Jan Firlej znalazł się w składzie na turniej finałowy Ligi Narodów. Rozgrywający powraca więc po kontuzji, która wykluczyła go z gry na miesiąc. Czy jest już gotowy do walki o najwyższe cele? – Nasz sztab i fizjoterapeuci dali mi zielone światło… Oczywiście dalej robimy zabiegi, nie jest też tak, że w ogóle łydki nie czuję. Na pewno ruszam się jednak bezpiecznej – zdradził siatkarz w wywiadzie dla TVP Sport.
Kontuzja, której nie poczuł
Reprezentacja Polski siatkarzy już wkrótce rozpocznie zmagania w fazie finałowej Ligi Narodów. Podopieczni Nikoli Grbicia bez problemu wywalczyli awans, a w ćwierćfinale spotkają się z reprezentacją Ukrainy. Poznaliśmy już skład, który poleci do Ningbo bronić tytułu wywalczonego przed rokiem. Na liście znalazł się między innymi Jan Firlej, który od kilku tygodni był wyłączony z gry.
Rozgrywający jeszcze pod koniec czerwca doznał kontuzji, która wykluczyła go z dalszych występów w turnieju Ligi Narodów. Jak się okazało, pierwotnie nie przewidywano aż tak poważnego urazu.– To wszystko stało się jak na złość. Uważam, że formę podtrzymywałem od końcówki sezonu klubowego. Grało mi się cały czas naprawdę dobrze. Jeśli dobrze pamiętam, uraz wydarzył się w meczu z Belgią, w tie-breaku. Nie poczułem nawet jakiegoś szczególnego ukłucia, bardziej zmęczenie w łydce. Na adrenalinie dograłem jeszcze kilka akcji, bo nie czułem, że muszę zagryzać nie wiadomo jak zęby. A że końcówka była zacięta, organizm mocno rozgrzany, to dopiero kolejnego dnia rano terapeuta chciał to sprawdzić. Miejsce, które mu pokazałem, budziło u niego troszkę wątpliwości, że mogłoby być ono wyłącznie zmęczeniowe. Całe szczęście, że to sprawdził, ponieważ okazało się, że to mały uraz naderwania, którym trzeba było się zająć – zdradził więcej w rozmowie z Sarą Kalisz dla TVP Sport sam rozgrywający.
Jan Firlej wraca do gry!
Doświadczony sypacz musiał więc przeznaczyć kilka tygodni na powrót do zdrowia. W Chicago zastąpił go Marcel Bakaj, choć pierwsze skrzypce grał oczywiście Marcin Komenda. Jak w tym czasie przebiegała rekonwalescencja Firleja? – Nie ma co ukrywać, że przez ostatnie trzy tygodnie moim nadrzędnym celem był powrót do zdrowia, do pełnych możliwości i do skoków. Przed tym ostatnim odbyłem jeden trening w szóstkach – i to w drugiej linii – ale mam już zielone światło od fizjoterapeutów. Cieszę się, że wszystko póki co jest dobrze i z łydką jest okej – wyjaśnił siatkarz.
Fakt, że znalazł się w składzie na turniej finałowy oznacza, że na jego sytuację można patrzeć optymistycznie. – Nasz sztab i fizjoterapeuci dali mi zielone światło… Oczywiście dalej robimy zabiegi, nie jest też tak, że w ogóle łydki nie czuję. Na pewno ruszam się jednak bezpiecznej. Mam nadzieję, że tak będzie do końca – przyznał z wiarą.
4:0 w Chicago, co będzie dalej?
Biało-czerwoni trafili w ćwierćfinale na Ukraińców. Po fazie interkontynentalnej zajęli drugie miejsce w klasyfikacji, tuż za niepokonaną Japonią. Teoretycznie najtrudniejszy turniej w Chicago zamknęli z kompletem zwycięstw i tylko jednym straconym setem!
Firlej docenił wkład swoich kolegów w ten sukces. Według niego kluczowa była postawa w trudnych momentach. – Uważam, że zagrali naprawdę bardzo dobre spotkania, wszystkie cztery. Jeśli weźmiemy pod uwagę całokształt, to oczywiście były lepsze i gorsze chwile, ale uważam, że bardzo dobrze wracaliśmy po momentach, w których przeciwnik nacisnął czy też my nie wrzuciliśmy wyższego biegu. To bardzo mnie cieszyło. Jest to też budujące na przyszłość, bo nie daliśmy się przełamać żadnemu przeciwnikowi.
Zobacz również:
Liga Narodów. Wiemy, kiedy reprezentacja Polski zagra ćwierćfinał!









