Reprezentacja Iranu sięgnęła po wicemistrzostwo kontynentu azjatyckiego. To ogromny sukces biorąc pod uwagę początek sezonu reprezentacyjnego. Najwyraźniej trener Roberto Piazza musiał uderzyć ręką w stół, by w końcu zespół zaczął gra. Po przepustkę na igrzyska nie udało się sięgnąć, bo ta trafiła do ozłoconych Japończyków. Włoch jest jednak dumny z drużyny, a z Teheranu przeniesie się wprost do stołecznej Warszawy…
Temperamentu mu nie brakuje
Irańscy siatkarze po wymianie pokoleniowej już nie błyszczą tak jak za swoich najlepszych lat. Za proces budowania drużyny na gruzach odpowiedzialny jest Roberto Piazza, który o mały włos nie rozstał się z federacją w sierpniu w złej atmosferze. Włoch był sfrustrowany po słabym początku sezonu reprezentacyjnego, bo nie tak to miało wyglądać. Zamiast procesu mieliśmy regres, a 13. miejsce w Lidze Narodów z zaledwie 3 wygranymi na koncie, to dla szkoleniowca był cios poniżej pasa.

Zarówno on, jaki i jego podopieczni podjęli jeszcze rękawice, wiedząc, że impreza docelowa – mistrzostwa Azji, dopiero przed nimi.
W trakcie zawodów Irańczykom udało się stanąć na wysokości zadania odprawiając z kwitkiem Nowozelandczyków, Hindusów, Chińczyków, Tajwańczyków oraz Australijczyków. Ten zwycięski marsz w finale przerwała dopiero grupa Japończyków, zwyciężając 3:0. Tym samym to właśnie siatkarze z Kraju Kwitnącej Wiśni są już pewni udziału w IO w Los Angeles w 2028 roku, a zespół Iranu wciąż musi walczyć. Sezon 2026 końcówjednak udało się uratować.
– Przede wszystkim chciałbym podziękować w tym momencie mojej drużynie. Przeszliśmy bardzo trudny sezon i byliśmy blisko awansu na igrzyska – powiedział po mistrzostwach kontynentu szkoleniowiec Irańczyków, Roberto Piazza, dodając. – Nasza drużyna zrobiła wiele, by osiągnąć nasz cel, ale tym razem rywal miał więcej argumentów i musimy to zaakceptować. Dziękuję, że wspieracie nas i jesteście z nami.
Spec od zadań specjalnych, ale bez przesady…
Japończycy nie od dziś są na swoim terenie hegemonem. Praca z francuskimi szkoleniowcami wyniosła ich na piedestał tak kontynentalnej, jak i światowej siatkówki. W podopiecznych Laurenta Tille wciąż jednak drzemie niezaspokojony apetyt spektakularnych sukcesów.
– Japonia w najważniejszych momentach miała zawodników, którzy zdobywali kluczowe punkty. To w takich meczach jest zawsze najważniejsze. As serwisowy Ishikawy, high ball Takahashiego czy blok Nishidy – kontynuował Włoch, patrząc chociażby na dyspozycję MVP zawodów, Rana Takahashi’ego.
Złoto zrekompensowało siatkarzom z Kraju Kwitnącej Wiśni brak medalu w Lidze Narodów, gdzie 4. miejsce nie było szczytem ich marzeń. Drużyna ustanowiła natomiast nowy rekord. Przez wszystkie edycje VNL żadna inna drużyna nie zakończyła fazy zasadniczej z czystym kontem. – Taki Yuki Ishikawa miał w finale pięć, sześć, a może nawet siedem akcji, które skończyły się punktem dla nas. Ale wygrał Japonii mecz. To on zdobył ostatni punkt. To on dał asa serwisowego. Liczy się nie liczba błędów, ale ich jakość. Niektóre błędy są niedopuszczalne, a niektóre akceptowalne. I tyle. Takie jest życie – dodał Piazza.
Teraz przed Roberto Piazzą zupełnie nowe doświadczenie. Niedawno podpisał on kontrakt z PGE Projektem Warszawa, i ma nadzieję poprowadzić stołeczny zespół po coś więcej niż brąz krajowych mistrzostw. Wraz ze szkoleniowcem do drużyny dołączył też Yuri Romano, a pierwszy mecz sezonu 2026/2027 Warszawianie rozegrają u siebie w sobotę – 17 października. Wówczas podejmą Energę Indykpol AZS Olsztyn.
Zobacz również:
Reprezentacja Izraela rozdrażniła lwa. Tak wyglądała reakcja braci Nikołow na prowokacje!









