Strona główna » Jeszcze dwa lata temu był anonimowy. Nie dowierzał wiadomości od Grbicia. „Śmieszna historia” [wywiad]

Jeszcze dwa lata temu był anonimowy. Nie dowierzał wiadomości od Grbicia. „Śmieszna historia” [wywiad]

inf. własna

fot. volleyball.world

W zaledwie dwa lata jego kariera potoczyła się tak, że nigdy by tego nie przewidział. Jeszcze rok temu debiutował w młodzieżowej reprezentacji U21. Wkrótce rozpocznie przygotowania pod okiem Nikoli Grbicia. Wojciech Gajek to jeden z największych młodych talentów na pozycji atakującego. W rozmowie dla Strefy Siatkówki opowiedział o kulisach powołania do seniorskiej kadry i o tym, jak wiele zyskał w ostatnim czasie.

Rozmawiamy krótko po dużym sukcesie uniwersyteckiej drużyny, w której grasz. Zwycięstwo w finale Konferencji Big West, dodatkowo zostałeś wyróżniony statuetką MVP. To duże osiągnięcie.

– Tak, to zwycięstwo było podsumowaniem sezonu zasadniczego u nas w Konferencji. Nasza konferencja stoi na najwyższym poziomie, także zarówno mecz półfinałowy z UC Irvine i mecz finałowy z Hawaii Rainbow Warriors były bardzo wyrównane. Oba stały na bardzo wysokim poziomie, więc to zwycięstwo dużo znaczy dla mnie indywidualnie przez mój występ wyróżniony nagrodą MVP, ale też dla drużyny. Daje nam on przepustkę do finałów ogólnokrajowych, które zaczynamy już w przyszłym tygodniu.

Jak ci się żyje za oceanem, tak daleko od domu?

Na pewno jest to coś, do czego trzeba się przyzwyczaić na początku. Pierwsze kilka miesięcy było na pewno najtrudniejsze. Teraz jest już trochę łatwiej. Mimo, że nie mieszkałem w ostatnich kilku latach konkretnie w domu, to jednak na weekendy wracałem. Mieszkam w Katowicach, grając w Jastrzębiu-Zdroju miałem około 40 minut drogi do domu, więc trochę byłem przygotowany na to mieszkanie poza domem, ale jednak teraz to zupełnie inna sytuacja.

Różnica czasowa na pewno nie ułatwia sprawy.

– Dokładnie. Bardzo rzadko rozmawiam z rodzicami przez telefon. Ciężko jest się zgrać czasowo, ale staramy się cały czas informować siebie nawzajem przez telefon na bieżąco.


Jesteś w tej grupie osób, które zachwycają się Stanami Zjednoczonymi?

– Z czasem to po prostu się stało, że życie tutaj bardzo mi się podoba. Myślę, że największa taka różnica na plus to ładna pogoda cały rok.

Udało ci się zwiedzić trochę kraju?

– Tak, Long Beach jest położone około 20-30 minut od Los Angeles i ogólnie południowa Kalifornia ma naprawdę sporo ładnych miast z pięknymi plażami. Wiele rzeczy tutaj można robić i jest to na pewno fajne miejsce do mieszkania. Myślę, że jedyny taki minus to, że jest tutaj drogo, ale poza tym naprawdę życie tutaj jest bardzo przyjemne.

Z rozmowy z Julią Orzoł wiem, że żeńska siatkówka w USA, nawet na poziomie tej uniwersyteckiej cieszy się dużym zainteresowaniem. Jak to jest w przypadku męskiej?

Na pewno nie jest to aż tak wysokie zainteresowanie, jak w przypadku żeńskiej siatkówki, ale jest to sport, który bardzo rośnie w ostatnich kilku latach. Nawet dla przykładu, finały, które ostatnio graliśmy oglądało na żywo prawie 5 tysięcy ludzi i ten doping było słychać. Tym bardziej jest to coś godnego podziwu, zwłaszcza, że wielu fanów drużyny z Hawajów przyleciało specjalnie na ten mecz. Praktycznie mieli swój domowy kort na wyjeździe, więc to jest na pewno godne podziwu. Fani tutaj też są bardzo zaangażowani w nasze życie, rozmawiają z nami po meczu, dają nam różne prezenty i czuć od nich to wsparcie.

