Strona główna » Liga Narodów. Miał być hit, a był kit… Amerykanki pokazały gigantkom miejsce w szeregu

Liga Narodów. Miał być hit, a był kit… Amerykanki pokazały gigantkom miejsce w szeregu

inf. własna

fot. volleyballworld.com

Turniej Ligi Narodów w Osace zaraz dobiegnie końca, a o wszystko zagrają Polki z Japonkami. To jednak niejedyne niedzielne spotkania. Swoją klasę pokazały Amerykanki, które do zera wypunktowały Brazylijki. Jednostronnie było też w meczu Tajek i Turczynek, gdzie mistrzynie Europy – mimo falstartu, dopięły swego, zwyciężając 3:1.

Na dobre stanęły w miejscu

Po epickim boju z reprezentacją Polski Canarinhos stanęły w miejscu… to wręcz nie do pomyślenia, ale zespół Ze Roberto po porażce z Tajlandią – 0:3, nie podniósł się też w meczu z Amerykankami, przegrywając do zera. Mecz w mecz lepiej weszły Kanarki, bowiem po dwóch blokach Diany i ataku Any Cristiny było już 5:1. Wówczas grę przerwał Erik Sullivan, ale nic to nie dało. Blok dołożyła Julia, która podcięła skrzydła nawet Skinner. Dopiero przebudzenie Logan Eggleston rozbudziło Amerykanki. O ataku Asji O’Neal był już remis 10:10. Obie strony dawały z siebie maksa, grając niemal punkt za punkt – 16:16, 21:19, 22:22. W końcu rytm złapała też Avery Skinner, pojedynkująca się z Julią Bergmann. Ostatecznie inauguracja zakończyła się wygrana Amerykanek – 26:24, co uderzyło w morale Canarinhos.

Drugi set ułożył się z kolei pomyślnie dla siatkarek ze Stanów Zjednoczonych, a blokiem postraszyły Logan Egglestone oraz Dana Rettke – 6:4. Później inicjatywę przejęła Rosamaria, lecz nawet z pomocą Any Cristiny nie była ona w stanie zbudować dla swojej drużyny bezpiecznej przewagi – 13:9. Coraz częściej do głosu dochodziła też Jordan Thompson. W końcu zaś, pomimo wielu błędów, inicjatywę zaczęły wyraźnie przejmować Amerykanki – 21:19. Znakomity finisz odnotowała Avery Skinner, a za parę minut było już 2:0 – 25:22. Dwa przegrane w końcówkach sety na dobre pogrążyły Kanarki. Trzecia część meczu należała do wyjątkowo jednostronnych. Niewiele Ze Roberto przyniosło bazowanie na zmienniczkach, podczas gdy różnica na dystansie z korzyścią dla reprezentantek USA była porażająca. Całe spotkanie natomiast zamknęła Skinner – 25:16.

USA – Brazylia 3:0
(26:24, 25:22, 25:16)

Składy zespołów
USA: Poulter, Skinner (21), O’Neal (4), Thompson (16), Rettke (6), Eggleston (13), Hentz (libero) oraz Rodriguez (libero), Ogbogu (1), Banks
Brazylia: Diana (8), Rosamaria (13), Julia (3), Roberta (1), Ana Cristina (18), Bergmann (10), Marcelle (libero) oraz Macris, Lorena (1), Natinha (libero), Luzia, Helena, Kissy

Argumentów wystarczyło na seta?

Na kanwie wczorajszej wygranej nad Brazylią po kolejny sukces chciały sięgnąć Tajki. Mecz z Turczynkami przetestował je jednak od stup do głów, a sportowo Azjatki odstawały od mistrzyń Europy. Turczynki z opóźnieniem weszły w niedzielny mecz, nie spodziewając się takiej postawy swoich oponentek. W pierwszym secie szczęście uśmiechnęło się do Tajek. Na całość poszła Pimpichaya Kokram, pojedynkując się z Melissą Vargas – 3:3. Następnie na prowadzenie wyszły Turczynki, a blokiem na Sasipaporn popisała się Elif Sahin – 8:5. To samo za moment uczyniła Zehra Gunes, lecz na Pimpichayę nie było mocnych. Po jednym z ataków Vargas zrobiło się 15:9. Konsekwencją Azjatki odrobiły jednak straty, a po asie kapitan gospodyń był remis 22:22. Uśpione Turczynki przegapiły końcówkę seta, zaś blokiem domknęła wszystko Thatdao – 27:25.

Podrażnione podopieczne Daniele Santarelli’ego w kolejnych setach przejęły już inicjatywę. Cenne oczka dokładała Saliha Sahin, a coraz pewniej w ataku czuła się Sinhed Jack-Kisal – 8:5. Po ataku Yerpak Erkek było już 12:8. Niezmiennie Tajki stawiały na Pimpichayę, a nadzieję asem gospodyniom dała jeszcze Sasipaporn – 14:16. Nadzieja ta była jednak złudna, zaś Turczynki pewnie doprowadziły do remisu w meczu – 25:21 (1:1).  Najbardziej jednostronna była druga partia, choć początek był wyrównany – 7:7. Rękawice podjęła jeszcze Pornpun – 12:10, ale mimo prowadzenia Azjatki zostały sprowadzone na ziemię. Na Melissę Vargas do końca nie mogły one znaleźć patentu, a po ataku Salihy Sahin było już 2:1 dla nominalnych gościń – 25:19. Czwarta odsłona, mimo lepszych momentów Tajek, była niczym kropka nad „i”. Mistrzynie Starego Kontynentu dopięły swego, zwyciężając 25:22 (3:1).

Tajlandia – Turcja 1:3
(27:25, 21:25, 19:25, 22:25)

Składy zespołów
Tajlandia: Pornpun (5), Thatdao (12), Sasipaporn (10), Pimpichaya (25), Ajcharaporn, Kaewkalaya (8), Piyanut (libero) oraz Warisara (12), Kalyarat, Natthanicha, Sereh, Jidapa (libero)
Turcja:
Vargas (25), S. Sahin (12), Kisal (18), E. Sahin (3),  Gunes (10), Erkek (14), Orge (libero) oraz Ozbay, Yargin, Aydin (1), Basyolcu

Zobacz również:

Wyniki i terminarz Ligi Narodów siatkarek 2026

PlusLiga