Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Mateusz Masłowski: Pomimo gorszej gry nie pękliśmy

Mateusz Masłowski: Pomimo gorszej gry nie pękliśmy

fot. Klaudia Piwowarczyk

W czwartkowy wieczór gracze MKS-u Będzin i Cerradu Enea Czarni Radom rozegrali mecz o przełamanie,  gdyż w ostatnim okresie nie wiodło się im najlepiej. Po ciekawym spotkaniu trzy punkty z hali w Sosnowcu wywieźli podopieczni Roberta Prygla, wygrywając 3:1. Radomianie mimo dość wyraźnej porażki w drugim secie potrafili się podnieść i powrócić do swojej gry w dwóch kolejnych, a dodatkowo wygrywali końcówki, co wyraźnie wpływało na ich atmosferę w zespole. Do pierwszego składu powrócił Mateusz Masłowski, który poza dobrą grą wniósł sporo ożywienia w szeregi Wojskowych i po meczu odpowiedział na kilka pytań dla Strefy Siatkówki.

 



Zgodzi się pan, że to było spotkanie za tzw. sześć punktów i po serii porażek, jakie się wam przydarzyły, trzeba było go wygrać obojętnie w jakim stylu.

Mateusz Masłowski: – To był bardzo ważny mecz, gdyż zarówno my, jak i będzinianie praktycznie od miesiąca nie wygraliśmy meczu. Mam nadzieję, że to było spotkanie po którym się przełamiemy i teraz już to pójdzie. Zaczęliśmy grać na emocjach, ciężej trenowaliśmy i cieszymy się, że dało to efekt, bo najgorzej jak się ciężko pracuje, a nie przynosi to efektów.

Duże znaczenie w tym spotkaniu miały te dwa sety, które rozstrzygały się w samych końcówkach i gdy to wy stawialiście tą przysłowiową kropkę nad ,,i”. Zwłaszcza w tej trzeciej partii, po której będzinianie już się nie podnieśli.

Faktycznie tak było. W tego typu spotkaniach to jest najważniejsze, żeby w samych końcówkach nie pękać. Gdy set zaczyna się od dużego prowadzenia to teoretycznie gra się łatwiej, ale sztuką jest aby po wyrównanej partii wyjść z niej zwycięsko. W spotkaniu z MKS-em udowodniliśmy, że nie pękamy. Tym bardziej, że w tym meczu było dużo presji na nas, ale i pewnie na naszych rywalach, co jeszcze bardziej cieszy. Obyśmy zawsze potrafili sobie radzić w takich momentach.

We wcześniejszych spotkaniach po wysoko przegranym secie mieliście problemy, żeby się pozbierać i przełamać. W spotkaniu z MKS-em po słabej drugiej partii wyszliście bardzo pozytywnie naładowani na kolejnego, co było miłą odmianą.

– Byliśmy przygotowani na to, że będzinianie mogą bardzo dobrze zacząć grać zwłaszcza w zagrywce. Myślę, że w tym elemencie, zwłaszcza na tej hali w Sosnowcu, są jedną z najgroźniejszych drużyn w lidze. Cieszymy się, że to przetrwaliśmy i po słabym secie w naszym wykonaniu nie załamaliśmy się po paru nieudanych akcjach, bo we wcześniejszych meczach mieliśmy z tym problem. Takie zachowanie jest złe i musimy nad nim panować. W tym meczu pokazaliśmy, że pomimo tych gorszych chwil nie pękliśmy i dalej robiliśmy swoje.

Dla pana to powrót do grania w pełnym wymiarze po długim czasie. Zauważyłam, że bardzo starał się pan motywować swoich kolegów w tych trudniejszych chwilach i poza swoją grą dodawać takiego powera i radości, czego waszej drużynie ostatnio brakowało. Cieszy powrót na boisko?

– Tak. Zawsze kiedy jestem na boisku staram się dać z siebie maksa, także w kwestii energii. Dostałem szansę zagrać od początku. Mam nadzieję, że ją wykorzystałem. Dla nas liczy się końcowy wynik i wygrana drużyny. Bardzo brakowało mi grania, a zwłaszcza adrenaliny jaka się z nim wiąże. W sumie od dwóch miesięcy nie było wielu okazji. Cieszy mnie powrót na boisko, bo ciężko na to trenuję.

Wielu stawiało was w czołowej ósemce PlusLigi. Same wyniki i wasza gra nie zachwycają, gdyż cały czas musicie gonić stawkę, która troszkę uciekła. Jak to wygląda z waszej perspektywy?

– To prawda. Uciekło nam dużo punktów, które powinniśmy dołożyć do swojego konta. Jak każda drużyna mieliśmy swoje problemy, ale w ten sezon jest bardzo nieregularny i nie ma się czym tłumaczyć, gdyż każdy ma podobnie. Mamy przed sobą praktycznie całą drugą rundę. Myślę, że jeżeli złapiemy swój rytm i zaczniemy grać kolektywem jako zespół to będzie dobrze. Mamy możliwości duże, których nie mogliśmy zebrać w całość. Mam nadzieję, że po tej wygranej coś się w nas przełamie tak jak to było rok temu. 

Przed wami teraz spotkanie ze Stalą Nysa, która znajduje się w podobnym miejscu tabeli, jak i wy. Szansa na podtrzymanie passy zwycięstw jest, ale na pewno nie będzie to prosty mecz, gdyż gracze Krzysztofa Stelmacha już niejednemu udowodnili, że grać potrafią.

– Przed każdym meczem jesteśmy nastawieni na ciężką walkę, gdyż liga jest tak wyrównana, że każdy może z każdym wygrać i przegrać. Najlepszym przykładem jest to, że będzinianie tydzień temu byli bardzo blisko by sprawić niespodziankę w meczu z kędzierzynianami. Tak samo my możemy wygrać z najlepszymi, ale możemy też z tymi teoretycznie słabszymi przegrać. Mecz przeciwko Stali będzie na pewno bardzo ciężki, gdyż oni także grają o życie. Do meczu ponad tydzień czasu, więc będziemy ciężko trenować, bo widzimy, że daje to efekty.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-12-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved