Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga kobiet > Krzysztof Zabielny: Musimy zweryfikować spojrzenie na naszą drużynę

Krzysztof Zabielny: Musimy zweryfikować spojrzenie na naszą drużynę

fot. foto Paweł Całka

– Musimy zweryfikować spojrzenie na naszą ekipę. Dużo ludzi widzi i stawia nas w roli faworytów w wielu starciach. Ja uważam, że wcale tak nie jest, ponieważ jestem zdania, że jesteśmy normalnym, pierwszoligowym zespołem – powiedział Krzysztof Zabielny, trener Płomienia Sosnowiec.

Przegraliście ze Stalą Mielec 0:3, chociaż wynik nie odzwierciedla tego, co działo się na parkiecie. Co przyczyniło się do waszej porażki?

Krzysztof Zabielny: – Dwa pierwsze sety przegraliśmy na własne życzenie. Wyszedł brak doświadczenia u moich zawodniczek. Z kolei bardzo mądrze i dojrzale zagrał zespół z Mielca. Nawet pięć punktów straty nie wybiło przyjezdnych z koncentracji i rytmu. Było widać, że spokojnie punkt po punkcie odrabiają straty, a my byliśmy chyba za szybko w ogródku, witaliśmy się z gąską. Myśleliśmy, że set sam się wygra. Przy stanie 21:16 wystarczyło tylko docisnąć troszkę mocniej i myślę, że przebieg tego spotkania mógłby całkowicie inaczej wyglądać.  

W drugim secie było podobnie. Udało nam się doprowadzić do remisu 24:24. Nasza zawodniczka wchodzi do strefy zagrywki i serwuje w siatkę, a chwilę później wyrzuca piłkę w aut. Moim zdaniem jest to brak odpowiedzialności w takich momentach i nie ma w tym miejscu żadnego usprawiedliwienia. Spoglądając na wynik oraz losy tego seta, nie miała prawa popełnić takich dwóch błędów. Może ktoś by powiedział “grzechy młodości”, ponieważ są to jeszcze młode dziewczyny.  Trzecia odsłona była konsekwencją przegranej końcówki drugiej partii. Sądzę, że drużyna z Mielca jak najbardziej zasłużenie wygrała ten pojedynek. Przyjezdne pokazały, że są dojrzałym, a jednocześnie gotowym zespołem do walki o TAURON Ligę. Natomiast my również musimy zweryfikować spojrzenie na naszą ekipę. Dużo ludzi widzi i stawia nas w roli faworytów w wielu starciach. Ja uważam, że wcale tak nie jest, ponieważ jestem zdania, że jesteśmy normalnym, pierwszoligowym zespołem. Absolutnie nie jesteśmy zespołem z topu i takie mecze właśnie to pokazują. Do czołowych drużyn jest nam jeszcze bardzo daleko. Myślę, że nawet nie jesteśmy w stanie w tym sezonie wejść na ten poziom wyżej. Chodzi mi o drużyny pokroju Energetyka Poznań, UNI Opole czy też Stali Mielec. To są formacje z nieco innej ligi.

Czy macie pomysł w jaki sposób wyeliminować przestoje?

– Pracujemy przez cały czas w tygodniu bardzo ciężko. Nie mogę odebrać zawodniczkom zaangażowania, ponieważ lubią ciężko pracować i nie boją się tego. W tygodniu wygląda to dobrze, ponieważ wszystko dobrze przepracowujemy. Na dobrą sprawę wystarczyłoby tylko to przenieść na sobotni mecz. Muszę docenić klasę przeciwnika, ponieważ ten zespół był dla nas za mocny. Z takim zespołem nie wystarczy zagrać dobrze. Należy rozegrać bardzo dobre sezonu, żeby z nimi wygrać. Wzmocnienia, które nastąpiły w styczniu w obozie z Mielca są znaczące. Do zespołu dołączyły: Klaudia Felak, Kinga Hatala oraz Julita Molenda, to dziewczyny, które mają przeszłość w ekstraklasie. Na razie może wszystkie nie grają, ale na treningach zapewne ta jakość jest zupełnie inna. Tak jak już wspomniałem, zawodniczki z Mielca zagrały jak profesorki. 

