W czwartkowy wieczór Siatkarskiej Ligi Narodów w Gliwicach Polacy pokonali Turków 3:2. Był to już piąty tie-break w tegorocznych zmaganiach i drugi w Polsce. Gra naszych siatkarzy wciąż faluje. – Myślę, że teraz jest taki etap, kiedy zarówno świeżości jak i szybkości brakuje. Nie ma też do końca mocy, jaka na pewno przyjdzie – powiedział po starciu Bartłomiej Bołądź.
10 setów w nogach
W środę Polska zmierzyła się z Belgią, a w czwartek z Turcją. Oba spotkania rozstrzygnął dopiero tie-break. Tym samym nasi siatkarze mają w nogach dziesięć setów. To sporo. Czy zmęczenie jest już odczuwalne? – Trochę tak, ale staram się o tym nie myśleć. Teraz taki jest moment sezonu, że nie ma świeżości. Dlatego musimy grać po prostu walczyć o każdą piłkę. Takie momenty też budują i charakter i scalają drużynę powiedział po zakończonym spotkaniu Bartłomiej Bołądź. W porównaniu do spotkania z Belgami (45% efektywności) już w rywalizacji z Turcją podopieczni Nikoli Grbicia minimalnie poprawili się w ataku (47% efektywności). Atakujący jednak nie był do końca zadowolony ze swojej dyspozycji. – Myślę, że też mogłem troszkę lepiej zagrać. Starałem się pomagać drużynie w innych elementach. Najważniejsze, że wygraliśmy. Szkoda, że nie za trzy punkty, ale takie zwycięstwo też się liczy – dodał.
Falowanie formy
Gra Polaków wciąż faluje. Dobre momenty przeplatane są gorszymi. Wypracowane przewagi na nic się zdają, bo rywale potrafią szybko odrobić straty. Tracimy punkty seriami. – Tak, trzeba się z tym zgodzić. Myślę, że teraz jest taki etap, kiedy zarówno świeżości jak i szybkości brakuje.Nie ma też do końca mocy, jaka na pewno przyjdzie. Musimy po prostu być cierpliwi, żeby ta forma po prostu szła do góry – przyznał siatkarz. Wygrane starcie z Turcją było w sumie piątym kończącym się w tie-breaku. Ktoś mógłby pomyśleć, że Polacy chcą pobić jakiś rekord lub założyli się o to, ile zagrają pięciosetówek w tym sezonie Ligi Narodów. – Nie, nic z tych rzeczy (śmiech). My byśmy chcieli szybciej zamykać mecze na swoją korzyść. Niemniej jak wspomniałem wcześniej, takie doświadczenie też się przyda na przyszłość – wyznał Bołądź.
Sędziowski chaos
Mecz był dość dobrze prowadzony przez sędziów z Bułgarii i Szwajcarii, jednakże pod koniec czwartej partii i w samym tie-breaku na boisku zrobiło się dość gorąco. Sędziowie nie do końca wiedzieli, komu przyznać punkty. Wprowadziło to chaos i duże zamieszanie. Czy to wyprowadziło naszych siatkarzy z równowagi? – My też już trochę gramy w tę siatkówkę i, można powiedzieć, nie pękamy na robocie. Więc fajnie, że to na nas nie zadziałało w złą stronę. Sędzia mógł też może szybciej zareagować, pokazać żółtą kartkę i tych dyskusji by nie było – przyznał atakujący. Czy warto dyskutować z sędziami w takich momentach? – To starcie pokazało, że warto. Niektórzy arbitrzy, którzy szybko pokazują żółtą kartkę, są często są skłonni od razu pokazać i czerwoną. Wtedy drużyna ma z tyłu głowy, że lepiej nie dyskutować – zakończył Bołądź.









