Reprezentacja Polski siatkarzy po raz kolejny zagra w finale mistrzostw Europy. W półfinale 3:0 pokonała Słowenię, ale przez długi okres meczu biało-czerwoni mieli problem zwłaszcza z jednym zawodnikiem. – Mujanović robił nam sporo krzywdy. Zmieniał kierunki, serwował asy zarówno do pierwszej, jak i piątej strefy. W pewnym momencie był w ataku i na zagrywce nie do zatrzymania. Na szczęście w siatkówce wygrywa drużyna, a nie jednostki – powiedział po meczu libero polskiej kadry, Jakub Popiwczak.
W półfinale nie ma już słabych drużyn
Reprezentacja Polski potrzebowała zaledwie trzech setów, aby awansować do wielkiego finału mistrzostw Europy. Polacy prawie cały czas mieli minimalne prowadzenie, ale nie był to łatwy pojedynek. – Jesteśmy w takim momencie turnieju, że grają tu już najlepsi z najlepszych, więc z nikim nie będzie łatwo. Wynik bardzo cieszy, choć momentami grało nam się ciężko i wszystko szło jak po grudzie. Najważniejsze jednak, że w każdej z partii wytrzymaliśmy presję. Zyskaliśmy przewagę w pierwszym i drugim secie, ale w końcówkach robiło się gorąco – przyznał Jakub Popiwczak.
Polacy w trzecim secie odrobili kilka punktów straty i byli w stanie kontrolować wydarzenia na boisku już do ostatniego gwizdka. – W trzeciej odsłonie rywale odskoczyli na kilka punktów, lecz zachowaliśmy spokój, robiliśmy swoje i ich przełamaliśmy. A jak już poszło, to był prawdziwy koncert – analizował libero polskiej ekipy.
Jeden Mujanović to za mało
Prawdziwym liderem Słowenii był Nik Mujanović. Spisywał się zarówno w polu zagrywki, jak i w ofensywie i napsuł biało-czerwonym sporo krwi. W sumie wywalczył dla swojej ekipy 20 punktów. – Mujanović robił nam sporo krzywdy. Zmieniał kierunki, serwował asy zarówno do pierwszej, jak i piątej strefy. W pewnym momencie był w ataku i na zagrywce nie do zatrzymania. Na szczęście w siatkówce wygrywa drużyna, a nie jednostki. Dzisiaj to nasz kolektyw przeważył – podsumował Popiwczak.

Nie pozwolili rywalom odwrócić losów
Na uwagę zasługuje świetna reakcja drużyny w trzecim secie. W nim podopieczni Nikoli Grbicia od początku przegrywali kilkoma punktami, ale w pewnym momencie zaczęli odrabiać straty i na tym się nie skończyło. – Od połowy trzeciego seta włączyliśmy wyższy bieg. Kiedy gra się zazębiła i odrobiliśmy straty, oglądaliśmy koncert jednego zespołu – z dużą liczbą bloków i obron, co jest naszą wizytówką. Nawet gdy na początku partii mieliśmy przestój, wiedzieliśmy, że prowadzimy 2:0 i musimy zachować spokój. Najważniejsze, że przetrwaliśmy trudny moment i nie pozwoliliśmy Słoweńcom przedłużyć tego meczu – podsumował Popiwczak.
Kilka punktów przewagi Słowenii nie wytrąciło Polaków z rytmu. Cały czas wierzyli, że są w stanie szybko zakończyć półfinałowy pojedynek. – Nawet jak się zacznie seta trochę gorzej, no to cały czas trzeba pamiętać, że, że mieliśmy świetny wynik – 2:0 do przodu. Każdy w ciemno bierze taki rezultat w półfinałowym meczu, także czasami każdy ma gorszy moment, może mieć przestój. My ten przestój mieliśmy na początku seta. Ważne, że nie skutkowało to całą partią dla Słoweńców, bo na pewno gdyby wygrali trzecią część meczu, to mogłoby być różnie. Przetrwaliśmy ten cięższy moment – powiedział podstawowy libero reprezentacji Polski.
Pierwsze takie mistrzostwa Europy
Reprezentacja Polski po raz czwarty z rzędu w półfinale mierzyła się ze Słowenią. W 2019 i 2021 roku to rywale awansowali do finału, w 2023 roku i teraz role się odwróciły. – Kilka tych półfinałów oglądałem raczej w telewizji albo z kwadratu, więc mam wrażenie, że ze Słoweńcami zawsze gra się tak samo, czyli idzie jak po grudzie, idzie ciężko, ale na koniec bardzo często cieszymy się ze zwycięstwa. Mam wrażenie, że takie spotkanie było w Rzymie trzy lata temu i teraz było podobnie tylko chyba o jeden set krótsze – przypomniał Jakub Popiwczak.
Reprezentacja Polski broni tytułu mistrza Europy wywalczonego trzy lata temu również we Włoszech i czeka na rywala. W drugim półfinale Francja zmierzy się z Finlandią.









