Słoweńscy siatkarze mają za sobą już inaugurację mistrzostw Europy. W piątek drużyna pokonała Słowację 3:0. Podopieczni Fabio Soli’ego są wymieniani w szeroki gronie pretendentów do podium. W tym roku i tak już napisano historię sięgając po brąz Ligi Narodów. Apetyty są jednak na więcej, a zespół do sukcesu znów mają poprowadzić Tine Urnaut i Alen Pajenk, dla których jest to dziesiąty czempionat Starego Kontynentu w karierze.
Mieszanka młodości z doświadczeniem
Słoweńcy siatkarze mają już za sobą pierwsze spotkanie tegorocznych mistrzostw Europy. Ekipa na start pokonała Słowaków – 3:0, nie odsłaniając jeszcze wszystkich kart. Było to treningowe granie, jak na jednych z pretendentów do podium przystało. Zespół Fabio Soli’ego ma za sobą wiele zmian. Słoweńców niedawno przetrzebiła naturalna wymiana pokoleń. Pewne rzeczy się nie zmieniają, a na parkiecie wciąż trumfy święcą Tine Urnaut i Alen Pajenk, dla których to dziesiąty występ na mistrzostwach Europy w karierze. To absolutny rekord, a dwaj weterani czują się znakomicie.
– Kiedy zaczynaliśmy, wszyscy ci starsi zawodnicy kończyli około 34 lat, więc nie miałem tego na myśli. Ale im dalej robiliśmy, tym lepiej się czułemy. Młodzi zawodnicy, którzy przychodzą, dają nam – i nadal dają – impuls do gry, poczucia młodszości i po prostu dawania coraz więcej do siebie – przyznał w rozmowie z cev.eu kapitan Słoweńców, Alen Pajenk.
Słoweńcom talentów nie brakuje. Perełką jest Nik Mujanović. To jednak nie koniec, bo do kadry łapią się już m.in. Luka Marovt, Rok Braćko, Jost Krzić czy Nejc Najdić. Najmłodszy w szerokim składzie jest z kolei Valentin Predan – rozgrywający, rocznik 2009.
Siatkówka to w końcu gra zespołowa…
Dziesiąty czempionat brzmi dumnie, lecz liderzy drużyny skupiają się na tym co tu i teraz. Pajenk nie zwracał na to uwagi, zanim jeden z dziennikarzy przed startem zawodów zwrócił mu na tę statystykę uwagę. Urnaut także zdaje sobie sprawę z tego osiągnięcia. Są jednak 'sukcesy’ i sukcesy, a priorytetem jest teraz coś innego…
– Nie patrzę – albo nie patrzymy – na to, co do tej pory osiągnęliśmy. Kilka dni temu zobaczyłem post z kilkoma statystykami. Jestem z tego bardzo zadowolony, ale chcę tylko, żeby nasza drużyna grała jak najlepiej i jeszcze lepiej niż my – komentował własny kamień milowy drugi z doświadczonych frontmenów zespołu, Tine Urnaut.
Historia już napisana – co dalej?
Bieżący sezon dla Słoweńców i tak jest już wyjątkowy. Po paru finałach B reprezentacja wreszcie stanęła na najniższym stopniu podium Ligi Narodów. W decydującym meczu ekipa utarła nosa faworyzowanym Japończykom – 3:1, pisząc przy tym piękną historię. Imprezą docelową natomiast od początku był czempionat Starego Kontynentu, o co wcale nie będzie łatwo.
– Nasze cele są takie same jak zawsze. Jeden medal w jednym turnieju nie gwarantuje ani nie znaczy nic w następnym, więc musimy być tego świadomi. Jest wiele drużyn na wysokim poziomie i myślę, że różnica między zespołami jest dziś mniejsza niż 10 czy 20 lat temu. Musimy być jeszcze bardziej ostrożni przez cały turniej. Turniej jest też dość długi, około 18 dni. Mam nadzieję, jak już mówiłem, że zagramy jak najlepszą siatkówkę, pozostaniemy zdrowi i będziemy się rozwijać przez cały turniej – słusznie zauważył 38-letni przyjmujący.

Słoweńcy występują w mistrzostwach Europy bez żadnych luk od 2007 roku. Z trzech ostatnich czempionatów kadra wracała z krążkiem. Rok 2019 i 2021, to cenne wicemistrzostwa kontynentu. Przed trzema laty drużyna uplasowała się na 3. miejscu. Teraz stawka zawodów jest natomiast jeszcze wyższa, a po tak dobrym występie w VNL ciężko nie mieć apetytów na coś więcej.
– W tym roku EuroVolley będzie inne, bo stawką jest także jeden bilet do LA, co jest prawdopodobnie naszym celem i celem wielu innych drużyn – już teraz go zabezpieczyć. Jeśli możemy wygrać, to czemu nie? (…) – rzucił na koniec Pajenk.
Słoweńcy swoje mecze rozgrywają w grupie A. Przed nimi spotkania ze Szwedami, Grekami, Czechami… i hitowe starcie z Włochami.
Zobacz również:
Wyniki i terminarz mistrzostw Europy 2026 siatkarzy









