Jakub Kochanowski od lat jest filarem reprezentacji Polski. Nie inaczej ma być w tym sezonie, bo środkowy jest jednym z najbardziej doświadczonych graczy w ekipie Nikoli Grbicia i ma najwięcej rozegranych spotkań wśród tegorocznych kadrowiczów. – Ta statystyka to po prostu wynik mojego szczęścia – przez te wszystkie lata omijały mnie poważniejsze kontuzje i byłem do stałej dyspozycji sztabu. Inni zawodnicy grali mniej nie z powodu mniejszego zaufania, a po prostu przez kłopoty zdrowotne – powiedział środkowy reprezentacji Polski.
Taka kolej rzeczy
Reprezentacja Polski rozpoczęła już zmagania w Lidze Narodów. Na pierwszy turniej Nikola Grbić zabrał jednak wielu mniej doświadczonych zawodników. Największe gwiazdy dopiero rozpoczynają przygotowania do nowego sezonu, w którym najważniejsze będą mistrzostwa Europy.
W tym roku w biało-czerwonej koszulce nie zagra chociażby Bartosz Kurek, a nowych twarzy jest sporo. — Odkąd przyjeżdżam na zgrupowania kadry – a minęło już jakieś 10 lat – z reguły słyszę dokładnie to samo określenie: „mieszanka młodości z doświadczeniem”. I to jest naturalna kolej rzeczy, tak po prostu wygląda specyfika tej reprezentacji. Co rok, dwa lata, z kadrą żegna się kilku niezwykle doświadczonych zawodników, a w ich miejsce wchodzą nowi debiutanci. Ten system budowania drużyny powtarza się regularnie i, jak widać po wynikach, przynosi świetne rezultaty – ocenił nowy garnitur reprezentacji Polski Jakub Kochanowski.

On sam jest już jednym z najbardziej doświadczonych graczy w kadrze. – Rola starszych graczy zawsze jest taka sama – pomóc młodszym okrzesać się w realiach reprezentacyjnych. Z kolei ci młodsi, gdy tylko przestają być traktowani jak „świeżaki”, natychmiast zaczynają brać na siebie ciężar gry i robią świetną robotę na boisku – powiedział środkowy.
Przerwa była potrzebna
Kochanowski oraz kilku innych podstawowych graczy z poprzedniego sezonu dostało kilka tygodni wolnego od selekcjonera. – Powrót na zgrupowanie zawsze wiąże się na początku z ciężką pracą na siłowni, ale taka przerwa po wymagającym sezonie ligowym była mi niezwykle potrzebna. Głowa i ciało musiały odpocząć – wspominał siatkarz, który wprost przyznał, że w trakcie wolnego nie śledzi zbytnio tego, co dzieje się w siatkówce. – Skłamałbym, gdybym powiedział, że spędzałem urlop na bacznej analizie meczów. Kiedy mam wolne, staram się całkowicie odciąć od informacji ze świata siatkówki, żeby odpoczęła nie tylko fizyczność, ale przede wszystkim psychika. Dopiero teraz, po powrocie do Spały, przyjdzie czas na dokładniejsze analizy. Dotarły do mnie jednak głosy, że nasi środkowi zaprezentowali się z bardzo dobrej strony, co oczywiście ogromnie mnie cieszy – mówił Jakub Kochanowski, nawiązując do dobrych występów Bartłomieja Lemańskiego czy Szymona Jakubiszaka w trakcie pierwszego tygodnia Ligi Narodów.

Gliwice czekają
Najbliższym wyzwaniem reprezentacji Polski będzie turniej Ligi Narodów w Gliwicach. To będą jedyne oficjalne mecze biało-czerwonych przed polską publicznością w tym sezonie. – Gra przed polskimi kibicami to absolutna kwintesencja tego, po co występuje się w reprezentacji. Zawsze bardzo chcę grać w kraju. Oczywiście na ten moment nikt z nas nie wie jeszcze, kogo ostatecznie trener powoła do składu, zwłaszcza że turniej w Gliwicach jest stosunkowo szybko. Zobaczymy, jakie zapadną decyzje, ale osobiście bardzo liczę na ten występ – zapowiedział Jakub Kochanowski.
Bez wybiegania w przyszłość
Najważniejszym tegorocznym wydarzeniam będą jednak mistrzostwa Europy. Zwycięstwo w tym turnieju daje co prawda bezpośredni awans na igrzyska olimpijskie w 2028 roku, ale na razie nikt nie wybiega tak daleko. – W tym momencie nasza pełna koncentracja skupia się wyłącznie na bieżących wyzwaniach, najbliższych turniejach Ligi Narodów i mistrzostwach Europy. Formę sportową, pewność siebie oraz stabilizację musimy budować krok po kroku. Dopiero ta baza ma nam pomóc w walce o olimpijskie medale. Na ten moment liczy się jednak wyłącznie to, co czeka nas podczas najbliższego turnieju w Gliwicach – podsumował Jakub Kochanowski.
Środkowy od wielu lat jest filarem polskiego zespołu i ma już sporo doświadczenia. Przetrwał zmiany trenerów, ale jednak rzecz nie zmienia się od lat. To on ma najwięcej rozegranych meczów pod batutą Nikoli Grbicia. – Nie nazwałbym siebie z tego powodu „ulubieńcem” trenera. Ta statystyka to po prostu wynik mojego szczęścia – przez te wszystkie lata omijały mnie poważniejsze kontuzje i byłem do stałej dyspozycji sztabu. Inni zawodnicy grali mniej nie z powodu mniejszego zaufania, a po prostu przez kłopoty zdrowotne. Co do samego trenera – nam, będącym wewnątrz tego systemu na co dzień, bardzo ciężko ocenić, czy i jak on się zmienia – podsumował Jakub Kochanowski.









