Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Trener MKS-u Imielin: Czasami w mniejszych miejscowościach łatwiej coś osiągnąć

Trener MKS-u Imielin: Czasami w mniejszych miejscowościach łatwiej coś osiągnąć

fot. MKS Imielin / Rafał Kalinowski

– Mówiłem przed sezonem, że mamy wychodzić na boisko po to, żeby grać o zwycięstwo obojętnie, kto stoi po drugiej stronie siatki. Może na początku było nam nieco łatwiej, bo byliśmy beniaminkiem i my mogliśmy, a rywal musiał – powiedział w rozmowie ze Strefą Siatkówki Rafał Kalinowski, trener MKS-u COPCO Imielin.

TWARDE GRANIE NA KONIEC FAZY ZASADNICZEJ

MKS COPCO Imielin w ostatniej, 26. kolejce I ligi kobiet wygrał w Sosnowcu z miejscowym Trans-Ann Płomieniem 3:2. Niemniej jednak przyjezdne prowadziły w meczu już 2:0, a w trzeciej odsłonie 19:16. Imielinianki miały również zaliczkę w kolejnych dwóch odsłonach, niemniej w obu tych przypadkach również ją wypuściły.

Nie do końca zgodzę się z tym, że oddaliśmy inicjatywę. Po prostu zespół z Sosnowca zaczął grać lepiej. Dobrze zagrywał, a dobrą zmianę dała Marta Twardoch. Gospodynie na dystansie całego spotkania równie dobrze grały w obronie, bardzo dużo piłek było podnoszonych, z tego rodziły się kontry. My z kolei zaczęliśmy popełniać błędy, bo w trzecim secie przy przewadze 19:16 robimy trzy błędy i robi się remis, a przeciwnik nas przełamuje i przegrywamy. Analogiczna sytuacja miała miejsce w czwartej partii, kiedy prowadziliśmy 15:11. Żeby nie zaburzać tego rytmu również i w tie-breaku wygrywaliśmy 8:4 i przez chwilę jest 14:12 dla przeciwnika – tłumaczył Strefie Siatkówki Rafał Kalinowski, szkoleniowiec MKS-u COPCO Imielin.

KONTUZJE PRZESZKODZIŁY

Beniaminek zakończył fazę zasadniczą I ligi na 5. miejscu z dorobkiem 44 oczek. MKS stracił do będącego na 4. posadzie Nike Węgrów trzy oczka. Ekipa z Imielina w Sosnowcu zagrała jednak w szerszym składzie, aniżeli miało to miejsce dotychczas, co podyktowane było urazami poszczególnych zawodniczek.

Prawdę mówiąc to spotkanie mogło być takim meczem o pietruszkę. Gdybyśmy zagrali lepiej w Mogilnie w pełnym składzie. Na pewno brakuje tych punktów straconych w meczu z drużyną z Poznania. Mogliśmy już być pewni piątego miejsca, a nawet powalczyć o czwartą lokatę. Natomiast cieszy to, że dziewczyny wróciły, niemniej jednak jeszcze nie wszystkie. Brakuje Wioli Paroń, środkowej, która od dłuższego czasu leczy kontuzję. Wraca po świętach do treningów i mam nadzieję, że wówczas autentycznie będziemy w komplecie – wyjaśnił szkoleniowiec MKS-u.

CZAS NA FAZĘ PLAY-OFF

MKS w ćwierćfinale I ligi spotka się z Nike Węgrów. W fazie zasadniczej dwukrotnie triumfowała formacje z Imielina, co bezsprzecznie daje jej przewagę psychologiczną przed nadciągającą konfrontacją o awans do turnieju finałowego.

Widać, że zespół z Węgrowa w ostatnim czasie notuje zwyżkę formy. To tylko dobrze świadczy o trenerze, że tak poprowadził zespół i przygotował go na tę najważniejszą część sezonu. Graliśmy dwukrotnie z Nike i dwa razy też wygraliśmy. Co prawda za każdym razem wynikiem 3:2, ale kto o tym będzie pamiętał. Na pewno to rywal ma gdzieś z tyłu głowy te dwie porażki z nami, aczkolwiek gra on pierwszy mecz u siebie. Nam nie robi to różnicy – przyznał Kalinowski.

WYNIK PONAD STAN

Nie ma się co specjalnie oszukiwać, że 5. miejsce zajęte przez MKS, który zarazem jest beniaminkiem I ligi jest świetnym rezultatem. A przecież przed formacją z Imielina faza play-off, w której to może ona powalczyć o pierwszą czwórkę i zarazem grę o medale. Niejeden zespół po awansie myśli jedynie o bezpiecznym utrzymaniu, tymczasem ekipa z województwa śląskiego wciąż jest w walce o najwyższe cele zaplecza TAURON Ligi.

