Mistrzostwa świata U18 w siatkówce plażowej dobiegły końca. Do ostatniego dnia o medale walczyła para Alan Robak i Igor Gliszczyński. Po ciężkim boju półfinałowym biało-czerwona dwójka została z niczym, przegrywając w finale B z Francuzami – 0:2. Dobrze spisał się duet Karol Łunio i Wojciech Witkowski. Z grupy nie zdołały z kolei awansować Zuzanna Legień i Aleksandra Wolny.
Na brak biało-czerwonych akcentów nie można było narzekać
Ostatnio wiele się dzieje w młodzieżowej plażówce za sprawą mistrzostw Europy wschodniej EEVZA, ale to nie wszystko. Tegoroczne mistrzostwa świata U18 w siatkówce plażowej zagościły do Hagi, a na starcie zameldowały się 3 biało-czerwone duety. W turnieju dziewcząt Polskę reprezentowały Zuzanna Legień i Aleksandra Wolny, które mają już za sobą doświadczenia wyniesione z rankingowych turniejów rangi BPT Futures. Biało-czerwone swoje mecze rozgrywały w ramach grupy A. Tutaj niestety do happy endu dużo brakowało.
Reprezentantki Polski na otwarcie zagrały z Holenderkami – Both/de Groot, a mecz zakończył się wygraną Holenderek 0:2 (9:21, 19:21). Początek spotkania był w wykonaniu Polek tragiczny. Para nie mogła złapać rytmu, a porażka do 9 świadczy o tym najlepiej. Frustracja narastała, aż w końcu duet sam dał fory Pomarańczowym, zbierając siły na kolejną odsłonę. Tam było już o niebo lepiej. Na końcówce zapachniało tie-breakiem, szala zwycięstwa przechyliła się na stronę rywalek. W drugim meczu biało-czerwone zagrały z Chinkami – Qi/Zhuang. To także było dość jednostronne spotkanie, a tym razem polskie siatkarki nie miały na dystansie podjazdu do Azjatek wcale, co zakończyło się dla nich bolesną porażką – 0:2 (16:21, 15:21).
Najciekawiej było w meczu Polek z Chilijkami – Dawson Vargas/Silva. To był już pojedynek o wszystko, a pary zagrały na pełnym dystansie. Początek znów nie należał do biało-czerwonych, którym brakowało argumentów. Wygrana w drugim secie natomiast w niczym nie pomogła, a mecz i tak padł łupem siatkarek zza oceanu – 2:1 (21:11, 19:21, 15:7). Tym samym Polki pożegnały się z turnieju, nie awansując do rundy 24.
Podwójne powody do dumy?
W turnieju chłopców mieliśmy aż dwa biało-czerwone duety. Chodzi tutaj o Alana Robaka i Igora Gliszczyńskiego, oraz o Karola Łunio i Wojciecha Witkowskiego – którzy akurat są o dwa lata młodzi niż konkurenci, i są sporą nadzieją polskiej plażówki.
Para Robak/Gliszczyński swoje spotkania rozgrywała w grupie C i tutaj też od początku było gorąco. Pierwszy mecz Polakom całkiem nie wyszedł, a w bezpośrednim starciu lepiej zaprezentowała się dwójka Włochów – Bernardini/Viscuso. Oba sety zakończyły się wygraną Włochów, co przełożyło się na ich zwycięstwo i prowadzenie w grupie – 2:0 (21:18, 21:18). Biało-czerwonym udało się wrócić do turnieju już w drugim meczu, który był tym najbardziej wymagającym. Naprzeciwko Polaków stanęła dwójka Brazylijczyków – Campos/Silva Souza. Canarinhos, jak zawsze, zacięcia nie można było odmówić. Każda partia należała do szalenie wyrównanych, lecz końcowo po zwycięstwo sięgnęła para Robak/Gliszczyński – 2:1 (22:24, 21:18, 16:14). Na końcu duet pokonał jeszcze parę Dinarte/Kempf Palacio. To już był spacerek biało-czerwonych – 2:0 (21:13, 21:17).
Dobrze spisała się też dwójka Łunio/Witkowski. Choć na start Polacy przegrali z Holendrami – van Groenestein/Bezemer, 0:2 (10:21, 19:21), to drugi set w ich wykonaniu napawał optymizmem. Później było natomiast lepiej. Bezcenne okazało się przełamanie w pojedynku z Kanadyjczykami – Azevado/Gibson. To było całkiem szybkie spotkanie, dające już polskiej parze wstępny awans – 2:0 (1`:18, 21:13). Wygraną biało-czerwonych, choć już mniej spektakularną, okazał się pojedynek z Irańczykami – Vakili/Khalkiasari – 2:1 (18:21, 21:19, 15:12).
Była szansa na medal
Pary chłopców awansowały więc dalej, ale wyłącznie jedna dwója znalazła się bezpośrednio o medale. Przed szansą powalczenia o medale stanął duet – Alan Robak i Igor Gliszczyński. Wszystko to było zasługą ciężkiej pracy i wygranej w ćwierćfinale imprezy z Japończykami – Kashiwaki/Sugiura. Azjaci – jak to Azjaci, znakomicie broniki, ale też nie do zatrzymania był biało-czerwony duet. Do awansu do 1/2 biało-czerwonym wystarczyły zaledwie dwa sety, gdzie różnica na dystansie była bardzo duża – 2:0 (21:17, 21:16).
Tak kolorowo nie było w półfinale. Tutaj marzenia Polaków o awansie do finału zostały zniszczone w dramatycznych okolicznościach. Para walczyła do upadłego, niemniej lepiej i tak wypadała dwójka Edgar/Turner – 2:1 (14:21, 21:17, 19:17). W meczu o brąz biało-czerwoni spotkali się z Francuzami – Bezu/Hypolyte. Szczęścia również i tym razem zabrakło reprezentantom Polski. Rozpędzeni Trójkolorowi potrafili zdobywać punkty seriami, co dało im wygraną 2:0 (21:15, 21:17). Choć Robakowi i Gliszczyńskiemu przypadła najgorsza z możliwych lokat, to 4. miejsce i tak jest sporym osiągnięciem
Zobacz również:









