Przedostatni sprawdzian przed mistrzostwami Europy Polacy zaliczyli na piątkę z plusem. W Memoriale Huberta Wagnera odnieśli komplet zwycięstw z rywalami z górnej półki – Słowenią, USA i Francją. Bardzo dobrze spisał się Bartłomiej Bołądź. Konkurent na pozycji atakującego docenił swojego kolegę, ale i rywala. – Uważam, że Bartek jest aktualnie w bardzo dobrej formie. Jeśli ja będę musiał wchodzić z ławki, nie będzie w tym nic dziwnego – powiedział Kewin Sasak.
Poważny sprawdzian
W miniony weekend polscy siatkarze zakończyli zmagania w XXIII Memoriale Huberta Jerzego Wagnera na pierwszym miejscu. Turniej był idealną okazją do sprawdzenia się przed mistrzostwami Europy, które startują już 9 września. Zanim siatkarze dotarli do Krakowa odbyli zgrupowanie w Zakopanem, więc w nogach mieli sporo obciążeń. – To nie był nasz turniej docelowy, więc sztab traktował to jako trening. Nie przesuwaliśmy naszych planów z przygotowania. Podczas turnieju robiliśmy dwie siłownie. Gra po południu była dodatkiem do przygotowań i sprawdzenia się z mocnymi przeciwnikami – wyznał Kewin Sasak. Czy miał jakieś indywidualne cele na to wydarzenie? – Nie ma co ukrywać, że ogranie będzie przychodziło z każdym meczem. Z tego, jak to wyglądało tutaj, jestem zadowolony. Tak naprawdę w sobotę rozegrałem pierwsze dłuższe spotkanie w dłuższym wymiarze czasowym od bardzo dawna, bo tak naprawdę od finału PlusLigi nie pograłem za dużo. Było to dla mnie ważne przełamanie. Wiem, w czym trzeba się jeszcze poprawić i jak trenować. Forma przyjdzie w odpowiednim momencie – dodał.
Pełna mobilizacja
Podczas Memoriału Huberta Jerzego Wagnera Bartłomiej Bołądź pokazał się ze świetnej strony i zasłużenie zgarnął dwie nagrody indywidualne – dla najlepszego atakującego i MVP turnieju. Tym samym udowodnił, że na ten moment to on gra pierwsze skrzypce w ataku reprezentacji Polski. Jednakże każdy, w tym Kewin Sasak, miał okazję wystąpić na boisku w krakowskiej TAURON Arenie. – Wszystkie ręce na pokład. W zależności od tego, co w danym momencie będzie potrzebowała drużyna, wszyscy będą gotowi. Jeśli już trzeba będzie wejść na boisko, to każdy będzie dawał z siebie maksa. Zarówno ja, jak i cała drużyna mamy takie podejście – przyznał Sasak.

Rywalizacja armat
Choć współpraca między atakującymi jest bez zarzutu, rywalizacja również jest obecna. Jak oddziałuje na nastrój w drużynie? – Myślę, że bardzo dobrze wpływa. Jeśli jest dwóch atakujących na wysokim poziomie i każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony, jest to bardzo motywujące dla obydwu z nas. Uważam, że Bartek jest aktualnie w bardzo dobrej formie. Jeśli ja będę musiał wchodzić z ławki, nie będzie w tym nic dziwnego. Będę się wówczas starał, żeby moje wejścia były jak najlepsze – dodał atakujący.
Trudny powrót
Kewin Sasak wciąż odbudowuje się po kontuzji barku, z którą borykał się od końcówki 2025 roku. Atakujący zdołał uniknąć operacji, ale musiał przez dłuższy czas pauzować i ominęło go sporo spotkań w sezonie ligowym. Do gry wrócił dopiero pod koniec marca. Jak czuje się obecnie? – Zawsze jest to kwestia czasu. Powrót po ciężkiej kontuzji nie jest łatwy, to na pewno. Stabilizacja i, że tak powiem, już nie zaprzątanie sobie głowy sytuacją zdrowotną, pozwala skupić się wyłącznie na treningu. I to dla nas jest najważniejsze. Optymalna forma przyjdzie na najważniejsze momenty w nadchodzącym turnieju – przyznała armata polskiej kadry.