Uważam, że zagraliśmy dużo lepszy mecz niż tydzień temu w Gliwicach, ale to nie wystarczyło na dobrą Stal Mielec. Nie ma się nad czym zastanawiać, jak to wyeliminować. Gdybyśmy przenieśli wszystko to, co prezentujemy w tygodniu, to może udałoby się zwyciężyć. Do dwudziestego punktu graliśmy jak równy z równym, a nawet mieliśmy przewagę. To nie jest tak, że nie potrafimy się postawić takiemu faworytowi, ale końcówki pokazują, która drużyna jest bardziej doświadczona. Po tym dwudziestym punkcie zespół z Podkarpacia nie popełniał błędów, a my zrobiliśmy ich tyle, że zarówno pierwszego, jak i drugiego seta oddaliśmy na tacy. W trzeciej partii powietrze zeszło z moich podopiecznych. Gdy na nie spoglądałem, zdawałem sobie sprawę, że bardzo ciężko będzie się podnieść. Oczywiście próbowaliśmy zmian oraz gry w innym ustawieniu, ale to nie zaskoczyło. Stal jest bardzo dobrze dysponowana, a to jest jej czwarte zwycięstwo z rzędu bez straty seta. Do tej pory uważałem, że UNI Opole jest głównym faworytem do awansu, ale jeśli zobaczymy finał pomiędzy Mielcem, a Opolem to wcale nie byłbym zaskoczony. Jestem zdania, że w tej chwili są to dwa zespoły, które są zdecydowanie lepsze od pozostałych drużyn.

Wspomniał pan o meczu w Gliwicach. W ubiegłym tygodniu dość niespodziewanie tam przegraliście z miejscowym AZS-em Politechniki Śląskiej. Co nie zagrało w tym pojedynku?

– Nie ukrywam, że tamta porażka była o wiele bardziej rozczarowująca niż ta dzisiejsza, choć tym razem byliśmy bliżej triumfu, ponieważ mogliśmy urwać jednego i drugiego seta. W tamtym meczu ekipa z Gliwic ciągle miała przewagę sześciu, ośmiu, a nawet dziewięciu punktów. Partię, w której zwyciężyliśmy, AZS wygrywał 18:9 i go przegrał. Na początku sezonu uważałem, że Gliwice mają potencjał, tak jak nasza ekipa. Nie uważałem, że ten zespół był od nas słabszy. My dobrze zaczęliśmy tę ligę, ponieważ trafiło nam się kilka szczęśliwych zwycięstw. Z kolei AZS Politechniki Śląskiej Gliwice miał kilka potknięć na własne życzenie. Gliwiczanki zagrały bardzo dobrze i myślę, że był to jeden z ich najlepszych meczów w sezonie. Gdyby grały cały czas tak jak z nami to mogłoby być tak, że drużyna z Gliwic byłaby w czołówce tej ligi. W tym meczu popełniliśmy trzydzieści dwa błędy własne i to nie pozwoliło nam na to, żeby to spotkanie wygrać. Gdy popełnia się czternaście błędów w polu zagrywki, to ciężko myśleć o jakimkolwiek zwycięstwie. To właśnie słaby serwis zadecydował. Za bardzo chcieliśmy wygrać z AZS-em i to chyba obróciło się przeciwko nam. Tam jechaliśmy po punkty, a w tym meczu wiedzieliśmy, że nie jesteśmy pretendentem do wygrania. Zamierzeniem było wyjść i się bić. 



Za wami jest już intensywny terminarz, który miał miejsce w styczniu. Czy udało wam się odpocząć, zregenerować siły i odetchnąć?

