Strefa Siatkówki – Mocny Serwis

Mateusz Biernat: Pobyt w Czechach będę miło wspominał

fot. VK Dukla Liberec

– Każdy z tych czterech sezonów był inny i czegoś innego mnie nauczył. Pierwsze dwa lata spędzone w Ostrawie były bardziej trampoliną do tego, co miało przyjść w Libercu, czyli gry o mistrzowski tytuł i rywalizacji w europejskich pucharach – tak swój pobyt w Czechach wspomina Mateusz Biernat, który wraca do I ligi, a od nowego sezonu będzie bronił barw Gwardii Wrocław.

W Czechach, jak i w wielu innych krajach, nie udało się dokończyć rozgrywek przez pandemię koronawirusa. Nie rozegraliście play-off, w których mogliście znowu powalczyć o mistrzostwo. Jakie emocje ci towarzyszyły po takim zakończeniu sezonu?



Mateusz Biernat:W momencie, kiedy wybuchła pandemia zmieniły się moje priorytety. Bardziej zależało mi na bezpieczeństwie niż na tym, by skupiać się na kończeniu sezonu. Każdy klub z ambicjami pewnie żałuje, że ten sezon tak się skończył. My mieliśmy jeden cel – wygrać ligę i tego trzymaliśmy się mimo przeciwności losu. Wielkimi krokami zbliżała się faza play-off. Byłaby to bardzo trudna część sezonu, startując z czwartego miejsca. Ale nasz zespół był na to gotowy. Osobiście miałem ogromny głód gry po kontuzji.

W Czechach spędziłeś cztery sezony. Jak z perspektywy czasu oceniasz ten okres? Co ci najbardziej utkwiło w pamięci?

– Każdy z tych czterech sezonów był inny i czegoś innego mnie nauczył. Pierwsze dwa lata spędzone w Ostrawie były bardziej trampoliną do tego, co miało przyjść w Libercu, czyli gry o mistrzowski tytuł i rywalizacji w europejskich pucharach. W Ostrawie byłem kapitanem zespołu, odpowiadałem za w większości młodszych kolegów. W Dukli znów znalazłem się w grupie młodszych, mniej znaczących. W szatni ten przeskok był dla mnie trudny, ale z perspektywy czasu wiem już w jakim zespole pracowało mi się lepiej. Najbardziej utkwiły mi w pamięci mecze finałowe przeciwko Jihostroj Czeskie Budziejowice. W każdym meczu była fantastyczna atmosfera, a obie hale pękały w szwach. Są to dla mnie zdecydowanie najsilniejsze wspomnienia.

Zdobyłeś nie tylko medal ligi czeskiej, ale też grałeś w europejskich pucharach. Można zatem powiedzieć, że rozwinąłeś się siatkarsko?

– W Dukli mieliśmy okazję wyjechać poza granicę Czech i zmierzyć się z rywalem z Turcji. Pech chciał, że dwa razy pod rząd był to ten sam zespół – Galatasaray Stambuł. Nie ma co ukrywać, że w Turcji kluby posiadają zupełnie inne budżety i dysponują innej jakości siatkarzami, lecz mimo tych różnic dotrzymaliśmy kroku rywalom. Pamiętam, że fantastyczny mecz zagraliśmy w poprzednim sezonie w rewanżu, wygrywając 3:0 po około godzinie gry, ale niestety polegliśmy 12:15 w złotym secie, co dało przeciwnikom awans do ćwierćfinału, w którym czekał na nich potencjalnie o wiele słabszy przeciwnik. Myślę, że nawet te dwa mecze zaprocentowały i pomogły mi stać się lepszym siatkarzem.

Dwa lata temu mówiłeś, że w ogóle nie myślisz o powrocie do I ligi. Co zatem się stało, że zmieniłeś zdanie? Czy pandemia miała wpływ na to, że nie zdecydowałeś się pozostać w Czechach?

– Jak to często w życiu bywa, sam los weryfikuje wszystko to, co człowiek mógłby sobie założyć w dalekosiężnych planach. Sezon 2019/2020 po nowym roku miał dla mnie zbyt wiele niemiłych niespodzianek, bo od razu w pierwszym meczu niefortunnie złamałem małego palca na przedmeczowej rozgrzewce, a później nadszedł nasz szanowny przyjaciel – wirus. Nie będę ukrywał też, że liga czeska nadal okazuje się mało poważna dla polskich klubów i mało kto patrzył na nasze rozgrywki. W tym aspekcie się zdecydowanie zawiodłem. Być może byłem zbyt naiwny. Powodów powrotu do Polski było jednak więcej niż tylko siatkówka. Przyszedłł czas, kiedy musiałem zacząć myśleć nie tylko o sobie, lecz też o swojej rodzinie. Na szczęście znaleźliśmy się z narzeczoną w miejscu, które kochamy i dodatkowo w klubie z dużymi ambicjami. Jeśli chodzi o pobyt w Czechach, to cztery lata zdecydowanie mi wystarczyły. Będę ten czas zawsze miło wspominał. Poznałem wielu wspaniałych ludzi i mieszkałem w pięknym mieście u podnóży Jeszczedu, ale zdecydowanie nadszedł czas na zmianę.

Jakie nadzieje wiążesz z powrotem do polskich rozgrywek? Myślisz, że szybko na nowo odnajdziesz się w I lidze?

– Będę ostrożny z obnoszeniem się z naszymi planami w Gwardii. Zarówno ja, jak i klub mamy ogromne ambicje. Czuję, że stworzymy ambitną i pracowitą grupę ludzi. W każdym aspekcie trzeba będzie mocno pracować, żeby móc na koniec cieszyć się z celu, który wspólnie sobie zakładamy. O swoją adaptację się nie boję. Jestem już dużym chłopcem, poradzę sobie (śmiech).

Pewnie masz już wiedzę w jakim składzie Gwardia zagra w nadchodzącym sezonie. Jakie cele są przed wami? W dłuższej perspektywie Gwardia chce wrócić do elity?

– Znam już praktycznie całą czternastkę ludzi, z którymi w przyszłym sezonie będę wspólnie pracować. To bardzo ciekawa ekipa. Myślę, że została ona idealnie skrojona pod to jak ten zespół ma się prezentować. Osobiście czuję, że ta drużyna będzie zżyta, będzie mocno pracować na treningach, a w trakcie meczów będzie żarła parkiet, żeby osiągnąć cel. Wierzę w to i życzę nam, aby tak było.

źródło: inf. własna

nadesłał:

Więcej artykułów z kategorii :
Aktualności, I liga mężczyzn, ligi zagraniczne

Tagi przypisane do artykułu:
, , , , ,

Więcej artykułów z dnia :
2020-06-03

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście zgłoś go naszej redakcji:

Copyrights 2015-2020 Strefa Siatkówki All rights reserved