Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > I liga mężczyzn > Krzysztof Janczak: Bierzemy tę porażkę na klatę

Krzysztof Janczak: Bierzemy tę porażkę na klatę

fot. KFC Gwardia Wrocław

– Teoretycznie graliśmy nieźle, ale mieliśmy takie momenty, w których traciliśmy punkty seryjnie. To najbardziej boli – powiedział po porażce z Lechią Tomaszów Mazowiecki szkoleniowiec wrocławskiej drużyny Krzysztof Janczak.

Siatkarze eWinner Gwardii Wrocław nie przerwali serii porażek. W Tomaszowie Mazowieckim przegrali 2:3, mimo że prowadzili już 2:1. – Był to trudny mecz. Tomaszowianie robili różnicę zagrywką. My nie przyjmowaliśmy tak jak oni tych trudnych serwisów. Oni na wysokich piłkach w ataku sobie radzili, a my niestety nie. To była największa nasza bolączka. Jest to nasza kolejna porażka, ale bierzemy ją na klatę i walczymy dalej – powiedział Krzysztof Janczak.



Szczególnie żałował on czwartego seta, w którym wrocławianie mieli już pięć oczek przewagi, a przy prowadzeniu 2:1 w setach mieli olbrzymią szansę na zdobycie pełnej puli punktów, co im się jednak nie udało. – W czwartym secie mieliśmy kontrę na 9:3, ale jej nie wykorzystaliśmy. Szkoda takich momentów, bo gra nam się zupełnie posypała i zrobiło się po 9. Teoretycznie graliśmy nieźle, ale mieliśmy takie momenty, w których traciliśmy punkty seryjnie. To najbardziej boli – dodał.

Odniósł się także do świetnej postawy Mateusza Piotrowskiego, który był liderem Lechii, na swoim koncie gromadząc 30 punktów. Atakujący gospodarzy nie tylko zdobywał punkty na siatce, ale też utrudniał życie rywalom w polu serwisowym. – Wychodził na zagrywkę i nas bombardował. My tych serwisów nawet w górę nie przyjmowaliśmy i w tym był problem. Zagrał fajny mecz. Słusznie otrzymał statuetkę MVP, bo był siłą napędową tomaszowian – ocenił Janczak.

Dał on szansę gry w podstawowym składzie młodemu Tytusowi Nowikowi. Wprawdzie niedoświadczony przyjmujący popełnił błędy w końcówce meczu, ale na jego przestrzeni pokazał się z dobrej strony. Nie ukrywa jednak, że temu występowi towarzyszyły spore emocje. – Czułem się zestresowany, chociaż nie był to taki stres, który by mnie totalnie paraliżował. Na początku dobrze mi szło, ale w tie-breaku padłem fizycznie. Byłem zmęczony, ale mam nadzieję, że w kolejnych meczach będzie lepiej. Będę walczył, żeby coraz częściej zaczynać mecze w podstawowym składzie – zakończył Tytus Nowik, przyjmujący dolnośląskiej ekipy.

źródło: Gwardia Wrocław - facebook, opr. własne

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn

Tagi przypisane do artykułu:
, , ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-12-07

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved