– Ten wynik, którym jest piąte miejsce, uważam za ogromny sukces. Jesteśmy od razu za tą pierwszą czwórką, która była typowana do gry o medale, więc zrobiliśmy świetną robotę. To trzeba przyznać i absolutnie traktować to trzeba jako sukces – podkreśla Grzegorz Łomacz, kapitan PGE GiEK Skry Bełchatów.
Według trenera PGE GiEK Skry Bełchatów Krzysztofa Stelmacha zespół w poprzednim sezonie cechowała waleczność. Z kolei kapitan zespołu Grzegorz Łomacz podkreślił w wywiadzie dla mediach, że bardzo ważna była walka z problemami zdrowotnymi wewnątrz drużyny.
„Chciałoby się więcej”
Jak ocenisz ten sezon pod kątem sportowym i zdrowotnym?
– To jest bardzo ciekawe, bo ten sezon był diametralnie różny pod kątem sportowym i zdrowotnym. Nie mieliśmy szczęścia tak naprawdę z tym zdrowiem. Śmialiśmy się przed tym drugim meczem z LUK-iem Lublin w fazie play-off, że dopiero pierwszy raz stanęliśmy na treningu w pełnym składzie. Trochę poturbowani, ale mimo wszystko każdy był w jakimś stopniu zdolny do trenowania czy grania. Myślę, że to paradoksalnie nas zbudowało i dlatego ten wynik, którym jest piąte miejsce, uważam za ogromny sukces. Jesteśmy od razu za tą pierwszą czwórką, która była typowana do gry o medale, więc zrobiliśmy świetną robotę. To trzeba przyznać i absolutnie traktować to trzeba jako sukces. Oczywiście, że chciałoby się więcej. Zawsze chce się więcej i oczywiście, że każdemu marzą się medale, również mi jako kapitanowi. Ale w przebiegu tego sezonu, tak jak mówiłem, zdrowotnie naprawdę ważne postaci po prostu nie były w stanie nam pomóc w wielu momentach. To jak połataliśmy te dziury, jest bardzo budujące.
Z perspektywy kapitana – co było największym wyzwaniem dla drużyny w tym sezonie?
– Największym wyzwaniem chyba było to, żeby odseparować drużynę od tych przeciwności losu, nie patrzeć na nie, nie zwracać uwagi. Po prostu nie szukaliśmy w tym sezonie żadnych wymówek. Nie było takiego okresu, nie przypominam sobie. Po prostu koncentrowaliśmy się na ciężkiej pracy. Tam, gdzie mogliśmy, to dawaliśmy po prostu maksa i dlatego te przeciwności losu nie były aż tak widoczne.
„Nie patrzeć na wyniki, tylko udowodnić swoją jakość”
Gdy spojrzysz na siebie sprzed sezonu i teraz – czy coś się zmieniło w twojej grze, a jeśli tak, to w jaki sposób?
– Czy coś się zmieniło? Nie wiem, chyba musiałbym to przeanalizować tak dokładniej. Ja lubię dostosowywać się do tego, co mam na boisku, jakich mam zawodników, jakie piłki oni lubią. Na pewno przez cały sezon poznałem zawodników – kto jaką piłkę lubi bardziej, kto w jakiej sytuacji lubi atakować. Myślę, że ta wiedza po prostu gdzieś ewoluowała przez cały sezon i dotarliśmy się na koniec. A graliśmy na pewno lepiej niż na początku.
Co najczęściej mówiłeś drużynie w trudnych momentach?
– To są może takie trochę banały, ale ja nie lubię patrzeć wstecz. Musimy się zawsze koncentrować na tym, co jest tu i teraz, brać to, co daje nam dzisiaj. Moją taką dewizą przez cały sezon było to, żebyśmy nie patrzyli w ogóle na wyniki, bo to nie jest ważne. Musieliśmy po prostu swoją postawą jak najbardziej udowodnić, że chcemy i lubimy grać, pokazywać swoją jakość.
Teraz czas na chwilę odpoczynku – jak planujesz wykorzystać ten czas?
– Ameryki nie odkryję, na pewno spędzę go praktycznie w całości z rodziną. Mimo tego, że w sumie przez cały sezon byliśmy tu razem, to na pewno poświęcę im czas od a do z. Będziemy pewnie gdzieś podróżować, odkrywać świat i nowe rzeczy razem.