Jak wiele dało ci to zupełnie nowe doświadczenie?

– Na pewno nigdy bym nie powiedział, że żałuję przyjścia tutaj. Jest to na pewno trochę inne spojrzenie na siatkówkę, trochę inny rodzaj siatkówki, inne opinie trenerów i uważam, że ten rok bardzo dużo mi dał. Nie tylko jako zawodnikowi, ale również po prostu jako człowiekowi. Dowiedziałem się dużo o sobie samym i pozwoliło mi to urosnąć nie tylko jako zawodnik, ale również jako człowiek.

Nikola Grbić z ważną wiadomością. „Śmieszna historia”

W takim razie porozmawiajmy o najważniejszej w ostatnim czasie informacji dla ciebie. Po raz pierwszy otrzymałeś powołanie do seniorskiej reprezentacji Polski. Jak zareagowałeś na wiadomość od trenera Grbicia?

– Jest to śmieszna historia. Akurat byłem tutaj u naszej klubowej fizjoterapeutki i nagle dostałem wiadomość na Whatsappie. Oczywiście zaniemówiłem. Od razu napisałem wiadomość do mamy, nawet nie pamiętam, która była wtedy u nich godzina. Rodzice od razu tę wiadomość odebrali, mama nawet zaproponowała, żebym sprawdził numer u trenera Piotra Grabana (trenera kadry U22 – przyp. red.) czy aby na pewno nikt nie robi sobie żartów.

Jest to super wyróżnienie. Zajęło mi to kilka godzin, żeby ta informacja w ogóle doszła do mnie. Jestem naprawdę dumny z siebie i bardzo dziękuję za to wyróżnienie. Nie mogę się już doczekać, żeby zacząć współpracować z trenerem Grbiciem

Patrzę na Twój przypięty post na Instagramie. „To był zaszczyt reprezentować mój kraj na tak dużej imprezie” – napisałeś o występie na MŚ U21. Spodziewałeś się, że w kolejnym sezonie możesz rozpocząć przygotowania z seniorami?

– Myślę, że to było na pewno gdzieś z tyłu głowy po turnieju w Chinach (Mistrzostwa Świata U21 – przyp. red.), ale tak po prostu patrząc z perspektywy ostatnich dwóch lat, jak to się wszystko szybko potoczyło. Zeszły sezon był dopiero moim pierwszym w młodzieżowej reprezentacji, więc już wtedy to było dla mnie duże wyróżnienie. Teraz patrząc na to, że rok później dostałem już powołanie na szeroką kadrę seniorskiej reprezentacji… Jest to naprawdę spore wyróżnienie i cieszę się, że się wszystko tak potoczyło.


Nieważny czas, a samo doświadczenie

Zgrupowanie w Spale ma się rozpocząć 4 maja. Kiedy ty dołączysz do grupy?

– Rozmawiałem już z trenerem i nasz turniej finałowy będzie trwał w dniach 9-11 maja, więc jak najszybciej po finałach pojawię na zgrupowaniu. Mój lot do Polski będzie zapewne 13-14 maja i od razu po powrocie dołączę do grupy.

Jakie uczucia towarzyszą ci w związku z debiutem? Stresujesz się?

– Oczywiście. To jest coś pięknego, że zawodnicy, których oglądałem w telewizji czy podziwiałem na żywo, teraz będę mógł z nimi trenować wspólnie na jednej hali i być częścią tej drużyny. Wszystkim nam przyświeca jeden cel, czyli reprezentacja naszego kraju. Jest to coś cudownego dla mnie. Nie mogę się doczekać, żeby wszystkich zawodników poznać.

Co chciałbyś wynieść dla siebie na przyszłość z tego doświadczenia?

– Dużo da mi przede wszystkim poznanie tych wszystkich chłopaków i sam wiem z doświadczenia, że trenowanie z seniorską drużyną, bo w Jastrzębiu miałem taką okazję wielokrotnie. Nawet jeśli będą to dwa lub trzy tygodnie, to będę w stanie dużo z tego doświadczenia wynieść dla siebie. Wiem, że chociażby trenowanie z Jastrzębskim Węglem rok temu w sezonie przygotowawczym, bardzo dużo mi dało i widziałem efekty od razu po powrocie do trenowania z młodzieżową drużyną. Więc treningi z seniorską kadrą na pewno mi pomogą pod kątem rozwoju w młodzieżowej reprezentacji U22. Czekają nas bowiem mistrzostwa Europy w Portugalii, których też nie mogę się doczekać.

