Strona główna » Liga Narodów. Francuzi szukają rytmu. Pięciosetowy hit dla Japończyków!

Liga Narodów. Francuzi szukają rytmu. Pięciosetowy hit dla Japończyków!

inf. własna

fot. volleyballworld.com

W Orleanie siatkarze walczą nie tylko ze sobą o punkty w Lidze Narodów, ale także z halowym tropikiem. Dobrze odnajdują się w tym gospodarze, Francuzi, pokonując Serbów 3:0. Ciekawiej było w starciu Amerykanów z Japończykami. a oba zespoły szły łeb w łeb. Dopiero w piątym secie szala zwycięstwa przechyliła się na korzyść Azjatów, a na miano bohatera zapracował Ran Takahashi.

Jak jednym idzie, to drudzy stają w miejscu

Jednym z hitów przedostatniego dnia zmagań w Orleanie był pojedynek Amerykanów z Japończykami. Obie kadry poszły na całość, ale po pięciosetowym boju 2 oczka powędrowały na konto Azjatów. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, to przebojem do drużyny wdarł się Jake Hanes, na którego najpewniej dalej będzie stawiał Karch Kiraly. Z przytupem w mecz wszedł Matthew Anderson. Nie brakowało też dłuższych wymian – 5:5. Po stronie Japończyków cenne oczka dokładał Yuki Ishikawa, a to wszystko kontrował Jeffrey Jendryk. Od remisu po 10 prym zaczęła wieść reprezentacja USA – 13:10. Rękawice podjął jeszcze Ran Takahashi, ale po autowym ataku Masato Kai’a było już 1:0 dla Amerykanów – 25:18.

Wysoka wygrana nieco uśpiła siatkarzy zza oceanu. Sporo pytań bez odpowiedzi w głowie miał Karch Kiraly, zaś ręki w ataku nie zwalniał Kneto Miyaura, który zastąpił w sobotę Yuji’ego Nishidę. Blokiem Japończyków chciał postraszyć Torey DeFalco, wciąż jednak rozwiązań szukał Hodeomi Fukatsu. Wymiana ciosów trwała w najlepsze. Z niewielkiej przewagi cieszyła się kadra USA – 14:13, ale do rozstrzygnięć było jeszcze daleko. W samej końcówce w polu serwisowym zameldował się Tatsunori Otsuka, dając Japończykom oddech – 20:23, a to z kolei przełożyło się na remis w meczu 1:1 – 25:21.

Dopiero potem grano na żyletki

Trzecia część, to świetny start Micah Christensona, po którego zagrywkach było 4:0. Wówczas grę przerwał Laurent Tillie. Po czasie ciężar gry wziął na siebie Kento Miyaura. Nie miał on jednak łatwej przeprawy, bowiem rywale doskonale spisywali się w obronie, mając w ofensywnie rewelacyjnego Jacka Hanesa – 8:3, 10:5. Wypracowanie przewagi już na początku seta okazało się dla reprezentantów USA kluczem do sukcesu – 17:10. To zagrywki Hanesa okazały się przełomem. W ataku pałeczkę przejął Anderson, a za moment było 2:1 dla Amerykanów – 25:20.

Postawieni pod ścianą Azjaci nie dali za wygraną. Czwarta odsłona była z początku szalenie wyrównana – 7:8. Po stronie nominalnych gospodarzy cenne oczka dokładał Torey DeFalco. Miał on do pomocy McHenry’ego. Asa upolował Jack Hanes, ale w decydującym momencie Japończykom udało się podkręcić tempo. Rewelacją dale był Ran Takahashi, autowa zagrywka Ethana Champlina znów sprawiła, że na tablicy wyników był już remis – 2:2 (25:22). W tie-breaku, przy tak klasowych drużynach, wszystko mogło się wydarzyć. Obie strony grały na żyletki. Na finiszu lepiej zaprezentowała się jednak Japonia, a całość atakiem zamknął nie kto inny, jak Ran Takahashi – 15:13

USA – Japonia 2:3
(25:18, 21:25, 25:20, 22:25, 13:15)

Składy zespołów
USA: Anderson (16), Jendryk (9), DeFalco (17), Christenson (1), Hanes (25), McHenry (12), Shoji (libero) oraz Garcia, Ma’a, Hartke (1), Champlin
Japonia:
Fukatsu, Miyaura (20), Yamauchi (3), Takahashi (26), Ishikawa (7), Larry (9), Ogawa (libero) oraz Otsuka (2), Tomita (4), Kai (1), Nishimoto (2), Eiro

Tutaj nie było mowy o wpadce

Lepiej w spotkanie udało się wejść Trójkolorowym, którzy mimo wszystko w tym sezonie mają swoje wpadki. W meczu z Serbią nie było jednak na to miejsca, a już na starcie karty zaczął rozdawać Mathis Henno. Swoje robił Stephen Boyer, podczas gdy kąsać starał się Vuk Kulpinac. Różnica Francuzów rosła – 8:4, ale Serbowie słyną z tego, że walczą do końca. Tak też było i teraz, a sygnał do ataku swojej drużynie dał Pavle Perić. Asa dołożył od siebie jeszcze Aleksa Batak – 12:15. Pogoń Serbów sprawiała, że końcówka mogła się różnie potoczyć. Całość natomiast domknął Francois Huetz, co przełożyło się na prowadzenie Francuzów 1:0 – 25:23.

Druga odsłona, to już koncert podopiecznych Andrei Giani’ego. Blokiem co prawda postraszył Aleksandar Nedeljković, ale nie do zatrzymania był Mathis Henno, który upolował dwa asy – 4:2. Doskonale spisywał się też Trevor Clevenot. Co pomogło Brizardowi nieco odciążyć Boyera. Minuty mijały, a przewaga Trójkolorowych rosła – 8:4, 16:10. Za moment było już po secie, zaś Serbowie znaleźli się pod ścianą, przegrywając już 0:2 – 16:25. Wraz z trzecią częścią meczu ekipa nominalnych gości podjęła jeszcze rękawice. Gdy brakowało umiejętności i zgrania, to wkraczał charakter. Mimo wszystko reguły dyktowała Francja – 5:2, 8:4. Do końca walczył już Vuk Kulpinac, wspierany przez Brboricia oraz Sose, ale na niewiele się to zdało. Dystans znów sprzyjał czempionom z Paryża, co przełożyło się na ich wygraną 3:0 – 25:22.

Francja – Serbia 3:0
(25:23, 25:16, 25:22)

Składy zespołów
Francja: Brizard (1), Boyer (10), M. Henno (12), Clevenot (9), Huetz (6), Magnin (1), Diez (libero) oraz Tizi-Oualou, Gueye, Iyegbekedo, Rossi, Leon (1)
Serbia:
Batak (3), Perić (4), Stefanović (6), Brborić (6), Kulpinac (9), Nedeljković (5), Negić (libero) oraz Ristić (libero), Todorović, Sosa (6)

Zobacz również:

Wyniki i terminarz Ligi Narodów siatkarzy 2026

PlusLiga