Liga Narodów siatkarzy 2026 już w niedzielę dobiegnie końca. Przed szasną obronienia tytułu sprzed roku stoi reprezentacja Polski. Drużyna Nikoli Grbica pokonała Słoweńców 3:0. Cięższą przeprawę miał drugi z finalistów. Amerykanie o zwycięstwo musieli walczyć do utraty tchu, wygrywając z Japończykami. Finał już w niedzielę o godz. 13:30.
Inauguracja pod znakiem zamiany ról
Spotkanie otworzył Ran Takahashi, a blok dołożył od siebie Yuji Nishida, już na wstępie dając Japończykom prowadzenie – 2:0. Z czasem różnica ta wzrosła do 5:2, ale rękawice podjął niesamowicie skuteczny i efektowny Jake Hanes, ciągnąc Amerykanów ku górze. Pościg nie był łatwy, bowiem siatkarze z Kraju Kwitnącej Wiśni jeszcze parę razy odskakiwali – 10:7. Poziom z kolei nie zawodził, a mecz obfitował w długie akcje. Po asie Hanesa był reprezentacja USA była już w kontakcie – 12:11, zaś sprawy w swoje ręce wziął Matthew Anderson. Coraz skuteczniejszy był też Ethan Champlin, a przy stanie 17:15 dla Amerykanów grę przerwał Laurent Tillie. W samej końcówce Azjaci nie mieli nic do powiedzenia. Spotkanie na moment zwolniło, a po ataku w aut Yuki Ishikawy było 1:0 dla USA – 25:19.
Wychodzą na prostą!
Drugi set, to już inna bajka. Nie od dziś wiadomo, że Japończycy nigdy się nie poddają. Tak też było i tym razem. Sporo pracy miał teraz Erik Shoji. Na niesamowity poziom wskoczył Yuki Ishikawa, który dyktował tempo – 5:3, 7:4. Sygnał do ataku dał swoim kolegom blokiem Taylor Averill, a po asie Andersona był już remis po 7. Azjaci jednak nie odpuszczali – 12:9, zmuszając do wzięcia czasu Karcha Kiraly’ego. Dobrze w polu serwisowym spisał się Micah Ma’a, a siłą napędową nominalnych gości dalej był Jake Hanes. Mimo paru kolejnych szarż ekipa trenera Tillie trzymała nerwy na wodzy do końca seta. To z kolei dało im remis 1:1 – 25:23.
Jak się okazało, był to dopiero przedsmak. Trzecia partia, to dominacja Japończyków. Swoje od początku robił Ran Takahashi, a z niemal każdego miejsca był w stanie skończyć piłkę Yuki Ishikawa. Straszenie blokiem przez Merricka McHenry’ego Amerykanom nic nie dało – 5:5, 7:7, 13:11. Przede wszystkim reprezentanci USA popełniali za dużo błędów własnych. Bawił się zaś z nimi Hideomi Fukatsu – 19:15. Sama końcówka, to już koncert Nishidy, a za moment na prowadzeniu była już Japonia – 25:20 (2:1).
To nie miało prawa się tak skończyć!
Postawieni pod ścianą Amerykanie musieli iść już na całość, zwłaszcza widząc, że rywal nie odpuszcza – 2:4. Tempo podkręcił Matthew Anderson, którego współpraca z Micah Christensonem wyglądała wzorcowo. W końcu machina stanęła, a nic nie mógł skończyć ani Akihiro Yamauchi ani Shoma Tomita, to natomiast do reszty pogrążyło Azjatów – 10:15. Pewni siebie goście nie mieli skrupułów, aby dalej punktować niedociągnięcia niewygodnego przeciwnika. Rękawice podjął jeszcze Takahashi. Po drugiej stronie swoje zrobił Cooper Robinson. Uciec spod topora Amerykanom się udało, a decydujący okazał się atak Jeffrey’a Jendryka – 25:20.
Tie-break, to już gra na żyletki – 3:3. Później pałeczkę przejęła grupa Amerykanów – 7:4. Wciąż jednak mogło się tu wydarzyć wszystko. Sam Ran Takahashi nie był natomiast w stanie skończyć wszystkiego. Chwilę potem było po meczu, a w finale z Polakami zagra USA – 15:13.
Japonia – Stany Zjednoczone 2:3
(19:25, 25:23, 25:20, 19:25, 13:15)
Składy zespołów
Japonia: Nishida (19), Fukatsu, Yamauchi (7), Takahashi (13), Ishikawa (18), Larry (6), Ogawa (libero) oraz Miyaura (1), Otsuka, Tomita (2), Kai, Eiro
USA: Anderson (24), Christenson (4), Averill (9), Hanes (24), Champlin (7), McHenry (7), Shoji (libero) oraz Jendryk (2), Robinson (7), Ma’a, Hartke
Zobacz również:
Wyniki i terminarz Ligi Narodów siatkarzy 2026









