Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > GKS z MKS-em w finale turnieju w Częstochowie

GKS z MKS-em w finale turnieju w Częstochowie

fot. Aleksandra Twardowska

W Częstochowie trwa turniej, w którym obok Norwida występują trzy drużyny plusligowe. W pierwszym półfinale MKS Będzin po tie-breaku pokonał Stal Nysę. W drugim z piątkowych meczów GKS Katowice wywiązał się z roli faworyta, pokonując gospodarzy bez straty seta.

Kiwka Zbigniewa Bartmana otworzyła pierwszy pojedynek turniejowy. Siatkarze z Nysy bardzo mocno atakowali, obijając blok rywali (3:8). W kolejnych akcjach będzinianie starali się odrabiać straty. Na lewym skrzydle ręki nie wstrzymywał Łukasz Łapszyński (10:15). Po stronie będzinian dobrze radził sobie na środku Bartosz Schmidt (12:15). W szeregach obu drużyn nie brakowało błędów w polu zagrywki. Po efektownym kontrataku Bartmana było już 21:16, przy tym stanie o czas poprosił trener Bednaruk. Będzinianom nie udało się odrobić strat, atak Bartłomieja Lemańskiego przypieczętował zwycięstwo Stali.



W drugiego seta lepiej weszli będzinianie, jednak po skutecznym bloku Stal szybko wyrównała (3:1, 4:4). Podopieczni trenera Stelmacha nie poszli za ciosem, gdy chaotyczna akcja skończyła się punktem dla MKS-u o czas poprosił trener Stelmach (8:4). Mocno atakował Rafał Faryna (10:5). W kolejnych akcjach dystans utrzymywał się, bardzo dobrze radzili sobie skrzydłowi MKS-u (16:9). Dopiero w końcówce Stal zaczęła gonić wynik, po skutecznym ataku z przechodzącej piłki Michała Filipa grę przerwał trener Bednaruk (20:17). Interwencja szkoleniowca pomogła, jego podopieczni szybko wyszli z niewygodnego ustawienia. Atak przez środek Schmidta dał kolejne piłki setowe będzinianom (24:19) a seta zamknął atakiem po bloku w aut Jose Ademara Santana.

Otwarcie partii numer trzy toczyło się cios za cios. Chociaż Stal wysforowała się na prowadzenie, ich rywale szybko zniwelowali straty. Siatkarze obu drużyn często posyłali piłki w aut (10:13). Gra nie stała na zbyt wysokim poziomie, pojedyncze skuteczne ataki przeplatane były błędami. Po nyskiej stronie ręki nie wstrzymywał Filip (14:19). Do końca podopieczni trenera Stelmacha kontrolowali grę. Ostatni punkt w tej odsłonie padł po asie Bartmana.

W pierwszej części czwartego seta żadna z drużyn nie była w stanie wyjść na prowadzenie, wynik wciąż oscylował wokół remisu (9:9). Dopiero przy zagrywkach Artura Ratajczaka MKS zaczął budować przewagę, przy stanie 12:9 o czas poprosił trener Stelmach. Dopiero po przerwie mocnym atakiem akcję skończył Łukasz Łapszyński. Wciąż na prowadzeniu pozostawali będzinianie. Przy stanie 16:11 trener Stelmach zdecydował się na podwójną zmianę, na boisko weszli Szczurek i Ben Tara. W końcówce dobrze funkcjonował blok Stali, po zatrzymaniu ataku Sobańskiego dystans stopniał do trzech oczek (19:16). Po interwencji trenera Bednaruka MKS szybko ponownie przejął inicjatywę i po asie Rafała Faryny było już 22:18. Podobnie jak w poprzednim secie, również w tym decydujący punkt padł po punktowej zagrywce tym razem w wykonaniu Tomasza Kalembki.

Tie-breaka lepiej rozpoczęli będzinianie (3:1), po ich podwójnym bloku było 6:2 a o czas poprosił trener Stelmach. Seria przy zagrywkach Ratajczaka trwała. Po podwójnym bloku na Łapszyńskim nastąpiła zmiana stron (8:2). Dopiero po drugiej interwencji szkoleniowca Stali atakiem z szóstej strefy serię zakończył Bartman (3:9). Będzinianie bezlitośnie punktowali przeciwników (12:4). Po asie Santany MKS miał serię piłek meczowych (14:4). W końcówce problemy przyjmującym sprawił jeszcze Łapszyński, jednak dystans był zbyt wyraźny by Stali udało się odwrócić bieg meczu. Po czasie dla trenera Bednaruka nyski przyjmujący posłał piłkę w aut, kończąc mecz.

