W Lublanie wystartował turniej interkontynentalny Ligi Narodów. Na start rozpędzona Bułgaria pokonała Włochów 3:2, rewanżując się za zeszłoroczny finał mistrzostw świata. Coraz bardziej we znaki dają się też wszystkim Ukraińcy, którzy byli sporym wyzwaniem dla faworyzowanych Canarinhos.
Mecz pełen skrajności
Pojedynek mistrzów i wicemistrzów świata dał kibicom prawdziwe widowisko. Początek spotkania należał do wyrównanych, a blokom nie było końca. Przedrzeć na drugą stronę nie mógł się nawet Aleksandar Nikołow – 4:2. Blokiem Bułgarów postraszył i Mattia Bottolo i Daniele Lavia. Bułgarom zaczął uciekać ten set, co od razu przełożyło się na wynik – 7:3. Bardzo dobrze w mecz wprowadził się także Leandro Mosca – 15:11. Starał się coś wskórać jeszcze Martin Atanasov, ale za moment było 1:0 dla czempionów globu – 25:18. Taki start mocno uśpił czujność Włochów, co doszczętnie w drugim secie wykorzystała grupa oponentów. Do Aleksandara dołączył Simeon Nikołow. Ramię w ramię z braćmi szedł Asparuh Asparuhow. Różnica na dystansie przechylała szalę zwycięstwa, a seta na 1:1 zamknął Ilia Petkow – 25:20.
Iskry leciały non stop
Najbardziej wyrównany był trzeci set. Tam iskrzyło przy siatce, a o wygranej Bułgarów zadecydowały detale. Sprawy w swoje ręce wziął Kamil Rychlicki. Nowy atakujący Warty Zawiercie musiał się jednak pojedynkować Aleksandarem Nikołowem – 6:6. Blokiem prowokował Włochów Aleks Grozdanow, a wciąż niepewny rozstrzygnięcia był trener Ferdinando De Giorgi – 12:12. Po dwóch asach młodszego z Nikołowów zrobiło się 18:15. Wówczas zareagować starał się Alessandro Bovolenta, lecz Bułgaria wyszła na prowadzenie 2:1 – 25:23.
Postawieni pod ścianą Włosi musieli dać z siebie maksa. Dobrze odnalazł się na boisku Luca Porro, a na wyżyny wspiął się Giovanni Sanguinetti, co przełożyło się na remis 2:2 – 25:19. Sam tie-break należał już do jednostronnych. Choć początkowo wynik oscylował wokół remisu – 6:5, to z czasem zespół Włochów stanął w miejscu. Sukces dopiął Asparuh Asparuhow, a Bułgarzy mogą cieszyć się z rewanżu za finał siatkarskiego mundialu sprzed roku – 15:9.
Bułgaria – Włochy 3:2
(18:25, 25:20, 25:23, 19:25, 15:9)
Składy zespołów
Bułgaria: S. Nikolov (9), I. Petkov (10), Atanasov (14), Asparuhov (13), Grozdanov (10), A. Nikolov (19), Kolev (libero) oraz Zhelev (libero), Bardarov (1), Palev
Włochy: Sbertoli (3), Rychlicki (18), Bottolo (10), Lavia (2), Sanguinetti (13), Mosca (8), Laurenzano (libero), P. Porro, Sani (3), L. Porro (10), Bovolenta (1)
Niespodzianka już na start turnieju!
O niespodziankę pokusiła się natomiast Ukraina wsparta już Olegiem Płotnickim, który wraca do kadry. To właśnie sąsiadom Polaków udało się pokonać przewodzących stawce Canarinhos. Najciekawiej było na otwarcie, gdzie mierzono się na żyletki. Już w drugiej wymianie blokiem popisał się jednak Wasyl Tupczij, gdzie za moment było już 5:2, 8:5. Do odrabiania rzucił się Darlan Souza, ale różnica jeszcze wzrosła – 8:12, 12:16. Pojedyncze akcje dla Judsona Nunesa czy Adriano Fernandesa pozwalały jednak Kanarkom dalej wierzyć. Pogoń udała się, ale dopiero przy stanie 23:23. Po grze na przewagi goście nie odratowali seta całkowicie, a 1:0 prowadziła Ukraina – 29:27.