W pięknych słowach o Maksymilianie Graniecznym

Zadebiutujesz wraz z kilkoma dobrymi znajomymi z młodzieżowych lat. Pewnie wspólny początek drogi w seniorskiej kadrze trochę ułatwi wam sprawę.

– Myślę, że na pewno. W grupie będzie raźniej. Jest to łatwiejsze, niż być jedynym takim debiutantem, ale jestem pewien, że starsi gracze nas dobrze przyjmą i nauczymy się od nich sporo, niezależnie od tego, jak długo będziemy z nimi trenować.

Młodsze roczniki dobrze trafiły, że teraz kadrę prowadzi Nikola Grbić. Trener co roku szuka nowych talentów.

– Tak, myślę, że perfekcyjnym przykładem jest Kuba Nowak. Nie zagrał wtedy jeszcze meczu w PlusLidze, a dostał szansę w kadrze i zaowocowało to następnymi powołaniami dla niego. Był to naprawdę duży wyczyn. Pozdrawiam go serdecznie i mam nadzieję, że będzie więcej takich historii w tym roku.

Będziesz kolejnym wychowankiem Akademii Talentów Jastrzębskiego Węgla, który zadebiutuje w seniorskiej kadrze. Rok temu był to Maks Granieczny, szansę dostał też Michał Gierżot…

– Tak, to na pewno nie jest tajemnica, że Akademia wypuszcza bardzo dużo dobrych graczy. Co roku stanowią o sile zarówno najlepszych klubów w Polsce, jak i reprezentacji. Z Maksem Graniecznym miałem okazję grać w jednej drużynie i jest to naprawdę osoba, która ciężko pracuje na swój wynik. Do tego pozostaje wciąż świetnym człowiekiem i ta sława go wcale nie zmieniła. Nie jest to łatwe zadanie, gdy w wieku 15 lat debiutujesz w Lidze Mistrzów i wciąż pozostać z chłodną głową i ciężko pracować. Maks w pełni zasłużył na to, co się przydarzyło mu w zeszłym roku. Jestem szczęśliwy, że znów spotkamy się po jednej stronie siatki.

Oby tak było! W kadrze młodzieżowej grasz z numerem 24, w klubie z numerem 45. Jaki zobaczymy na twojej koszulce w seniorskiej reprezentacji?

– Z numerem 45 gram już od 4-5 lat. Historia z moim numerem w kadrze była taka, że zasady młodzieżowych mistrzostw świata pozwalały jedynie na numery od 1 do 24, więc musiałem niestety wybrać coś innego. Wrócę już teraz do numeru 45. Nie mam żadnej historii z tym numerem, dostałem go zupełnie losowo te 4 lata temu, ale spodobał mi się i po prostu z nim dostałem. Podoba mi się, że noszę numer, który nie jest aż tak popularny i mogę się z nim w pełni identyfikować.

fot. Wojciech Gajek – Instagram

Piłka nożna była pierwsza. „Lewandowskim bym nie został”

Grasz w siatkówkę od dziecka. Od samego początku to była twoja największa pasja i wiązałeś z nią zawodową przyszłość?

– Myślę, że każdy, kto zaczyna przygodę ze sportem, przez pierwsze kilka lat traktuje to bardziej jako rekreację. U mnie było podobnie. Na początku grałem cztery lata w Tychach, zaledwie 15 minut od mojego domu i to był start mojej przygody siatkarskiej. Później dwa lata spędziłem w Będzinie, gdzie grałem m.in. z Kubą Jurczykiem, który potem razem ze mną skierował się do Akademii Talentów Jastrzębskiego Węgla. Dopiero, gdy trafiłem tam, zrozumiałem, że chcę z siatkówką wiązać przyszłość. To był taki pierwszy mój poważny krok, który okazał się największym punktem zwrotnym w mojej karierze.

Ze wszystkich sportów, siatkówkę wybrałeś jako pierwszą opcję?