– Myślę, że tak. Od napiętego stycznia minęły już dwa tygodnie i absolutnie nie tłumaczyłbym się tym, że jesteśmy fizycznie zmęczeni. Aktualnie trenujemy praktycznie pełną czternastką, mam wszystkie zawodniczki do dyspozycji. Zawsze staramy się grać najlepiej, jak potrafimy. Wiedziałem, że druga runda będzie dla nas trudniejsza, aniżeli ta pierwsza, ponieważ zespoły już nas znają, rozpisują oraz przygotowują taktycznie. To też ma duży wpływ, że nie gra nam się łatwo. Do końca rundy zasadniczej pozostało siedem spotkań. Mogę obiecać tylko tyle, że w każdym meczu będziemy wychodzić na parkiet i walczyć. Nie mogę zapewnić, ile starć wygramy, a ile przegramy. Ciężko jest mi to powiedzieć, ponieważ liga jest bardzo wyrównana. Na dobrą sprawę każdy z każdym może tutaj wygrać. Na razie Olimpia Jawor odstaje, ale my ten cel minimum już osiągnęliśmy, ponieważ mamy stuprocentowe utrzymanie. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby klub się rozwijał jako organizacja oraz żeby udało nam się zaistnieć w pierwszej lidze przez kilka lat. Kadrowo składy się mogą zmieniać, wszak zawodniczki przychodzą i odchodzą. Muszę dbać o wizerunek i dobro klubu, żeby marka Płomienia nieustannie szła do przodu. Nie ukrywam, że cieszą mnie wszystkie zwycięstwa. Po każdym triumfie jestem dumny z dziewczyn. Denerwuję się, kiedy popełniamy głupie, proste i banalne błędy tak jak właśnie w końcówkach setów tego pojedynku. To są kobiety i wiem, że nie robią tego umyślnie ani celowo. One chciałyby skończyć tę piłkę albo dać asa serwisowego. Ręka zadrżała raz, drugi raz, a tak doświadczony przeciwnik nie wybacza takich pomyłek. 

Stal Mielec jest zespołem, który ogólnie w meczu popełnia bardzo mało błędów. Zazwyczaj ma ich o połowę mniej od przeciwnika. Jednak walczymy dalej, ponieważ za tydzień jedziemy na ciężki teren do Tarnowa. PWSZ ciągle jest w walce o czołową czwórkę. Myślę, że jak wyrzuci kogokolwiek z tego grona to nas. Może tak być, ponieważ trzy pozostałe drużyny mają sporą przewagę. Tylko my jakoś się broniliśmy, ponieważ niektóre starcia układały się korzystnie dla nas. Jednak czy sportowo jesteśmy gotowi na grę w fazie play-off? W tym miejscu postawiłbym duży znak zapytania.

Kiedy rozmawiałem z panem miesiąc temu, wspomniał pan, że najlepszym meczem w waszym wykonaniu był właśnie ten z ekipą z Tarnowa. Czy za tydzień szykuje się mecz podobny do tego dzisiejszego?

– PWSZ Tarnów musi wygrać ten mecz, ponieważ nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek wpadki. Ten zespół będzie grał u siebie i będzie chciał nas „zjeść”. Jestem przekonany, że gra od początku będzie agresywna. Zawodniczki z Tarnowa na pewno w głowach mają to, że przegrały u nas z kretesem 3:0 po naszym dobrym meczu.

Zdaję sobie sprawę, że to będzie wojna. Jeżeli zagramy tak jak do dwudziestego punktu w pierwszym i drugim secie, to może być to bardzo ciekawe widowisko. Mam nadzieję, że nie skończy się w trzech setach, chyba że dla nas. Zapowiada się wielki bój, ponieważ dla nas jest to również mecz ostatniej szansy. Jeżeli chcemy swoje marzenia, a nie cele zrealizować i utrzymać się w czwórce i zagrać w fazie play-off na koniec sezonu, to to starcie może mieć kluczowe znaczenie. Jeśli przegramy, to Tarnów wjedzie do czwórki i już może nas wyprzedzić o punkt. Nie jestem w stanie przewidzieć, jaki będzie rezultat spotkania. Przede wszystkim w poniedziałek musimy wrócić do treningu i pracować do przyszłej soboty dzień po dniu, żeby przygotować się możliwie w jak najlepszy sposób. Pojedziemy z nastawieniem na walkę, natomiast wynik jest otwarty. PWSZ Tarnów jest mocną drużyną z gwiazdami w składzie pokroju Klaudia Kaczorowska.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga kobiet

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2021-02-14

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved