Reprezentacja Polski drugi turniej Ligi Narodów rozpoczeła od trudnego boju z Belgią. Biało-czerwonie przegrywali już 0:2, ale udało im się odwrócić losy spotkania. W decydującej partii, dużą rolę odegrał Aleksander Śliwka. W pomeczowej rozmowie nie ukrywał, że mierzył się ze sportową złością, zwłaszcza w drugim secie. – Szkoda drugiego seta, bo tam prowadziliśmy wysoko i daliśmy sobie go wyrwać – była we mnie w środku na pewno duża złość sportowa. Przekuliśmy to jednak w dużą koncentrację – powiedział kapitan polskiej kadry.
- Reprezentacja Polski znów męczyła się z teoretycznie niżej notowanym rywalem
- Podopieczni Nikoli Grbicia przewgrywali już 0:2, ale ostatecznie triumfowali 3:2, a jedny, z bohaterów decydującej partii był Śliwka
Rozmawiała i notowała Olga Chmielowska
Zmęczenie daje o sobie znać
Słyszeliśmy tutaj, jak mówiłeś, że jesteś bardzo zmęczony. Faktycznie takie odwracanie meczów, kolejne pięciosetowe spotkanie, daje już o sobie znać?
Aleksander Śliwka: – Po prostu fizycznie jestem zmęczony, bo to był trudny mecz. Było też we mnie w środku dużo frustracji, że nie możemy przełamać Belgów, że uciekają nam punkty. Rywale świetnie grali na break pointcie w dwóch pierwszych setach, świetnie powstrzymali nasz side-out, choć nie ryzykowali aż tak mocno zagrywką. Dużo grali zagrywek taktycznych, floatów, shortów. Byli w stanie świetnie grać w kontrach, czego nam się nie udawało zrobić w tych pierwszych dwóch partiach.
Szkoda drugiego seta, bo tam prowadziliśmy wysoko i daliśmy sobie go wyrwać – była we mnie w środku na pewno duża złość sportowa. Przekuliśmy to jednak w dużą koncentrację. Nasz side-out od trzeciego seta był na lepszym poziomie i na tym zbudowaliśmy trzy zwycięskie partie. Belgowie rotowali, robili podwójną zmianę, wpuszczali innych zawodników. Pierre Perin, który grał w pierwszym secie i bardzo mocno zagrywał – chyba z powodu urazu zszedł, a naprawdę świetnie grał w tym sezonie w Lidze Narodów, ale to też dało nam więcej przestrzeni na zdobywanie punktów. Koniec końców jestem zadowolony, że odwracamy mecz ze stanu 0:2. To jest ważne dla tej grupy, która znowu się troszkę zmieniła. Mamy jednak naprawdę sporo do poprawy.

Spodziewałeś się, że Belgowie tak mocno postawią się od samego początku?
– Wiedzieliśmy, co Belgowie robili w poprzednich spotkaniach, jak grają od paru lat, odkąd przejął ich trener Zanini. Naprawdę są świetną drużyną. W mistrzostwach Europy w 2023 roku pamiętam trudny mecz z nimi, tak samo w 2023 roku w kwalifikacjach olimpijskich w Chinach. Graliśmy 3:2, tie-break na przewagi i to zawsze były trudne mecze. Oni są bardzo zdyscyplinowani taktycznie, dobrzy technicznie, nie popełniają błędów i z taką drużyną gra się bardzo trudno. Szczególnie, że przeciwko nam te drużyny, powiedzmy, niżej notowane, grają bez żadnej presji, bez obciążenia psychicznego – ryzykują na zagrywce, w ataku i czasami przynosi im to takie rezultaty, jak teraz w dwóch pierwszych setach.
Rotacja normalne
To duże rotowanie składem trochę przeszkadza w takiej stabilizacji tego, co robicie na boisku?
– Absolutnie nie. Filozofia Nikoli jest taka, że każdy musi być gotowy na chociażby jedną piłkę, żeby wejść i pomóc drużynie w zwycięstwie. Szukaliśmy po prostu ustawienia, w którym będziemy grali najlepiej. Wszyscy byli gotowi, każdy dołożył swoją cegiełkę. Nie pamiętam w tej chwili, czy wszyscy byli na boisku, ale naprawdę bardzo wielu z nas zagrało. Każdy dołożył troszkę do zwycięstwa.
końcówka czwartego seta? Faktycznie było gorąco, bo już wydawało się, że ten set wymyka się z rąk…
– Było gorąco, oczywiście. Odrobili dwie czy trzy piłki setowe. Wiedzieliśmy, że wsyztskie kontry będą szły do tyłu, do Ferre Reggersa, i długo nie potrafiliśmy go powstrzymać. To jest świetny zawodnik. Wiedzieliśmy, że to nie jest siatkarz, którego da się totalnie zatrzymać. Można jedynie spróbować utrzymać go na nieco niższej skuteczności i parę razy obronić, szczególnie w tych końcowych fragmentach. Blok zaskoczył właśnie w ostatniej piłce czwartego seta, a w tie-breaku Bartek Lemański i Artur Szalpuk chyba go też zablokowali. W tych najważniejszych momentach udawało się go zatrzymać i to jest najważniejsze – wtedy, kiedy naprawdę tego potrzebowaliśmy, blok i obrona zafunkcjonowały.
Turcy postawią jeszcze wyżej poprzeczkę niż Belgowie jutro?
– Na pewno postawią. Tutaj trochę żartowałem, że organizatorzy dali Turkom mecz o 13:00, a mogli chociaż na 17:00, mieliby mniej odpoczynku (śmiech). Zagrali szybki mecz, wygrali 3:0, więc są naprawdę mocno pewni siebie po tym spotkaniu. Z nami zagrają bez presji psychicznej, bez żadnego obciążenia, a presja będzie ciążyła na nas jako na faworytach. Musimy być przygotowani na podobną walkę, na podobny mecz i na taką samą wojnę, jak dzisiaj.
Kapitan obecny
Bartek Kurek dał znać, że będzie na trybunach?
– Był Bartek na trybunach?
Tak.
– O proszę, to nie widziałem, nie wiedziałem! Bardzo miło, że Bartek był z nami. To naprawdę, jak widzicie zresztą, wywołuje dużo uśmiechu u mnie. Mimo zmęczenia dziękujemy Bartkowi, że nas wspierał i zapraszamy częściej!









