– Mam nadzieję, że jak najszybciej będę mógł wrócić na boisko. Jestem pod opieką naszego sztabu fizjoterapeutów. Wdrażamy terapię – powiedział Strefie Siatkówki Jan Firlej. W Gliwicach rozgrywający reprezentacji Polski wystąpił tylko w meczu otwarcia drugiego tygodnia Siatkarskiej Ligi Narodów. W wygranych starciach z Turcją i Niemcami musiał pauzować z uwagi na uraz łydki.
- Jan Firlej po meczu z Belgią (wygranym 3:2) poczuł niepokojący ból w łydce.
- Siatkarz przeszedł badania w piątek.
- Uraz nie jest poważny. Rozgrywający powinien wkrótce wrócić na boisko.
- Do składu biało-czerwonych dołączył Marcel Bakaj.
Fizjoterapeuci mają wszystko pod kontrolą
Karolina Wólczyńska (Strefa Siatkówki): Jak się czujesz?
Jan Firlej: – W porządku, bywało lepiej. Drobny uraz się przypałętał. Mam nadzieję, że jak najszybciej będę mógł wrócić na boisko. Jestem pod opieką naszego sztabu fizjoterapeutów. Wdrażamy terapię. Jestem dobrej myśli.
Coraz lepsi
Jak oceniasz to spotkanie z bocznej perspektywy?
– Myślę, że z biegiem meczu można było zaobserwować taką zależność: im dłużej graliśmy, tym nasza gra lepiej się układała. To bardzo cieszy. Na początku starcia Niemcy dosyć dobrze zagrywali. Później zaczęli popełniać sporo błędów w tym elemencie. My zaś ustabilizowaliśmy nasze przyjęcie. I tak, jak mówię, rozkręcaliśmy się z biegiem każdego seta. Tak że bardzo cieszę. W końcu zakończyliśmy mecz szybciej i obyło się bez tie-breaka.
Pierwszy i ostatni raz
Ciągnęło cię na boisko?
– Jasne, zawsze ciągnie. Pierwszy raz z takiej perspektywy miałem okazję oglądać mecz. Trzeba przyznać, że sporo widać z boku, zza boiska. Mam nadzieję, że pierwszy i ostatni raz w ten sposób obserwuję mecz, a kolejne już będę widział z perspektywy boiska.
Podziękowanie
Jak opiszesz atmosferę w hali?
– Bardzo fajna. Z tego miejsca mogę tylko podziękować kibicom. Siedziałem z boku i mogłem się bardziej skupić na tym, co się dzieje dookoła, a nie tylko na boisku, to bardzo doceniam zaangażowanie kibiców. Ja jak i cały zespół oczywiście. Kibice nas niosą. To nie jest nic nowego. I to można tak powtarzać jak mantrę, ale naprawdę, grając w Polsce przy pełnych trybunach, masz siódmego zawodnika na boisku.









