Strona główna » Nikola Grbić wyciągnał go z szatni. Nadzieja reprezentacji Polski szczerze o powołaniu, presji i nauce

Nikola Grbić wyciągnał go z szatni. Nadzieja reprezentacji Polski szczerze o powołaniu, presji i nauce

inf. własna

fot. pzps-justyna-matjas

Jakub Kiedos z dobrej strony pokazał się w swoim debiutanckim sezonie PlusLigi, do której trafił prosto z SMS-u Spała. W długiej rozmowie jedna z największych nadziei reprezentacji Polski młodego pokolenia opowiedział o tym, jak dowiedział się o powołaniu i o tym, że jest zaskoczony, jak szybko spełniło się jej marzenie i że uwielbia presję.

Jakub Kiedos to jeden z najbardziej obiecujących przyjmujących młodego pokolenia. Siatkarz ma za sobą swój pierwszy sezon w PlusLidze. Niezbyt udany, bo Steam Hemarpol Norwid Częstochowa zajęła ostatnie miejsce w tabeli. Choć ekipa spod Jasnej Góry powinna spaść do I ligi, to częstochowianie odkupili licencję i kolejny sezon również spędzą w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Debiut w PlusLidze

Dla młodego przyjmującego był to pierwszy sezon w PlusLidze, do której trafił bezpośrednio z SMS-u Spała. Dostał on sporo szans, które wykorzystał. – Dostałem bardzo dużo szans jak na gościa, który dopiero opuścił mury SMS-u Spała. Od razu dostałem szansę na parkietach PlusLigi. Trener Falasca bardzo dał mi dużo tych szans na początku sezonu i starałem się je wykorzystać w stu procentach. Wydaje mi się, że takim moim najlepszym meczem był mecz z Wartą Zawiercie. Czułem wtedy, że ciężar gry spoczywa właśnie na moich barkach jako na jednym z najmłodszych, jak nie najmłodszym zawodniku z drużyny – opisywał Kiedos.

W tym pojedynku nie bał się brać na siebie odpowiedzialności. Choć jego zespół przegrał z faworytem 0:3, to on sam pokazał się z bardzo dobrej strony. Zdobył 19 punktów, a atakował z 65% skutecznością i aż 56% efektywnością. W swoim dorobku miał także dwa bloki i dwa asy serwisowe. – Bardzo lubię właśnie presję, bo uważam, że presja to jest przywilej. Taką pozycję lidera wypracowałem sobie za czasów młodzieżowych, gdzie to na mnie spoczywał ciężar gry. Lubię presję, lubię, jak dużo się ode mnie wymaga. Cały czas idę w kierunku bycia liderem i chcę zdobywać jak najwięcej punktów – opisywał Jakub Kiedos.

Nauka nie poszła w las

Chociaż sezon dla Częstochowian nie był udany, to jednak młody siatkarz mógł się czegoś nauczyć, a także od kogo uczyć. – Wiedzieliśmy, że jesteśmy pod presją, że mamy dobry skład, a tego nie wykorzystujemy. I staraliśmy się naprawdę na różne sposoby zapobiegać temu, żeby nie tracić punktów w tabeli. Nie udało się. Wydaje mi się, że od Patrika Indry sporo się nauczyłem. Mogłem się zwrócić do niego w każdym momencie, mogłem go zapytać o wszystko. Milad Ebadipour jako kapitan też zawsze chętnie mi pomagał – wspominał zawodnik.

Sam przyznał, że ten sezon wiele mu dał, także pod względem mentalnym, co pomaga mu także w pracy w reprezentacji Polski. – Mentalnie? Bardzo dużo mi dał. Już teraz widzę po sobie i tutaj w kadrze, jak niektóre rzeczy są powiązane. Wiem, że trener mówi po angielsku, podobnie było w klubie. Są podobne schematy, których wcześniej nie miałem. To ułatwia pracę – powiedział młody siatkarz, dla którego powołanie jest swego rodzaju osłodą po słabym wyniku klubu z Częstochowy. – Dla mnie personalnie – tak. Nikt by się nie spodziewał takich wyników w Częstochowie, szczególnie że mieliśmy taki skład. Czy osłoda? Nie nazwałbym tego osłodą, bo wiem, że trener Grbić daje szansę tym młodym zawodnikom, ale oczywiście jestem bardzo szczęśliwy i cały czas staram się iść do przodu – zapowiedział.

