Strona główna » Bolesne i zaskakujące rozstanie. Szlagowska: Z dnia na dzień dowiedziałyśmy się, że opuszczamy Radomkę

Bolesne i zaskakujące rozstanie. Szlagowska: Z dnia na dzień dowiedziałyśmy się, że opuszczamy Radomkę

sport.tvp.pl

fot. Aleksandra Suszek

Weronika Szlagowska przez dwa ostatnie sezony była związana z MOYA Radomką Radom. – Nie spodziewałam się, że nie dokończę sezonu w tym klubie, tego nie było w moim bingo na 2026 rok – przyznała siatkarka w rozmowie z Sarą Kalisz z redakcji TVP Sport. Przyjmująca w trakcie sezonu 2025/2026 niespodziewanie musiała pożegnać się z zespołem, a już w piątek wyleci do indonezyjskiego Jakarta Livin Mandiri. Jej transfer jest jednym z efektów trudnej sytuacji finansowej klubu, który był zmuszony podjąć bolesne decyzje kadrowe.

Nagłe decyzje kadrowe Radomki Radom

MOYA Radomka Radom oficjalnie pożegnała się w piątek z trzema zawodniczkami: Martyną Piotrowską, Julie Lengweiler oraz Weroniką Szlagowską. W oficjalnym komunikacie w mediach społecznościowych podkreślono, że brak takich działań mógłby doprowadzić do narastania zobowiązań finansowych, a w skrajnym scenariuszu zagrozić dalszemu funkcjonowaniu klubu.

Szlagowska nie ukrywa, że taki rozwój wydarzeń był dla niej ogromnym zaskoczeniem. – Ostatnie tygodnie to były główne rozmowy o tym, że może nastąpić brak finansowania, i że niestety trzeba będzie skorzystać z opcji transferów. Przez większość czasu byłam przekonana, że to tylko plotki. Później dochodziły do mnie wiadomości, że jedna z zawodniczek może opuścić klub, a moja pozycja jako szóstkowej przyjmującej będzie pewna. Sądziłam, że jest to związane z tym, że dostała ona dobrą ofertę, i że będzie ona mogła zapewnić finansowanie całemu klubowi na zasadzie buy-out – tłumaczyła przyjmująca.

Jak podkreśliła w rozmowie z Sarą Kalisz, zawodniczki długo nie dopuszczały do siebie myśli, że klub będzie musiał rozstać się z kilkoma kluczowymi postaciami. – Razem z dziewczynami nie dopuszczałyśmy do siebie, że to może się wydarzyć w tak dużej skali i to w dodatku tak szybko. Co prawda mamy końcówkę stycznia, ale tak naprawdę z dnia na dzień się dowiedziałyśmy, że opuszczamy Radomkę i musimy się spakować – przyznała ze smutkiem Weronika Szlagowska.

Sportowo to był sezon odbudowy

Dla przyjmującej bieżący sezon miał szczególne znaczenie. Po kontuzji, która wykluczyła ją z gry na początku poprzednich rozgrywek, mogła wrócić do regularnych występów na boisku i odzyskać pewność siebie. – Bardzo się cieszyłam, że grałam ‘od deski do deski’, że mogłam się odbudować po sezonie, w którym wracałam po kontuzji. Nie był on wybitny, ale dał mi więcej pewności siebie. Mogłam poczuć boisko, co było wspaniałe, bowiem choćby w Rzeszowie nie byłam podstawową zawodniczką – mówiła przyjmująca.

Szlagowska zauważyła też, że sytuacja w tabeli nie oddaje tego, jak zespół pracował na treningach. – Jeśli chodzi o sytuację w tabeli, to ten sezon nie jest dla Radomki tak udany, jakbyśmy ten chciały. Miałyśmy o wiele większe ambicje. Początek zmagań dał nam duże nadzieje, a następnie nastąpiła seria porażek – dodała. Nie ukrywała również, że mocno przeżyła zmianę trenera oraz wiele niekorzystnych rezultatów. – Sześć przegranych z rzędu, zmiana trenera… To były czynniki, które mną wstrząsnęły – przyznała.

Transfer to konieczność, nie jej wybór

Była już siatkarka drużyny z Radomia rozumie jednak, że klub znalazł się pod ścianą i trzeba było szukać rozwiązań. – Wiem jedno – klub na pewno nie chciał podejmować takich ruchów. Myślę więc, że był zmuszony, by je wykonać, żeby dokończyć ten sezon i rozważać to, co będzie w przyszłym – mówiła z dużym zrozumieniem Szlagowska.

Zawodniczka zdradziła również, że Radomka Radom na czas regulowała swoje płatności i pod tym względem nic nie wskazywało, że klub znajdzie się w takiej sytuacji.

Indonezja i nowe emocje. „Ahoj przygodo”

Dużym zaskoczeniem dla kibiców może być kierunek transferu. Weronika Szlagowska przenosi się do ligi indonezyjskiej, co brzmi dość egzotycznie. – To duży znak zapytania, ale mimo to towarzyszy mi przekonanie: jak nie teraz, to kiedy. To moja szansa. Niespodziewanie dał mi ją los – tak staram sobie to tłumaczyć – mówiła z entuzjazmem.

Jej zdaniem Indonezja była w stanie zaoferować klubowi lepsze warunki finansowe, choć siatkarka miała również inne opcje. Choć nie widziała wcześniej meczów tamtejszej ligi, podchodzi do wyjazdu z ciekawością. – Słyszałam, że za bardzo krótki okres grania są tam naprawdę dobre pieniądze, i że jest to bardzo fajny kierunek, jeśli chce się zmienić otoczenie. (…) Grają tam jednak cenione zagraniczne zawodniczki, więc to napawa mnie optymizmem. Kiedyś będą mogła opowiedzieć wnukom, że mieszkałam w Indonezji – podsumowała z uśmiechem.

Zobacz również:
Radomka Radom w trudnej sytuacji, ale nie składa broni. “Przede wszystkim będziemy walczyć”

PlusLiga