W ostatnim dniu zmagań drugiego tygodnia Siatkarskiej Ligi Narodów w Gliwicach Polska zwyciężyła z Argentyną 3:1. Zarówno w sobotę jak i niedzielę mogliśmy po raz pierwszy w tym sezonie kadrowym obserwować Kewina Sasaka, który został do Gliwic świągnięty przez Nikolę Grbicia wraz z Wilfredo Leanem, Jakubem Popiwczakiem i Marcelem Bakajem. – Dla mnie w tym sezonie to takie przetarcie. Cieszę się, że w meczu z Niemcami wszedłem na zagrywkę i pojawiłem się w krótszym wymiarze na boisku. W niedzielnym starciu z Argentyną mogłem zacząć. To dobre doświadczenie – przyznał po meczu atakujący.
Najdłuższy w historii
W ostatnim dniu Siatkarskiej Ligi Narodów w Gliwicach Polska z rywalizacji z Argentyną wyszła zwycięsko. Pierwszy set przeszedł do historii nie tylko polskiej siatkówki, ale i światowej. Był to najdłużej rozgrywany set w rozgrywkach FIVB, Ligi Narodów i reprezentacji Polski. – Szkoda, że przegrany. Bardzo długo się go grało. Po naszej stronie pojawiło się sporo błędów. Cieszy nas nasz powrót po pierwszej nieudanej partii i wygrana za trzy punkty – przyznał po meczu Kewin Sasak. Atakujący zdradził, co dla drużyny było najistotniejsze w tej partii. – Skupialiśmy się na każdej kolejnej piłce i chcieliśmy po prostu wygrać. Oczywiście szkoda, że gdyprzełamywaliśmy rywala czy zagrywaliśmy przy swojej przewadze, nie udało się tego zamknąć. Mieliśmy okazję. Skąd ta niemoc? – Nie wiem. Ciężko mi jest powiedzieć. Było trochę błędów na zagrywce. Czasami też zabrakło obron lub nie mogliśmy ich w pełni wykorzystać – analizował Sasak.
Przetarcie
Atakujący po raz pierwszy miał okazję wystąpić w meczu reprezentacji Polski w tym sezonie kadrowym. – Dla mnie w tym sezonie to takie przetarcie. Cieszę się, że w meczu z Niemcami wszedłem na zagrywkę i pojawiłem się w krótszym wymiarze na boisku. W niedzielnym starciu z Argentyną mogłem zacząć. To dobre doświadczenie. Wiem, że mam jeszcze sporo rzeczy do przepracowania. Teraz będziemy się na tym skupiać – wyznał. Siatkarz miał dość długą przerwę w grze po sezonie klubowym. Czy zdążył się pojawić głód siatkówki? – Tak, czuję głód grania. Po końcówce sezonu klubowego nie grałem za dużo. Cieszę się, że mogłem zarówno zadebiutować w tym sezonie w pierwszej szóstce, jak i dużo pograć na boisku – przyznał. Konkurencja na pozycji atakującego jest dość spora. O miano pierwszej armaty walczy głównie z Bartłomiejem Bołądziem, który w Gliwicach zaprezentował się znakomicie. – Bartek jest aktualnie w bardzo dobrej formie. Mnie osobiście to cieszy, bo przez to poziom na treningach jest wyższy. Wszyscy atakujący, w tym ja, chcą, by rywalizacja była jak najbardziej wyrównana. Przez to podnosimy nasze umiejętności. To zdrowe podejście – zaznaczył Sasak.
Chłodna ocena
Atakujący podsumował spotkanie i turniej w wykonaniu drużyny. A jak ocenił swoją grę podczas turnieju? – Parę rzeczy jest do poprawy, a z paru jestem zadowolony. Cieszy mnie to, że po takim długim czasie zadebiutowałem w tym sezonie kadrowym i to napawa optymizmem. Z drugiej strony też wiem, że jeszcze dużo do przepracowania przed nami. Teraz będzie taki dłuższy okres do kolejnego turnieju, więc czasu będzie wystarczająco – wyjaśnił. Siatkarze dostali tylko chwilę wolnego po turnieju. – Później już mamy powrót do Spały, żeby skupić się na przygotowaniach do następnego turnieju – zakończył Sasak.