Spokojniej było w drugim secie. Niesamowicie skuteczny był Flavio Gualberto, który sam skończył 5 piłek. Przy tylu błędach oponentów Brazylia niewiele musiała robić. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż ręki nie zwalniał Adriano, któremu kroku chciał dotrzymać Ricardo Lucarelli, który też dał swojej drużynie remis 1:1 – 25:22. Radość z takiego statusu quo nie trwała jednak przesadnie długo. Na wyżyny wspiął się Darlan Souza, na którego uparcie stawiał Fernando Kreling. Ukraina po swojej stronie miała natomiast rewelacyjne trio Jurij Semeniuk – Wasyl Tupczij – Ilia Kovalov. Każdy z tych graczy dołożył od siebie po 5 oczek i to właśnie Europejczycy znów objęli prowadzenie w meczu – 25:22. Bardzo podobnie wyglądała czwarta partia. Pomimo zmian wprowadzonych przez Bernardo Rezende, to dystans znów był dla jego podopiecznych zabójczy – 7:6, 14:14, 21:19. Dobre wejście odnotowała para Matheus Pinta i Henerique Honorato. Po ataku Kowalowa było już po meczu, który padł łupem Ukraińców – 25:21.
Ukraina – Brazylia 3:1
(29:27, 22:25, 25:22, 25:21)
Składy zespołów
Ukraina: Plotnytskyi (19), Synytsia, Yanchuk (5), Semeniuk (10), Tupchii (17), Shchurov (1), Pampushko (libero) oraz Drozd (2), Yevstratov, Kovalov (15), Nalozhnyi
Brazylia: Darlan (26), Adriano (12), Judson (3), Cachopa, Lucarelli (9), Flavio (10), Maique (libero) oraz Matheus, Pinta (2), Honorato (5), Bryan (1), Arthur
Cały czas na styku…
Wyrównany czterosetowy bój mają za sobą też Słoweńcy i Kanadyjczycy. Dobrze w mecz wszedł Brodie Hofer, który od początku ścigał się z Tonckiem Sternem. Wynik początkowo oscylował wokół remisu, a swoich kolegów do ucieczki starał się zmotywować Pearson Eshenko. Cenne oczka dokładał Vernon-Evans Sharone – 13:10. Ta skromna przewaga końcowo okazała się niczym. Dobrze zagrał Tine Urnaut, a seta z korzyścią dla Słoweńców zamknął Stern – 25:23. Był to jednak początek boju, w którym żadna ze stron nie odpuszczała. Druga partia należała do Erika Siksna, który dał fantastyczną zmianę. Miał on też do pomocy Jacksona Howe’a. Kanadyjczycy nie mieli zamiaru odpuszczać, a ich upór i konsekwencja przełożyły się na remis 1:1 – 25:23. Decydujące oczko zdobył zaś Brodie Hofer.
Najbardziej jednostronna była trzecia partia, tam faktycznie jedna ze stron uciekła na dystansie. Wypracowana przewaga dała z kolei Słoweńcom dużo komfortu i szansę na regenerację w końcówce. Seta na 2:1 – 25:20, domknął asem Toncek Stern. Na najwyższe obroty wskoczył też Nik Mujanović, podczas gdy Uros Planinsic stawiał też na Alena Pajenka. Czwarta część znów była na styku. Oba zespoły pozostawały w kontakcie. Dobrze grę gości czytał natomiast Jan Kozamernik. Łatwo nie miał tez Luke Herr, ale jego wybory na rozegraniu broniły się, mimo bycia na granicy – 7:6, 12:12. Po ataku Roka Mozica z przechodzącej zrobiło się 15:12 dla Słoweńcom. Drużynie zza oceanu przerwa niewiele dała. Grupa siatkarzy z Kraju Liścia Klonowego starała się jak mogła, lecz końcowo znów czegoś zabrakło. Kropkę nad 'i’ postawił Tine Urnaut – 25:23 (3:1).
Słowenia – Kanada 3:1
(25:23, 23:25, 25:20, 25:23)
Składy zespołów
Słowenia: T. Stern (24), Pajenk (11), Planinsic (2), Kozamernik (7), Urnaut (9), Mujanović (18), Kovacić (libero) oraz Okroglić, Mozić (6), Najdić
Kanada: Eshenko (7), Herr, Jackson (6), Hofer (18), Sho (9), Howe (10), Hollands (libero) oraz Siksna (9), Greves, Elgert, Ketrzynski (5)
Zobacz również:
Wyniki i terminarz Ligi Narodów siatkarzy 2026









