Strona główna » Medale w Starych Jabłonkach rozdane. Holenderki napisały historię. Skandynawowie dalej najlepsi

Medale w Starych Jabłonkach rozdane. Holenderki napisały historię. Skandynawowie dalej najlepsi

inf. własna

fot. CEV

Mistrzostwa Europy w siatkówce plażowej w Starych Jabłonkach w niedzielę dobiegły końca. Reprezentacja Polski nie błysnęła w czempionacie. Najlepsze wśród pań były Holenderki – Stam/Schoon. U panów mistrzostwa złotem zwieńczyła para Szwedów – Nilsson/Andersson. Obie pary tym samym wywalczyły awans na igrzyska w Los Angeles w 2028 roku.

Impreza sezonu i zawód sezonu

Po pięciu dniach zaciętych zmagań na piasku w Starych Jabłonkach zapanował spokój. W niedzielę medale mistrzostw Europy zostały rozdane, a gospodarzom pozostaje poczucie niedosytu. Biało-czerwone duety całkowicie położyły docelową imprezę tego sezonu. W stawce znalazło się aż 10 polskich par – 5 u pań i 5 u panów. Kibice mieli nadzieję dopingować swoich ulubieńców do końca, a tymczasem wszystkie dwójki pożegnały się z czempionatem Starego Kontynentu już drugiego dnia.

Awans z grupy do kolejnego etapu wywalczyły z jedną wygraną na koncie zaledwie trzy pary. Były to Urszula Łunio i Maja Kruczek, Aleksander Czachorowski i Jakub Krzemiński, oraz najbardziej utytułowana dwójka –Michał Bryl i Bartosz Łosiak, którzy ze względu na problemy zdrowotne mieli za sobą dłuższą przerwę. Dla wszystkich tych duetów zabójcza jednak okazała się runda przegranych, przez co niemożnością było granie już o medale, bowiem na tym etapie każda porażka automatycznie kończyła udział pary w turnieju.

Są wyraźnymi faworytkami?

Najlepsze wśród pań okazały się Holenderki – Katja Stam/Raisa Schoon, które w finale zawodów zmierzyły się z Hiszpankami – Sofía Izuzquiza Corulla/Tania Moreno Matveeva. Do zgarnięcia, oprócz złota, była też pierwsza przepustka na igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku.

Stam i Schoon to doskonale znana para, która była stawiana w szerokim gronie faworytek do tytułu. Holenderki obecnie zajmują 5. miejsce w rankingu FIVB, a w Starych Jabłonkach pokazały się ze znakomitej strony, będąc górą we wszystkich meczach. Wcześniej Stam i Schoon stawały już dwukrotnie na podium mistrzostw Europy. W 2021 wywalczyły srebro, a rok później zakończyły zmagania na 3. miejscu.

Holenderski sen

Sam finał był dla nich niczym wymarzony scenariusz, bowiem różnica klas była widoczna gołym okiem. Choć Hiszpanki starały się jak mogły, to szybko pozostało im zwiesić głowy w dół i pogodzić się z losem. Nie było tutaj miejsca na kalkulacje, a presja wywierana przez reprezentantki Królestwa Niderlandów na oponentkach zagrywką dała efekty. O jednostronności finału najbardziej świadczą sety wygrane przez Holenderki do 13 i 11.

– Kiedy myślę o tym, gdzie byłam rok temu, z ogromnym bólem i ledwo stojąc na nogach, ten sukces wydaje się naprawdę niewiarygodny. Najważniejsze jest to, że trzymałyśmy się razem, nie tylko we dwie, ale cały zespół przez te wyzwania i teraz jesteśmy tu, by świętować nasz pierwszy tytuł mistrzyń Europy. Oczywiście, przed nami jeszcze długa droga, ale myślę, że jesteśmy na dobrej drodze i nie mogę się doczekać, aż za dwa lata będę mogła startować w Los Angeles – powiedziała po wygranej wzruszona Katja Stam.

Na najniższym stopniu podium zmagania zakończyły utalentowane Łotyszki, które podeszły do finału B ze sportową złością. Dla pary Tina Graudina/Anastasija Samoilova niedosyt był motorem napędowym. Po drugiej stronie stanęły Francuzki – Clemence Viera/Aline Chamereau, które tanio skóry nie sprzedały. Ostatecznie dojść musiało do tie-breaka, a para Łotyszek triumfowała przy stanie 2:1 (20:22, 21:16, 15:12).

Skandynawia plażówką stoi

O złoto w zawodach panów walczyły natomiast skandynawskie duety. Od paru lat centrum europejskiej siatkówki plażowej są właśnie północne peryferia Europy, gdzie szkolenie stoi na bardzo wysokim poziomie. Liderom światowego rankingu udało się pokazać moc i to właśnie do duetu Holting Nilsson/Elmer Andersson powędrował tytuł czempionów.

21-latek i 20-latek przodują w zestawieniu FIVB, a na koncie mają już srebro mistrzostw świata z Adelajdy z 2025 roku. Podobnie jak Holenderki, tak i dwójka Szwedów triumfowała we wszystkich sześciu spotkaniach. W samym finale natomiast udało im się pokonać mistrzów olimpijskich z Tokio z 2020 i brązowych medalistów imprezy czterolecia z Paryża z 2024 roku. Mowa tutaj naturalnie o Norwegach Christiansen Sorum/Andreas Mol.

Oko za oko – i tak do końca?

Spotkania tych dwójek zawsze są nie lada gratką dla kibiców spragnionych wrażeń. Jak przystało na finał mistrzostw Europy nie mogło być tutaj za łatwo. Duet czempionów mógł jedynie pomarzyć o tak szybkiej przeprawie, co Holenderki, bowiem mecz z ich udziałem zakończył się tie-breakiem. Pierwsza partia zakończyła się wygraną Nilssona i Anderssona do 18. W drugim secie Norwegom udało się odbić piłeczkę, sprawnie doprowadzając do remisu – 21:18 (1:1). Tie-break, to już loteria, i przy tak topowych parach mogło się tutaj wydarzyć absolutnie wszystko. Swego jednak dopięła dwójka Szwedów, zwyciężając – 15:10.

– To niesamowite uczucie! Graliśmy coraz lepiej z każdym meczem, ale oczywiście musieliśmy zagrać z najlepszą drużyną na świecie w tym finale i prawdopodobnie jedną z najlepszych par w ogóle w dziejach siatkówki plażowej, więc to zwycięstwo naprawdę wiele dla nas znaczy – powiedział na koniec zawodów Holting Nilsson.

– Na to właśnie pracujemy, a kwalifikacja na igrzyska to spełnienie marzeń. To właściwie marzenie, które realizujemy od czasu, gdy zaczęliśmy razem grać kilka lat temu, więc to wydaje się dość surrealistyczne – dodał od siebie Andersson.

Finał B, to już pojedynek Francuzów – Teo Rotar/Arnaud Gauthier-Rat, których należy traktować jako największą niespodziankę zawodów. W mech o brąz dwójka outsiderów pokonała szwedzką parę – David Ahman/Jonatan Hellvig. Duet mistrzów olimpijskich z Paryża robił co mógł, lecz to nie wystarczyło. Ostatecznie na najniższym stopniu podium zameldowała się drużyna trójkolorowych, zwyciężając 2:1 (21:18, 19:21, 15:12).

Zobacz również:

Polskie siatkarki zrobiły co mogły! Pozytywny akcent na pożegnanie z Chile

PlusLiga