Zapytany o rezultat ponad stan trener MKS-u, odpowiedział następująco: Z jednej strony tak, aczkolwiek były takie mecze, w których niepotrzebnie traciliśmy punkty. – Mogliśmy mieć tych punktów ciutkę więcej. Jestem swego rodzaju marudą i zawsze chciałbym trochę więcej. Myślę, że to czwarte miejsce było realne. To dawałoby nam handicap grania pierwszego meczu u siebie w fazie play-off, a co za tym idzie – ewentualnie trzeciego. Przy dobrej grze i dobrze rozegranych spotkaniach mogliśmy się również pokusić o trzecią lokatę. Nie ukrywam, że dręczą nas w tym sezonie kontuzje. Zaczęło się w grudniu i tak się to wszystko snuje – kontynuował.

Mówiłem przed sezonem, że mamy wychodzić na boisko po to, żeby grać o zwycięstwo obojętnie, kto stoi po drugiej stronie siatki. Może na początku było nam nieco łatwiej, bo byliśmy beniaminkiem i my mogliśmy, a rywal musiał. Okazało się, że mamy całkiem fajny zespół, który jest w stanie pogrozić palcem wszystkim zespołom z wyjątkiem drużyny z Nowego Dworu Mazowieckiego, ale mało kto jest w stanie postawić się nowodworzankom. W trakcie tego sezonu zespół pokazał charakter i to cieszy. Mam nadzieję, że nie inaczej będzie w meczach fazy play-off – zauważył Rafał Kalinowski.

SEZONU NIE KONIEC, ALE TRZEBA MYŚLEĆ O KOLEJNYM

Mimo że MKS nadal jeszcze rywalizuje w sezonie 2023/2024, tak w klubie myśli się już o przyszłorocznych rozgrywkach. W całej lidze karuzela transferowa rusza stosunkowo szybko, a z sezonu na sezon jej start datuje się na jeszcze wcześniejsze miesiące.

Myślimy już o przyszłym sezonie. To z tego względu, że w ubiegłym sezonie dość późno awansowaliśmy do I ligi i trudno nam było zbudować skład. To była połowa kwietnia, a więc było już mało dostępnych zawodniczek. W tym roku tę karuzelę transferową rozpoczęliśmy wcześniej. Na ten moment mamy praktycznie domknięty zespół. Niezależnie od tego, czego byśmy w tym sezonie nie wywalczyli, to chcielibyśmy w przyszłym roku ugrać więcej. Taki jest pomysł na nadchodzące rozgrywki. Czy nam się to uda? Zobaczymy, jak poszaleją pozostałe ekipy z I ligi. Mnie ogólnie cieszą te ruchy transferowe, które wykonaliśmy do tej pory. Myślę, że są to dobre posunięcia, a także, że będziemy mocniejszym zespołem. Liga w przyszłym sezonie ma być bardziej wymagająca, ponieważ spadają cztery zespoły. Na dobrą sprawę trzeba zająć szóste miejsce od dołu, ponieważ jeszcze trzeba doliczyć do tego drużynę ze Szczyrku – mówił Kalinowski.

MAŁE MIASTO, DUŻE MOŻLIWOŚCI

Imielin to małe miasto w województwie śląskim liczące niespełna 9500 mieszkańców. Niemniej jednak cechuje się ono świetnym klimatem do gry w siatkówkę. MKS może liczyć na przychylność władz miasta. Skład zbudowany z głową zaowocował solidnym wynikiem w debiutanckim sezonie I ligi. Sam rezultat będzie jeszcze szlifowany przez ekipę z Imielina.

Wydaje mi się, że czasem w mniejszych miejscowościach jest zdecydowanie łatwiej coś osiągnąć. Nie ma tak dużej ilości klubów, jak w dużych metropoliach. Powolutku pieliśmy się, bo jest to nasz wspólny trzeci sezon. W tej hierarchii zaczynaliśmy jako zespół III-ligowy, bijący się o utrzymanie. Rok później nastąpił awans do II ligi, a rok później do I ligi. Jestem zdania, że ten sezon już na ten moment jest bardzo udany.  Dzięki awansom zyskiwaliśmy grono naszych sympatyków. Nie możemy się wstydzić, a musimy wręcz chwalić tym, co pokazali nasi kibice. W zeszłym roku ukonstytuował się klub kibica, który jeździ za nami wszędzie. Gdziekolwiek nie graliśmy, nawet w Stężycy – mała bo mała, ale czteroosobowa grupa kibiców była. Aktualnie jest “boom” na siatkówkę w Imielinie, ale ma to kolejne fajne aspekty, bo z racji dużego zainteresowania drużyną seniorską przybywa nam dużo dziewczynek do grup młodzieżowych – zakończył Rafał Kalinowski.

Zobacz również:

I liga K: Kolejka smutków i radości

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2024-03-28

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2024 Strefa Siatkówki All rights reserved