Z szatni do trenera Grbicia

On sam nie spodziewał się, że tak szybko dostanie powołanie do szerokiej kadry seniorów, jednak udało się to już po pierwszym roku w PlusLidze. – To spełnienie moich marzeń i jestem bardzo wdzięczny za to, że dostałem taką szansę. Wiedziałem, że trener stawia na młodych zawodników, ale nie spodziewałem się, że tak szybko uda mi się jakby dostać do tej kadry. No i nic, no i walczę, walczę cały czas dalej i cały czas chcę się poprawiać – wyjaśnił przyjmujący.

Zdradził również kulisy otrzymania informacji o powołaniu. Sam nie mógł w to na początku uwierzyć, zwłaszcza że Nikola Grbić poinformował go o tym osobiście. – Trener do mnie nie dzwonił, tylko pojawił się na naszym meczu z Asseco Resovią. Wiedziałem, że ogląda spotkanie. Poszedłem od razu do szatni i dopiero tam koledzy powiedzieli mi, że chce ze mną rozmawiać. Na początku w to za bardzo nie uwierzyłem i myślałem, że sobie żartują, ale potem jeden z nich przysięgał na życie własnego syna, że tak jest. Pomyślałem: „No dobra, to nie idę się myć, zakładam cokolwiek na siebie i idę na halę”. Kiedy rozmawiałem z trenerem, to stałem jak osłupiały. Dopiero potem zadzwoniłem do rodziców, do przyjaciół, że dostałem taką szansę, że jadę na kadrę seniorów – opowiadał.

W kadrze konkrety

Chociaż na zgrupowaniu Jakub Kiedos spędził dopiero kilka dni, to ma już pewne spostrzeżenia i stara się wyciągnąć z tego jak najwięcej dla siebie. – Nazwałbym trenera konkretnym. Po prostu jak on coś mówi, to tak ma być i nie ma w ogóle żadnej dyskusji. Bardzo zwraca uwagę na szczegóły, mówi nam na przykład, że każda piłka, którą odbijamy, ma być najlepsza w życiu. Taka, jak gralibyśmy finał igrzysk olimpijskich – powiedział i dodał: – Tata mi powiedział kiedyś, że oczywiście na swoich błędach trzeba się uczyć, ale jeszcze większą sztuką jest uczenie się z cudzych błędów. Więc jeżeli na przykład trener na innym sektorze ma jakąś uwagę, poprawia jakiegoś przyjmującego, to trochę podsłuchuję i staram się też to wdrażać. Nie tylko tutaj, ale ogólnie w siatkówce tak to działa – zdradził przyjmujący polskiej kadry.

Od SKS-u do seniorskiej kadry

Jakub Kiedos ma ponad 200 cm wzrostu i wybór siatkówki jako dyscypliny, którą chciałby uprawiać, przyszedł dość naturalnie. Oboje rodzice również amatorsko uprawiali sport, choć nie była to siatkówka. – Wybrałem siatkówkę, bo byłem wyższy od swoich rówieśników i po prostu zapisałem się w czwartej klasie na SKS – wprost przyznał jeden z najbardziej obiecujących talentów polskiego zespołu. – Później mama mnie zapisała do Będzina, do najbliższego klubu. Bardzo mi się spodobało. Pojechałem na pierwszy turniej, widziałem te wszystkie dzieci, widziałem rodziców, którzy wspierają swoje dzieci. Bardzo mi się to spodobało i tak zostało. Wozili mnie, bardzo dużo czasu poświęcali na dojazdy czy turnieje. Jestem bardzo wdzięczny i myślę, że to, gdzie teraz jestem, to owoc tego, że oni wcześniej wykonali taką pracę – wyraził wdzięczność dla swoich rodziców, którzy pomogli mu znaleźć się na odpowiednim poziomie, który pozwolił mu znaleźć się w składzie reprezentacji Polski.

PlusLiga