wiadomo, że amerykański sport żyje zgodnie z własnym rytmem. Impreza czterolecia, to dla wszystkich reprezentantów USA szczególne wydarzenie, będące ukoronowaniem ich starań. Tak też jest w przypadku Andersona, który wie, że nadchodzące igrzyska będą dla niego ostatnimi.

Nie narzuca on na siebie dodatkowej presji, bowiem ta będzie wystarczająco duża. Sam fakt zawodów ma w sobie moc, zwłaszcza, że gospodarzem igrzysk w 2028 roku będzie Los Angeles.

Dla mnie igrzyska olimpijskie to szczyt mojej dyscypliny. To dla mnie punkt kulminacyjny. Kiedyś myślałem, że celem jest wyjazd na igrzyska olimpijskie. Teraz wiem, że to zwycięstwo – powiedział Anderson, dodając.

– Bardzo otwarcie mówię o wzlotach i upadkach mojej kariery. Gdybyśmy przez lata skupiali się wyłącznie na złotym medalu, byłoby to naprawdę zniechęcające zadanie.

Nie zawiesi butów na kołek?

Choć część sportowców po zakończeniu kariery i przejściu na zasłużoną emeryturę rezygnuje ze sportu, to wielu znakomitych zawodników podąża tą ścieżką dalej. Spełniają się oni jako działacze, dyrektorzy sportowi czy trenerzy. Niekiedy sam moment zakończenia kariery jest również odraczany… czego doskonałym przykładem jest Jordan Larson. Matthew Anderson ma jednak świadomość upływającego czasu, lecz już teraz deklaruje, że nie porzuci siatkówki na zawsze, a koniec pewnej przygody będzie dla niego początkiem kolejnej.

Najgorsze w tej pracy jest to, że często jestem poza domem, z dala od dzieci, z dala od żony, a tego nie lubię. Więc za niedługo po przejściu na emeryturę nie sądzę, żebym od razu wrócił do siatkówki. Ale nadal chcę się angażować – odniósł się do przyszłości 39-latek.

Zobacz również:

Włoski as wraca do gry?! Jest decyzja Ferdinando De Giorgi’ego

PlusLiga