Nie milkną echa po tragicznym w skutkach zakończeniu sezonu w Jastrzębskim Węglu. Klub po wielkich problemach finansowych i licznych zawirowaniach, ostatecznie zakończył sezon na siódmym miejscu, chwilę później żegnając się z PlusLigą. – Do samego końca graliśmy z nadzieją, że klub uda się uratować – skomentował w rozmowie z Polsat Sport Maksymilian Granieczny.
To mogło się udać
Czarne chmury nad Jastrzębskim Węglem pojawiły się już kilka miesięcy temu. Wtedy po raz pierwszy pojawiały się informacje o problemach finansowych i niewypłaconych zawodnikom wypłatach. Sytuacja w negatywnym kierunku rozwinęła się w szybkim tempie. Finalnie sezon 2025/26 klub doprowadził do końca, jednak po jego zakończeniu oficjalnie musieli pożegnać się z PlusLigą. Zawodnicy z trwającymi kontraktami do końca mieli jednak nadzieję, że sytuację uda się wyprowadzić na prostą. – W Jastrzębiu miałem kontrakt na dwa lata, także na ten kolejny sezon, ale wiemy, co się stało. Trzeba było dostosować się do sytuacji, i zacząć szukać najlepszego dla mnie rozwiązania na kolejny sezon. W zasadzie to do samego końca graliśmy z nadzieją, że klub uda się uratować. Dopiero w końcówce marca dostaliśmy zielone światło na zmianę klubu. Wtedy prezes dał też do zrozumienia, że w obliczu obecnej sytuacji, możemy rozwiązać nasze kontrakty na kolejny sezon. – skomentował w rozmowie z Dariuszem Ostafińskim Maksymilian Granieczny – Informacja dotarła bardzo późno. Zwłaszcza w naszych realiach transferowych. Zwykle pierwsze rozmowy odnośnie kolejnego sezonu zaczynają się w okolicach grudnia. Obecnie sprawy są mocno zaawansowane. Teraz wszystko domykam, ale oficjalne informacje będą najpewniej przed startem ligi, no, może w lipcu. – dodał
Zaległości pozostały
Pomimo zakończonego sezonu i stopniowego rozbierania klubu, będącego niewątpliwą legendą PlusLigi, wiele kontraktów pozostało nieopłaconych. Zawodnicy po dziś dzień nie wiedzą, kiedy odzyskają swoje pieniądze – Co dalej z pieniędzmi wie tylko prezes klubu. O tym, że są zaległości wobec zawodników, to każdy wie. Jak to jednak będzie rozwiązane, to ja już tego nie wiem. Prezes przedstawił nam plan, ale jesteśmy jeszcze w trakcie dogadywania. – krótko podsumował Granieczny. Jastrzębski Węgiel to pomimo aktualnej sytuacji, kawał historii i piękne wspomnienia zarówno wśród zawodników, jak i wiernych kibiców. Sytuacja pozostawia nie tylko ogrom smutku, ale i swoisty niesmak z uwagi na to, jak zakończono tę wieloletnią przygodę.
Poszkodowani i pominięci mogą czuć się przede wszystkim siatkarze, którzy do ostatniej chwili walczyli na boisku i mieli nadzieję na utrzymanie klubu – Problemy klubowe to jedno, ale też każdy z nas jest profesjonalistą. Granie w siatkówkę, to z jednej strony nasza praca, za którą dostajemy pieniądze, a z drugiej jest to hobby i pasja, której poświęcamy się w stu procentach. Graliśmy dla siebie, dla drużyny, dla kibiców. To było jedyne sensowne podejście. – opowiada młody siatkarz – Podpisując kontrakt, byłem mentalnie gotowy na dwa lata. Takie sytuacje, jak rozwiązanie umowy rzadko się zdarzają, a jednak u mnie się to stało. Taki jest jednak sport. Trochę oczywiście szkoda, że to wszystko tak późno wyszło, bo marzec czy kwiecień nie są dobrym czasem na transferowe rozmowy, składy są dopięte na tip-top, ale patrzę w przyszłość optymistycznie. – podsumował
Zobacz również:
Liga Mistrzów AVC z wielkimi nazwiskami









