Strefa Siatkówki – Mocny Serwis
Strona Główna > Aktualności > PlusLiga > Jakub Bednaruk: Mecz znowu nam się wymknął w przeciągu dwóch minut

Jakub Bednaruk: Mecz znowu nam się wymknął w przeciągu dwóch minut

fot. Klaudia Piwowarczyk

– Po prostu jesteśmy w takim miejscu, gdzie teoretycznie przed sezonem każdy by nas na to miejsce skazywał. Nie zrobiliśmy nic więcej, niż to, co się o nas mówiło i co o nas się sądzi. Liczyliśmy na coś więcej i z resztą cały czas liczymy. Wystarczą dwa mecze do przodu i będziemy w stanie przeskoczyć w tabeli. Pewnie do samego końca będziemy liczyć te punkty – powiedział w rozmowie ze Strefą Siatkówki trener MKS-u Będzin Jakub Bednaruk. Jego zespół w czwartek przegrał z Cerradem Enea Czarni Radom 1:3. 

 



Można powiedzieć, że to był trochę mecz za sześć punktów? 

Jakub Bednaruk: – A który dla nas nie jest za sześć? Jesteśmy na ostatnim miejscu w tabeli i próbujemy gonić, ale to gonienie nam nie wychodzi. Z drugiej strony, cieszymy się, że nikt nam też za bardzo nie ucieka, więc ten status quo jest zachowany. Nie spodziewaliśmy się jednak, że w starciu z radomianami nie zapunktujemy. Po tym drugim secie, a nawet i w trakcie trzeciego, wszystko wskazywało na to, że powinniśmy zapunktować, nawet za trzy. Mecz znowu nam się wymsknął w przeciągu dwóch minut w trzeciej odsłonie. Tak samo, jak wymknęły nam się te sety w ciągu dwóch minut z ZAKSĄ i z Vervą Warszawa. 

To są takie sety, które jakby je pododawać, to moglibyście być trochę wyżej w tej tabeli. 

– Ale nie jesteśmy. To jest nasz problem, że nie potrafimy domknąć meczu. Jak mamy Czarnych Radom na kolanach po tym drugim secie, to w trzecim zaczynamy od 4:8 i ja już muszę brać czas, bo robimy trzy błędy taktyczne – mamy coś zrobić, a robimy dokładnie odwrotnie, bo poczuliśmy się za pewnie po takim łatwym drugim secie. Nie umiemy tego zrobić, uczymy się. Każdy trening jest punktowany tak, aby właśnie zamykać te sytuacje. Walczymy, ja mojemu zespołowi nie zarzucam tego, że nie walczymy, albo, że źle gramy czy się nie staramy. Po prostu jesteśmy w takim miejscu, gdzie teoretycznie przed sezonem każdy by nas na to miejsce skazywał. Nie zrobiliśmy nic więcej, niż to, co się o nas mówiło i co o nas się sądzi. Liczyliśmy na coś więcej i z resztą cały czas liczymy. Wystarczą dwa mecze do przodu i będziemy w stanie przeskoczyć w tabeli. Pewnie do samego końca będziemy liczyć te punkty, zwycięstwa. Nikt nam specjalnie nie ucieka, ale i my nie gonimy i to jest najgorsze. 

Patrząc na kilka waszych ostatnich meczów, wydaje mi się, że trochę poprawiliście skuteczność na kontrze w końcówkach, ale chyba nadal pogrążają MKS Będzin proste błędy własne. 

– W jednym secie nie przyjęliśmy dobrze i nie skończyliśmy akcji na wysokiej piłce. Najgorsze jest to, że doskonale wiedzieliśmy, gdzie rywale zaserwują i jeszcze zagrywali w takim naszym ustawieniu, że ciężko mi było ściągnąć Rafała Sobańskiego, bo on w kolejnym ustawieniu wchodził pod siatkę. Może gdybym zrobił tę zmianę wcześniej… Trafili nas w ciężkim ustawieniu przy stanie 19:19, mieliśmy swoje kontry, rywale mówili: „grajcie”, a myśmy tego nie wzięli. Jesteśmy zawiedzeni, ale to nie jest tak, że ja tu będę płakał i mówił kupcie mi zawodnika, bo nie mam przyjmującego. Nie mamy pieniędzy, więc nie kupujemy. Skupmy się na tym, żeby to co jest, dobrze funkcjonowało. Moi zawodnicy naprawdę dobrze trenują. Ja szukam zawsze pozytywów. Bardzo dobrze graliśmy w tym meczu na środku, rewelacyjnie w bloku. Dopóki żył nam jeszcze Rafał Faryna, bo potem trochę umarł, to grał rewelacyjnie. Trzeba ocenić to, jaki jest potencjał drużyny i ile możemy zdziałać. Oczywiście, brakuje nam niewiele, żeby punktować, ale to jeszcze przyjdzie. 

Przed wami mecz z zespołem z Zawiercia, który można powiedzieć, też jest trochę w kryzysie… 

– Czarni Radom też byli. 

Jednak wydaje się, że ten poziom zawiercian ostatnio idzie w górę. 

– Czarni Radom też ostatnio nie wygrywali. Wiedzieliśmy, że zagrają pierwszego seta dobrze, bo tak właśnie ostatnio grali, a później było gorzej. Wszystko wskazywało na to, że tak będzie i teraz, że po dobrym początku będziemy w stanie ich złamać, a tymczasem w czwartym secie to oni nas złamali, a nie my ich. Ja zastanawiam się nad tym, jak zrobić tak, żeby dojść do poziomu wyniku po 22:22, a następnie zrobić dwie pozytywne rzeczy, tak jak udało nam się to w meczu z ZAKSĄ, kiedy dobrze poszliśmy w bloku. Tym razem była końcówka seta, a my zostawiliśmy Sandera, który jest jedynym atakującym w VI strefie, bez bloku. To są takie rzeczy, które robią różnicę. Radomianie też krwawili w tym meczu na lewym skrzydle, Loh nie grał rewelacyjnie. My również mieliśmy problemy w tej strefie. Zrobiliśmy dwa błędy, sędzia nam gwizdnął podwójne odbicie, którego ja osobiście uważam, że nie było. Takie decyzje w końcówkach setów przy wysokiej piłce można oceniać różnie. Ja ogólnie nie jestem fanem gwizdania podwójnych piłek, bo jeżeli sędzia widzi złą postawę rozgrywającego, to nabiera powietrza i już gwiżdże, a jak widzi środkowego, to już w ogóle gwiżdże przed akcją. My mieliśmy jednak wszystko po swojej stronie, mieliśmy to wszystko skończyć w pierwszej akcji, ale się nie udało. Trenujemy dalej, jedziemy dalej i tyle. 

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, PlusLiga

Tagi przypisane do artykułu:
, ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-12-04

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2021 Strefa Siatkówki All rights reserved