– Chciałem na początku zostać piłkarzem, jak każdy mały chłopiec. Moja mama pracuje w szkole sportowej, dostałem tam szansę, ale niestety nie oczarowałem skautów piłkarskich. Moi rodzice od zawsze byli fanami siatkówki i to oni zaproponowali, bym spróbował tej dyscypliny. Spodobało mi się od pierwszego treningu i teraz jestem tutaj, 10 lat później z powołaniem do seniorskiej reprezentacji kadry. Cieszę się, że taką decyzję podjąłem, bo Robertem Lewandowskim bym nie został.

Co było dla ciebie trudniejsze – rozwój techniczny czy mentalny?

Myślę, że techniczny. Na początku, te pierwsze lata są bardzo ważne, bo mogą one potem prowadzić do złych nawyków. Jest to więc bardzo istotne, żeby w tych pierwszych latach skupiać się na tym, ale sfera mentalna jest również bardzo ważna. Myślę, że sport uczy bardzo wielu rzeczy i pozwala on też na radzenie sobie z życiem poza siatkówką. Na pewno uczy rywalizacji, radzenia sobie z porażkami i są to cechy, które widzę, że mają przełożenie na moje życie pozasportowe.

Zapewne masz też swoje wzorce do naśladowania w świecie siatkówki?

– Tak, oczywiście. Moim takim największym wzorcem od najmłodszych lat jest Bartosz Kurek. Ostatnio właśnie przeglądałem sobie zdjęcia z Meczu Gwiazd z 2016 roku. Tam właśnie udało mi się zobaczyć go pierwszy raz na żywo. Pamiętam, że było to dla mnie wielkie wydarzenie. Na tym samym wydarzeniu udało mi się zrobić zdjęcie z trenerem Nikolą Grbiciem. Fajnie się na nie teraz patrzy, zwłaszcza, że już za trzy tygodnie będziemy razem współpracować. Bardzo lubiłem też śledzić Artura Szalpuka, Bartosza Bednorza i Aarona Russella, gdy grałem na przyjęciu.

Co zadecydowało w takim razie o zmianie pozycji na bardziej ofensywną?

– Moment, w którym już przestawiłem się na pozycję atakującego to był mój trzeci rok w Akademii. Myślę, że to była nawet nie tyle, że decyzja trenerów, ale też moja. Po prostu uznałem, że jest to pozycja, w której się lepiej sprawdzam na boisku. Nie byłem asem w przyjmowaniu, zwłaszcza zagrywek flotowych. Uważam, że ta zmiana była bardzo dobrą decyzją.

Dwa lata historii, której nigdy by nie przewidział

Na pewno zdajesz sobie sprawę z tego, że twoje nazwisko coraz częściej przewija się w kontekście przyszłości polskiej reprezentacji na pozycji atakującego. Te dwa lata zmieniły bardzo dużo?

– Myślę, że słuchanie takich rzeczy o sobie jest jak najbardziej motywujące. Na pewno miło słyszeć coś takiego o sobie. Chcę wypełnić to, co ludzie o mnie myślą. Myślę, że w porównaniu z tym, co było dwa lata temu, jestem znacznie bardziej rozpoznawalny. Występ w kadrze młodzieżowej w zeszłym roku był takim punktem w mojej karierze, który faktycznie sprawił, że stałem się bardziej rozpoznawalny. Wielokrotnie moi rodzice wysyłali mi artykuły o mnie, co wcześniej się nie zdarzało. To jest na pewno pozytywna różnica.

Jeśli spojrzałbyś na siebie za 5 lat, w jakim miejscu swojej kariery chciałbyś wtedy być?

– Jeśli zadałabyś mi to pytanie dwa lata temu, może byłbym w stanie na nie odpowiedzieć. Teraz, patrząc na to, jak się dla mnie potoczyły ostatnie dwa lata, to naprawdę ciężko byłoby mi na to pytanie odpowiedzieć.

Bardzo dynamicznie się to wszystko rozwinęło.

– Dokładnie. Nigdy bym nie przewidział 4 lata temu, że po roku od debiutu w młodzieżowej kadrze otrzymam powołanie do seniorskiej. Mam nadzieję, że moja kariera dalej będzie się rozwijać w takim tempie jak teraz. Za to trzymam kciuki.

Zobacz również:
Najmłodszy w kadrze Nikoli Grbicia. 16-latek był w szoku. „Zadrżały mi ręce”


PlusLiga