MKS Będzin – Stal Nysa 3:2
(20:25, 25:20, 17:25, 25:20, 15:8)

Składy zespołów:
MKS: Sobański (3), Gawryszewski (6), Faryna (25), Santana (14), Schmidt (6), Gregorowicz (libero) oraz Makowski, Ratajczak (6), Kalembka (6), Bobrowski i Godlewski (1)
Stal: Komenda (1), Bartman (18), M’Baye (9), Lemański (9), Łapszyński (14), Filip (12), Dembiec (libero) oraz Ruciak (libero), Ben Tara (4), Szczurek (1) i Schamlewski


Autowy atak Damiana Koguta rozpoczął drugi półfinał. Gdy GKS ustawił skuteczny blok, katowiczanie odskoczyli na 4:1 i o czas poprosił trener Lebioda. Nie pomogło to jego zespołowi, wciąż tempo gry narzucali przyjezdni. Po autowym ataku Łukasza Usowicza drugą przerwę wykorzystał szkoleniowiec gospodarzy (2:8). Trwały problemy z przyjęciem zagrywek Miłosza Zniszczoła (2:10). Kolejne roszady składzie nie pomagały (2:12).Dopiero mocny atak Usowicza przerwał passę (3:12). W akcjach nie brakowało przypadkowości. Katowiczanie raz za razem kończyli kontrataki – 20:8. W końcówce trener Lebioda zmienił niemal cały skład, z wyjściowej szóstki został tylko Wasilewski. To również nie zmieniło obrazu jednostronnego seta, które po długiej akcji zamknął blok na Mateuszu Demcio.

Pierwsze dwie akcje drugiego seta należały do Norwida, punkt dla gości zdobył dopiero Zniszczoł (2:1). Katowiczanie popełniali proste błędy. Mocno atakował Szymański, po drugiej stronie ręki nie wstrzymywał Paweł Cieślik (9:7). Chociaż częstochowianie nie odpuszczali, GKS stopniowo niwelował dystans aż doprowadził do remisu (12:12). Skutecznie atakował Jakub Jarosz. Obaj rozgrywający często posyłali piłki do swoich środkowych (15:15). W końcówce katowiczanie wzmocnili atak, po asie Jarosza GKS odskoczył na 19:17, ale nie utrzymał tej przewagi i po zagraniu Usowicza ponownie był remis (19:19). Tym razem to częstochowianie nie poszli za ciosem, a po autowym ataku Koguta o czas poprosił trener Lebioda (19:21). Tej przewagi plusligowiec nie wypuścił i po mocnym ataku po skosie Kamila Kwasowskiego wygrał do 21.

W trzecim secie trener Słaby desygnował do gry drugą szóstkę, na boisko weszli Nowosielski, Kohut, Stolc, Musiał, Buchowski i Ogórek. Początkowo wynik utrzymywał się na styku (6:6). Trwała zacięta wymiana ciosów. Dopiero problemy z przyjęciem zagrywek Wiktora Musiała sprawiły, że GKS wyszedł na prowadzenie 14:13 i o czas poprosił trener Lebioda. Przełamanie Norwidowi dał mocnym atakiem Damian Kogut (14:15). W kolejnych akcjach to katowiczanie kontrolowali grę, stopniowo zwiększając dystans. Przy stanie 19:15 dla GKS-u ostatnią przerwę wykorzystał szkoleniowiec częstochowian. Przyjezdni dobrze grali w obronie, wykorzystując kontrataki. Po bloku na Tomaszu Kryńskim katowiczanie mieli serię piłek meczowych (18:24). Mecz zakończył mocnym atakiem Wiktor Musiał.

Exact Systems Norwid Częstochowa – GKS Katowice 0:3
(12:25, 21:25, 19:25)

Składy zespołów:
Norwid: Kraś, Szewczyk, Usowicz, Kogut, Cieślik, Mucha, Wasilewski (libero) oraz Demcio, Walczak, Franczak, Kopyść, Biliński i Antosiewicz
GKS: Nowakowski, Szymański, Zniszczoł, Firlej, Jarosz, Kwasowski, Watten (libero) oraz Drzazga, Buchowski, Musiał, Nowosielski, Stolc, Ogórek (libero) i Kohut

źródło: inf. własna

nadesłał:

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved