Bogdanka LUK Lublin w pierwszym meczu finału PlusLigi nie pokazała się z najlepszej strony. Mistrzowie Polski gładko przegrali z Aluron CMC Wartą Zawiercie i nie mieli zbyt wielu szans, aby odwrócić losy tego starcia.– Na gorąco wydaje mi się, że w każdym elemencie Zawiercianie byli lepsi. Po prostu grali lepszą siatkówkę, byli bardziej zorganizowani i bardziej cierpliwi. Nawet jeśli coś nie do końca im wyszło, potrafili zagrać z asekuracją lub ponowić akcję, więc grało się ciężko. Próbowaliśmy wrócić do tego spotkania, natomiast Warta Zawiercie nie dawała nam za bardzo dojść do głosu – podsumował w rozmowie ze Strefą Siatkówki Marcin Komenda.
Każdy element
Zabrakło wam argumentów, rywale zagrali tak dobrze, czy po prostu mieliście gorszy dzień? Jak podsumujesz to pierwsze finałowe spotkanie?
Marcin Komenda: – Warta Zawiercie była dużo lepsza, to nie ulega wątpliwości. Myślę, że ten mecz przypominał nieco rywalizację z poprzedniego sezonu, tylko w drugą stronę. Z tego, co pamiętam, tamte spotkania dość łatwo wygrywaliśmy. Natomiast na gorąco wydaje mi się, że w każdym elemencie Zawiercianie byli lepsi. Grali lepszą siatkówkę, byli bardziej zorganizowani i cierpliwi. Nawet gdy coś nie szło po ich myśli, potrafili ponowić akcję, co utrudniało nam zadanie. Próbowaliśmy nawiązać walkę, ale rywale nie pozwalali nam dojść do głosu.
Rywale zdobyli 25 punktów blokiem i zagrywką. Na ile przyjęcie przeszkadzało wam w grze?
– Były momenty, w których nie mieliśmy dobrego przyjęcia, ale zdarzały się też chwile, gdy potrafiliśmy przytrzymać tę piłkę. Natomiast całościowo, niestety, nie byliśmy stabilni w żadnym momencie. To nie tylko przyjęcie zaważyło o wyniku, ale wszystkie elementy – w ataku graliśmy słabo, a w bloku też nie byliśmy świetnie dysponowani. Jedyny pozytyw jest taki, że niezależnie od tego, czy przegralibyśmy 0:3, czy 2:3, stan rywalizacji byłby taki sam. Tak czy siak musimy jechać do Lublina i spróbować wrócić na dobre tory. Zrobimy wszystko, żeby tam zagrać lepiej i doprowadzić do stanu 1:1, bo wtedy emocje zaczną się od nowa.
Dużo i mało
Cztery dni wystarczą, żeby odmienić losy rywalizacji?
– Mecz meczowi jest nierówny i w środę może być zupełnie inaczej. Możemy zagrać zupełnie inne spotkanie, Zawiercianie też mogą zaprezentować się inaczej. Będziemy mieli atut własnej hali, więc mam wrażenie, że kolejny mecz będzie dużo ciekawszy i lepszy w naszym wykonaniu. Co to da? Zobaczymy. Wiemy, z jak mocnym przeciwnikiem się mierzymy, ale wielokrotnie pokazywaliśmy w tym sezonie, że jesteśmy zgraną paczką. Wierzę, że możemy wrócić na właściwą drogę i jeszcze tę rywalizację wygrać.
To jeszcze zapytam o wasz udział w akcji Cancer Fighters…
– Na licytację trafiła koszulka. Chcemy pomóc, bo ta inicjatywa jest fenomenalna i mamy wielki szacunek dla tego, co robią ci ludzie. Gdybyśmy mieli więcej czasu, na pewno zaangażowalibyśmy się jeszcze bardziej.









