– Nie musimy się martwić o przeciwników, tylko bardziej o siebie. To jest dość fajna sytuacja, bo to rywale muszą się martwić, jak wygrać z Polską. Widać, że nawet jeśli mamy małe problemy z jednym czy drugim elementem, to mamy tyle jakości w innych, że naprawdę ciężko z nami wygrać. Chłopaki potrafią przepychać takie mecze mimo problemów – powiedział Marcin Janusz. Wicemistrz olimpijski opowiedział Strefie Siatkówki o wakacjach, przygotowaniach do sezonu klubowego i predykcjach dotyczących mistrzostw Europy.
„Tęskniłem”
Karolina Wólczyńska (Strefa Siatkówki): Stęskniłeś się za siatkówką reprezentacyjną?
Marcin Janusz: – Szczerze mówiąc, po Paryżu był to pierwszy mój mecz w TAURON Arenie. Przyjemnie zobaczyć tę całą otoczkę, nie będąc w środku. Na pewno się stęskniłem. Za mną kilka miesięcy praktycznie bez siatkówki. Oczywiście zobaczyłem kilka spotkań w telewizji, ale to nie jest to samo. Odpocząłem. Troszkę podleczyłem to, co miałem podleczyć. Teraz już się przygotowuję do sezonu ligowego razem z Asseco Resovią Rzeszów.
Wiem, że lubisz podróżować. Jak spędziłeś te pierwsze od dawna dłuższe wakacje?
– Oj długo by opowiadać – Japonia, Hiszpania, również kilka podróży w Polsce. Też znalazł się czas dla rodziny. Tak naprawdę tego czasu między sezonami jest bardzo dużo. Oczywiście też wciąż pamiętałem o trzymaniu formy i przygotowaniach do kolejnego sezonu. Jednakże po wielu wyjazdach do Japonii, bo rozgrywaliśmy tam mecze, turnieje, w końcu mogłem pojechać tam jako turysta. Spędziłem w Kraju Kwitnącej Wiśni ponad kilka tygodni. To coś niesamowitego. Już chciałbym tam wrócić.
Ale chyba nie wybierasz się tam grać?
– Nie, na razie mam podpisany długi kontrakt z Asseco Resovią. W Rzeszowie jest mi dobrze. Walczymy o to, żeby odbudować potęgę i nawiązać do dawnych lat, sukcesów. W klubie spędzę jeszcze parę lat, a później co będzie? Nie wiadomo. Dwa, trzy lata w sporcie to bardzo dużo, więc cokolwiek przewidzieć jest bardzo trudno.
Okres przygotowawczy
Czekasz już na TAURON Ligę?
– Tak, muszę się przyzwyczaić do nazwy (śmiech). Chociaż na razie jesteśmy na mocno wstępnym etapie przygotowań. Jeszcze potrzeba trochę czasu, żebyśmy jakkolwiek poruszali się na boisku. Zostało jeszcze półtora miesiąca do pierwszego meczu. Czas bardzo nam się przyda. Z jednej strony już chciałbym grać, a z drugiej wiem, że żeby dojść do tego poziomu, gdzie będziemy mogli grać w mecze, brakuje jeszcze bardzo dużo.
Zaczęły się mocniejsze treningi, trochę porównywalne z kadrowymi?
– Nie, nic z tych rzeczy. My w Rzeszowie skończyliśmy okres treningu na plaży. Chodziło po prostu o inne aspekty niż trening w szóstkach. Na razie musimy przygotować nasze ciała do dużych obciążeń, co po przerwie jest trudne. Wiadomo, każdy z nas pracował i miał swój plan na wakacje, ale jednak sezon to już coś innego. Chłopaki przyjadą po kadrze prosto na sezon. My mamy jednak dużo czasu, żeby popracować przede wszystkim nad sobą i stworzyć nową drużynę, bo było kilka zmian w naszym składzie.

Szanse na złoto
Jak oceniasz szanse Polaków na medal bądź złoto w mistrzostwach Europy?
– Oczywiście są bardzo wysokie. Chłopaki przywożą od lat z każdej imprezy medal. W ostatnich dwóch latach dwa złota Ligi Narodów. Na mistrzostwa Europy możemy jechać spokojni. Nie musimy się martwić o przeciwników, tylko bardziej o siebie. To jest dość fajna sytuacja, bo to rywale muszą się martwić, jak wygrać z Polską. Widać, że nawet jeśli mamy małe problemy z jednym czy drugim elementem, to mamy tyle jakości w innych, że naprawdę ciężko z nami wygrać. Chłopaki potrafią przepychać takie mecze mimo problemów. Jest to bardzo cenne. A jeśli są w dobrej formie i wszystko funkcjonuje, to są nietykalni. Ja nigdy nie powiem, że mamy stuprocentowe szanse na medal, bo wiem, jak to wygląda. Gra się ćwierćfinał. Słabsze mecze też się zdarzają podczas turnieju.
Faworyt do medalu
Jak to jest z tą presją faworyta? Istnieje czy nie?
– Istnieje, ale oczywiście to też ma swoje plusy i minusy. Przeciwnicy też wiedzą, z kim grają. Wiedzą, że jeśli pozwolą się rozegrać faworytowi, takiemu jak jest Polska, może być bardzo szybko po meczu. Myślę, że ważne jest, żeby na początku każdego meczu pokazać, że mamy jakość i że przyjechaliśmy po zwycięstwo. W tym sezonie mamy problemy w pierwszym secie. Sporo ich przegraliśmy. Jednak po gorszym początku, potrafimy wracać. To również bardzo cenne.
Gramy równo, ciągle na podobnym poziomie. Według mnie to właśnie nasza największa przewaga. Co by się nie działo na boisku, trudno rozregulować naszą grę. Przeciwnicy czasami zagrają lepiej, czasami gorzej, ale zagrać dobrze cały mecz, żeby grać lepiej niż nasza reprezentacja, jest bardzo ciężko.
Proszę mi wierzyć, ja też kilka razy w swojej karierze, czy w klubowej, czy reprezentacyjnej, miałem możliwość grać przeciwko zespołom, które nie schodzą poniżej pewnego poziomu. Bardzo ciężko się gra. Nawet jak się prowadzi w meczu 2:0, to cały czas masz świadomość, że oni zaraz wyjdą, nie dadzą złamać i będą grali tak samo. A jeśli się im pozwoli na coś więcej, to zaraz może przeciwnik odwrócić losy meczu. My jesteśmy właśnie taką reprezentacją. Nikola zbudował to przez lata, mimo zmian w składzie. Przed mistrzostwami Europy jestem optymistycznie nastawiony. Jednakże oczywiście trzeba pamiętać, że to jest sport.
Podsumowując, przeciwnicy mają się nas bać, ale czy jest ktoś, kto może nam zagrozić?
– Oczywiście. To nie jest tak, że jesteśmy murowanymi faworytami. Jesteśmy w gronie faworytów, podobnie jak Francja, i Włosi. Nie wiadomo, w jakiej formie te zespoły przyjadą. Bułgaria jest bardzo nieobliczalna. Jest wiele takich zespołów, o których pewnie nawet my teraz nie wiemy, że mogą stać się czarnym koniem. Na turnieju może złapać dużą formę. Trzy lub cztery dobre mecze w odpowiednim momencie i już można zrobić coś niesamowitego nawet z pozycji underdoga.
Ja znam chłopaków i wiem, że każdy podchodzi z szacunkiem do rywala, ale pewność swoich umiejętności jest ogromna. To widać. Kadrowicze czują się z tym dobrze. Do tego się też wszyscy przyzwyczaili przez lata. Oby jak najdłużej trwała seria medalowa. Ważne też, żeby nie dopuścić do takiego momentu niepewności i nerwowości. Turniej bez medalu może tę niepewność zasiać. Na razie jesteśmy w świetnym miejscu, więc tylko oglądać, tylko się cieszyć i kibicować.









