Reprezentacja Polski sięgnęła po kolejny tytuł mistrzów Europy. W finale turnieju w Mediolanie biało-czerwoni 3:1 pokonali reprezentację Francji, a spory udział w sukcesie drużyny miał powracający do kadry Bartłomiej Lemański. Po zdobyciu złota przyznał Strefie Siatkówki, że nie sądził, że się znajdzie w takim miejscu. – Był taki moment, że ja naprawdę nie miałem nadziei, że wrócę. Dostałem szansę i cieszę się, że wykorzystałem tę szansę do końca – powiedział środkowy polskiej kadry.
Wielki powrót
Bartłomiej Lemański po kilku latach wrócił do gry w reprezentacji Polski. Środkowy długo czekał na powrót, a kiedy już wrócił – okazał się być bardzo ważnym ogniwem drużyny, która sięgnęła po złoty medal Ligi Narodów, a teraz jeszcze mistrzostw Europy. Lemański cały turniej grał na świetnym poziomie, więc nic dziwnego, że został wybrany do dream teamu rozgrywek. – W ogóle od lat się nie spodziewałem, że będę miał taką okazję. Nie tylko, że będę w „drużynie marzeń”, ale zacznijmy od tego, że będę w kadrze. Był taki moment, że ja naprawdę nie miałem nadziei, że wrócę. Dostałem szansę i cieszę się, że wykorzystałem tę szansę do końca, bo kończymy sezon z dwoma złotymi medalami, więc czego chcieć więcej – mówił zadowolony siatkarz.
Reprezentacja Polski w finale mistrzostw Europy 3:1 pokonała Francję. Najbardziej wyrównana była pierwsza partia, o której wyniku decydowała gra na przewagi. W niej Lemański w aut uderzył kluczową piłkę, ale jak się okazało – challange pokazał, że Francuzi dotknęli siatki. – Pamiętam uśmiech od losu, bo zepsułem bardzo ważną piłkę setową, a rywale dotknęli wtedy siatki. Pomyślałem wówczas, że nie można zmarnować tej szansy, bo to był naprawdę bardzo ważny punkt, a potem tego seta wygraliśmy. Na pewno długo tego nie zapomnę – powiedział środkowy polskiego zespołu.
Doświadczenie
Polscy siatkarze nie mieli w finale problemu z nerwami, ich doświadczenie pomogło w rozegraniu i wygraniu tak istotnego spotkania. – Myślę, że nie było nerwowo. Mamy tylu doświadczonych chłopaków, którzy grali już w tylu finałach, dużo poważniejszych nawet. Każdy odczuwa jakiś stres i presję, bo to zawsze się pojawia, ale każdy już nauczył się radzić sobie z tym, żeby podołać wyzwaniu. Ciężko się zaczyna mecz, ale jak się człowiek rozkręca, to jest już dużo łatwiej – ocenił Lemański.
W finale podopieczni Nikoli Grbicia mieli tak naprawdę jeden słabszy moment, a biorąc pod uwagę, że set stracony z Francją był jedynym takim w fazie pucharowej mistrzostw Europy, to postawa polskich zawodników może imponować. – Mimo wszystko uważam, że zagraliśmy bardzo dobrze. Mieliśmy jeden przestój w jednym secie, w którym nas trochę pogonili, ale skończył się sezon kadrowy, jesteśmy z medalem, już chyba nikt nie będzie tego analizował. Chyba że Nikola Grbić nas zaraz zawoła i będziemy jeszcze wideo robić z tego meczu, ale mam nadzieję, że już nie – zakończył szczęśliwy Bartłomiej Lemański.









