Pierwsze trofeum w sezonie 2026/2027 trafiło w ręce siatkarzy Bogdanki LUK Lublin. Grupa podopiecznych Stephanea Antigi w znakomitym stylu obroniła Superpuchar Polski, pokonując Aluron CMC Wartę Zawiercie 3:0. O losach meczu zadecydowała wojna nerwów w premierowej odsłonie, a nagrodę MVP zgarnął troszczący się o detale Marcin Komenda.
Nie było przestrzeni na głupoty
Pierwsze granie o trofeum w sezonie 2026/2027 za nami, a Superpuchar Polski nie zmienił właściciela. Po raz drugi najlepszą drużyną tych zawodów okazała się BOGDANKA LUK Lublin, demolując Aluron CMC Wartę Zawiercie 3:0.
Rewelacyjnym widowiskiem był pierwszy set, zakończony wygraną podopiecznych Stephanea Antigi dopiero przy stanie 34:32. Później drużyna wicemistrzów szła jedynie za ciosem, wykorzystując nawet najmniejsze potknięcia Jurajskich Rycerzy. Wiadomo też, że pogubieni w początkach sezonu Zawiercianie w końcu złapią rytm, czekając na rewanż na siatkarzach LUK-u. Obecnie jednak lepsi są Lublinianie, którzy swoją konsekwencją mogą przenosić góry.

– Rozegraliśmy bardzo dobre spotkanie. Myślę, że taktycznie udało nam się wykonać wszystkie wcześniejsze założenia i myślę też, że istotne było trzymanie się przez nas taktyki w całym meczu. Wiemy doskonale jakim zespołem jest Warta Zawiercie, jakie ma indywidualności, więc trzeba było te indywidualności zatrzymać. To właśnie udało nam się zrobić – powiedział po meczu o Superpuchar Polski MVP zawodów, Marcin Komenda.
Takie mecze budują i cementują zespoły, które nie wiedzą czym są ograniczenia. Wie o tym również kapitan zdobywców Superpucharu Polski. – Druga bardzo ważna rzecz, ten pierwszy set, który wydaje mi się, że ustawiał całe spotkanie, bo zawsze, kiedy wygrywasz taką nerwową końcówkę, to jedną stronę buduje, a drugiej podcina skrzydła (…) – dodał Komenda mówiąc, że wraz z kolegami musi zaufać czujność i do każdego rywala podchodzić z ogromną pokorą.
Nie było słabego ogniwa
Na przestrzeni całego meczu wśród Lublinian ciężko było wskazać 'najsłabsze’ ogniwo. Rozegraniem bawił się Marcin Komenda, który dystrybuował piłki między wszystkich swoich kolegów. Na tyłach czarował Tomohiro Ogawa. Po 16 punktów zdobyła dwójka Mateusz Malinowski i Wilfredo Leon, a zaledwie o oczko mniej wywalczył Ran Takahashi. Śmiało można zatem rzec, że siatkówka to coś więcej niż indywidualności.

– Pierwsze trofeum, to prawda. Akurat zwycięstwo jest po naszej stronie. Bardzo jestem zadowolony z tego, że nasza gra zespołowa wygląda coraz lepiej i mam nadzieję, że na każdy finał będziemy tak przygotowani jak dzisiaj – komplementował całą drużynę jeden z bohaterów tego meczu, Wilfredo Leon.
Grupa siatkarzy BOGDANKI LUK-u Lublin po historycznym złocie z sezonu 2024/2025 poprzednią kampanię zwieńczyła krajowym srebrem. Teraz zespół ze wschodniej części Polski zrobi wszystko, aby wrócić na szczyt.
Po wywalczeniu Superpucharu wyostrzył się apetyt na potrójną koronę, a z tyłu głowy zawsze trzeba mieć też Ligę Mistrzów.
– Wiemy jakie mamy cele, ciężko pracujemy na to. Wiadomo, że czasem potrzebujemy na przygotowanie więcej czasu, czasem mniej. Dzisiaj trzeba być zadowolonym, pękać z dumy, ale na krótko, bo zaraz kolejne spotkanie – próbował studzić emocje przyjmujący.
Częstochowa celem również siatkarskich pielgrzymek
Spotkanie o Superpuchar Polski 2026 zarówno siatkarek, jak i siatkarzy, rozegrano na neutralnym gruncie w Częstochowie. To tam powstał obiekt, w którym coraz częściej rozgrywane są mecze o stawkę. Hala ma swój urok, zyskując każdorazowo kolejnych sympatyków.
– Świetna atmosfera, tutaj publiczność również dopisała. Myślę, że ta hala jest bardzo przyjemna do gry w siatkówkę. Brawa dla organizatorów, dla kibiców i wszystkich tych, którzy mogli uczestniczyć w tym wydarzeniu. To spotkanie mogło się podobać kibicom, obserwatorom, ekspertom, dziennikarzom – po prostu każdemu! – komentował dalej rozpromieniony rozgrywający Lublinian.
Zobacz również:
Pokerowa twarz Alana Souzy. Twierdza Bełchatów obroniona drugi raz









